Inne · 4 min czytania
Wizażystka z bożej łaski
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wizażysta – ostatnio bardzo modny zawód lub nawet sposób na życie – szeroko lansowany zresztą przez media. Przed drugą wojną światową pożądanymi wzorami do naśladowania byli ludzie pełniący społecznie szanowane zawody i stanowiska: profesor, nauczyciel, duchowny, sędzia. To była elita narodu. Dzisiaj oglądając telewizję a właściwie jedyną słuszną stację wydaje się, że do forpoczty naszego narodu należy modelka, wizażystka, stylista, ekspert od parzenia kawy i znawczyni od zawiązywania chust, w których nosi się noworodki. Ale cóż – jakie czasy takie ideały. Abstrahując jednakże od powyższego – chciałbym napomknąć, że przewrotny los spowodował to, iż dom mój graniczy ze szkołą wizażu. Mam więc na co dzień ,,wizażystki vis a vis”. Powyższe oczywiście spowodowało, że cisną mi się pod pióro (a raczej pod klawiaturę) pewne obserwacje. Po pierwsze Pani wizażystka jest bardzo ważna. Głowę ma podniesioną bardzo wysoko – widać jest dumna ze swoich niezwykłych osiągnięć. Nawet ,, dzień dobry” nigdy nie odpowie – więc przestałem mówić. Ponoć na stronie internetowej reklamuje się tym, że charakteryzowała raz kogoś sławnego do programu, który miał się odbyć w ,, jedynej słusznej stacji” Przy czym określenie ,, charakteryzowała raz” jest tu zapewne bardzo na miejscu. Raz – bo więcej jej nie chcieli. Niemniej zdaniem wizażystki powyższe spowodowało, że nabyła sporego bagażu doświadczeń, otworzyła więc szkołę i uczy innych. Chyba interes nie za bardzo idzie (co mnie nie dziwi) bo oprócz tego do pani przychodzą klientki dodatkowo na maseczki i makijaż. A Pani wizażystka…