Środowisko · 5 min czytania
Wilk
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
WILK
Ostrożnie wyjrzał na niedużą, rozświetloną słońcem polanę. Była cicha, spokojna, samotna. Odczekał jeszcze kilka chwil. Wreszcie bezgłośnie wyszedł z kryjących go dotąd jałowców. Lubił to miejsce. Trawa niezbyt wysoka, wciąż zielona, dalej trochę wrzosów. Ciepło, bezpiecznie, błogo. Spory, szary kamień spoczywał pod dębem. Z jednej strony omszały, z drugiej pokryty ranami sprzed wielu lat, gdy przyszli tu ludzie, pod chłodnym głazem złożyli ciało jednego ze swych braci, a na chropowatej powierzchni wyryli znaki, które w ich świecie miały zapewnić pamięć. Od tej pory tu nie przychodzili. Położył się tuż obok kamienia i przeciągnął. Błogosławione ciepło szybko przyniosło mu spokojny sen. * Słońce przesunęło się po lazurze nieboskłonu i skryło za czubkami drzew. Wstał. Leniwym krokiem ruszył w las. Nikt nie śmiał go niepokoić. Jedynie sójki wydawały głośne wrzaski ostrzegając, że oto idzie ktoś niebezpieczny. Zupełnie, jakby obchodziły go ich opierzone ciała. Nie obchodziły. Zatrzymał się przy płytkim strumyku, szemrzącym wśród korzeni drzew, paproci, mchu i starych, opadłych liści. Odrobina wody, którą pochłonął orzeźwiła, ale i pobudziła żołądek. Głód nie był na razie bardzo dokuczliwy, ale to nie było uczucie należące do przyjemnych. Zawrócił. Kilka kilometrów dalej zostawił niedawno resztkę łani. Zaciągnął ją w gęstwinę i trochę zakrył igliwiem. Może nikt się do niej nie dobrał? Pobiegł kłusem. Równe, lekkie, choć bardzo pewne kroki, spokojny oddech i nieustająca czujność. Szare futro skrywało harmonijną pracę mięśni, ale wszyscy, którym leśny myśliwy przemknął przed oczami, którzy kątem oka dostrzegli cień wilka, wiedzieli, że oto mknie pan lasu. * Woń padliny wyczuł już z daleka. To źle. Ktoś musiał już ją odnaleźć, wyciągnąć z ukrycia, pozwolić, by zapach rozszedł się po lesie wabiąc kolejnych chętnych na darmową ucztę. Wyszczerzył białe kły i wściekle warcząc rzucił się w środek hałaśliwej zgrai. Czarne i szare skrzydła załopotały w gniewie i przerażeniu. Krakanie, wiatr, kłapnięcia zębów. Kilka piór powoli opadło na ziemię. Ptaki rozsiadły się na gałęziach i wrogo skrzeczały. Odgoniono je od posiłku. Wilk jadł długo. Wreszcie zabił głód, nasycił się zastygłą krwią. Nie próbował ponownie chować…