Fantastyka · 4 min czytania
Władczyni Smoków
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zapadła cisza, nawet najmniejszy podmuch wiatru nie poruszał liści starych drzew. Niewzruszona trawa stała na baczność, ogrzewając swoje wilgotne od rosy źdźbła, w ostatnich być może promieniach jesiennego słońca. Cała dolina zamarła w bezruchu jakby na coś oczekiwała, stare drzewa zdawały się nasłuchiwać najmniejszego ruchu w oddali. Ja też wyczuwałam że coś się zbliża i wiedziałam że muszę być bardzo ostrożna. Najmniejszy błąd mógł naprowadzić pościg na moj trop a wtedy moje szanse żeby uciec...hmm co ja mówię, moje szanse żeby przeżyć były by minimalne. Nagle ziemia pod moimi stopami zaczęła drżeć i z każda sekundą drgania były coraz silniejsze. W oddali było już słychać odgłos ciężkich końskich kopyt i wściekłe ujadanie psów gończych, nie wróżyło to nic dobrego a w szczególności dla mnie. Boze znaleźli mnie! Ale jak... zadawałam sobie to pytanie, żadnych niepotrzebnych myśli, skup się! No skup się, krzyczałam w myślach sama do siebie. Musisz uciekać! Wstalam szybko i ile sił w nogach biegłam w stronę lasu, jednak im szybciej biegłam tym bardziej wydawało mi się że las jest coraz dalej. Jeden z łowców krzyknął - na co czekacie!? Spóścić psy ona nie może nam uciec! Usłyszałam jak odgłos szczekania się zbliża, wiedziałam że nie mam szans. Boże gdybym znała choć jedno zaklęcie...może udało by mi się je rzucić i uciec...a tak to albo jestem już martwa albo dopiero będę...bo król wyznaczył za mnie nagrodę i po ostatnim starciu z łowcami nie mam nawet broni i tylko cudem udało mi się uciec. Nagle poczułam straszny, przeszywający moje ciało ból, czarny jak noc pies zatopił swoje kły w mojej ręce. Kolejne psy rzucały się na mnie jeden po…