Duchy · 5 min czytania
Wieczna miłość - Rozdział 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Tylko ona sprawia, że jestem zagubiony, zrozpaczony i przegrany. – powiedział Michael siedząc na kanapie w pokoju z Peril. Jego oczy napełniły się łzami, kobieta usiadła przy nim pytając: - Aż tak bardzo ją kochasz? - Gdy zobaczyłem ją i usłyszałem co do niego mówi, jak na niego patrzy, a on na nią, znów poczułem to dziwne uczucie w sercu, poczułem tak jakby przeszłość wróciła. Każdego dnia zastanawia się co robi, co się z nim dzieje, chce go widzieć... mimo iż straciła dom, rodzinę, po tej długiej wędrówce znów znalazła go. Tylko ten jeden śmiertelnik zmienił jej życie, ponieważ tak naprawdę dzięki niemu wybrała ludzkie życie. Mogła przeżyć to o czym ja marzyłem przez całe wieki. On miał wszystko, a ja... – wyznał zaniepokojony anioł, a kobieta oznajmiła: - Ty masz jej przyjaźń, wsparcie. Zawsze tak było, a ty o tym wiedziałeś. - Być może, ale miałem cichą nadzieję, że kiedy do nas znów wróci, zapomni o nim. - Jeśli duszę się odnajdą żadna siła nie jest w stanie ich już rozłączyć. – oznajmił pojawiający się Gabriel, wysoki blond anioł, o błękitnych oczach. Ann pojawiła się w swoim pokoju, gdzie czekał na nią Dorian. - Nie ufam ludziom zawsze sprawiali nam zawód, dlatego nie chcę byś do niego wracała. – powiedział, a ona na to: - Chriis jest inny, nie sprawia mi zawodu, to raczej ja mu, Dorianie. Uspokój więc swoje sumienie. – dodała Ann, a on spytał: - A czy ty uspokoiłaś swoje? – dziewczyna nie wiedziała co powiedzieć. Tymczasem zrozpaczony Christopher nie mógł znieść czekania na nią... szalała straszliwa burza, a jej nie było... wybiegł z domu i wsiadł na swój skuter... ruszył przed siebie jak szalony. Deszcz padał, a niebo przecinały błyskawice. Dotarł na cmentarz, gdy doszedł do jej grobu zauważył stojącego tajemniczego mężczyznę z bukietem białych róż. Zatopionego w ciszy modlitwy. Po chwili podniósł wzrok i spojrzał na moknącego chłopaka... - Dlaczego to robisz, zostaw ją w spokoju, ona chce zniknąć. – odezwał się Dorian, a na jego plecach ukazały się skrzydła, przedarły płaszcz, który miał na sobie. Chriis ze zdumieniem…