Historia · 4 min czytania
Wizyta Lily Luny, zaproszenie i tragiczna wiadomoś
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był tam. One jednak go nie widziały. Zbyt zajęte były rozmową, by zauważyć jego i paru innych braci. Wszyscy wpatrywali się w nie bez słowa, jednak gdy zaczęły odchodzić odezwał się Alberth, najstarszy z zgromadzonych. -Nie warto-powiedział.-One są zbyt dziecinne. Zobaczcie. Elizabeth może i jest urocza, ale na pewno pusta i niedojrzała. Ja szukam królowej a nie zwykłej dziewczyny która powinna bawić się jeszcze misiami. Artur i Tomash patrzyli na niego ze zdziwieniem. Próbowali udać, że się z nim zgadzają, jednak żaden nie myślał tak jak on. Nawet sam Alberth tak nie myślał. Po prostu chciał zniechęcić pozostałych. Myślał, że mu się udało, jednak to były tylko domysły. Bowiem miał pewien plan, który musiał się udać.
~~***~~
Rano Eliza zasiadła do śniadania. Matka jak zwykle zażyczyła sobie posiłek do łóżka, a ojca już od dawna nie było. Samotnie konsumowała posiłek. Pogoda była okropna. Deszcz bębnił w szyby a co kilka minut grom przeszywał ciemne niebo swym blaskiem. Zjadła i poszła do pokoju na górę. Za pół godziny miała przyjść do niej Lily Luna. Pomimo, że wczoraj spędziła z przyjaciółką cały dzień, dzisiaj chciała z nią jeszcze porozmawiać. Poza tym, miały ustalić jak będzie wyglądać ceremonia ślubna i inne z tym powiązane. Rozległo się pukanie do drzwi i dało słyszeć głos służącej Mary "Witam Panienko Lily". Fakt, służka uwielbiała jej rudowłosą przyjaciółkę. Lilyanna przywitała się z nią i znając drogę przybyła do pokoju Elizy. - Witaj - wydyszała zmęczona. - Mam coś dla Ciebie. Spójrz. Dziewczyna podała jej jasno różową kopertę. Brunetka otworzyła