Horror · 3 min czytania
Wizje
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nadeszła Noc. Noc, mimo, że lipcowa, lodowata i szpetna, choć krótka, zdaje się, jakby trwała całe wieki. Noc tak martwa, tak samotna i cicha. Atramentowe niebo poszarpane ostrzami żelaznych obłoków, mimowolnie odbijających prawie niewidoczną dla ludzkich źrenic miejską łunę, światło świata, w którym owa Noc nigdy nie nadejdzie, przepędzana wciąż i wciąż ognistym blaskiem tętniących asfaltowych żył . Sklepienie wyszyte milionami , na pozór, chaotycznie rozsypanych odległych iskier, tak małych a jednak tak ogromnych, ledwo widocznych, a zarazem jaśniejszych niż cokolwiek innego. Ponad monumentalnymi starodrzewami pobliskiego boru, zawieszony w bezmiarze czasu i przestrzeni, iluminuje dumnie Księżyc, niby srebrna tarcza mitycznego tytana. Zmiennokształtny strażnik, zawsze obecny ponad otchłanią ziemskiego ogromu, nieprzerwanie oświetlający ścieżki nocnych wędrowców, błądzących bezbronnie po szaleńczych bezkresach. Oto stąpam po zgniło szmaragdowej płachci zwilgotniałej trawy, która emanuje mistycznym blaskiem tysiąca barw i kolorów mieniących się niczym żelazne zbroje słowiańskich hord oblane blaskiem Słońca. Choć tak wspaniała i żywa, czuję jakby zamarznięta i zimna, jakby jej zlodowaciałe, malachitowe sople przeszywały każdy skrawek moich bosych stóp. Oto widzę kłębiącą się połać mgły, niby nieprzebyty…