Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 29 min czytania

Wrócisz? część 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Za oknem zrobiło się całkiem biało. Wiatr wzmógł się i zaczął w wariackim tempie tańczyć z wielkimi płatkami śniegu. Przed dziesięcioma minutami w radiu spiker powiedział, że został pobity rekord zimna. Lidka wcale w to nie wątpiła. Przez ostatnich kilka dni dodatkowo ogrzewała pokój farelką. Przy pomocy Sebastiana uszczelniła wewnętrzne okna zarówno w pokoju jak i w kuchni. Codziennie rano zrywała się z łóżka i zaglądała zza firanki na termometr, rozczarowana wracała pod rozgrzaną po nocy kołdrę. Od dwóch dni nie wychodziła z domu. W niezbędnych zakupach wyręczał ją Sebastian. Oderwała wzrok od zadymki na dworze. Prawie nie było widać światła przyulicznych latarni. Zasłoniła okno w kuchni. Wyjęła butelkę z garnka, nałożyła smoczek i sprawdziła temperaturę kaszki. Zgasiła światło i przeszła do pokoju. Odkąd pojawił się Maciuś, miejsce podręcznego stolika zajęło dziecinne łóżeczko. Postawiła butelkę na ławie i wyciągnęła malca z łóżeczka. – Czas na butelkę, a potem lulu słoneczko. Pomimo włączonego telewizora usłyszała zgrzyt otwieranego zamka, a potem trzaśniecie drzwi wejściowych. Po chwili do pokoju zaglądnęła zaróżowiona od mrozu twarz Sebastiana. – Cześć, cześć smyku – rzekł do Lidki, a potem do Maciusia. – Wujek Sebastian przyszedł do ciebie. – To wujek Sebastian będzie musiał poczekać, bo Maciuś teraz je kolacje – Jest tak zimno, że zimniej być nie może. Usiadł obok niej robiąc minki do malca. – Sebastian! Znowu zakrztusi się. – Tylko raz mu się to przytrafiło. – I o jeden raz za dużo. – No dobrze, poczekam aż skończy. A cóż to za przepiękny misio – zapytał widząc olbrzymiego misia Puchatka w kącie pokoju. – Maciuś! Komu go zwinąłeś? – Nikomu nie zwinął – oburzyła się Lidka.– Dostał. – Od kogo? – spytał zaciekawiony. – Przed południem byli rodzice Ernesta. – I? – Co i? – Jeszcze nie powiedziałaś im, że są dziadkami Maciusia? – Sebastian! Daj spokój. Już ci coś mówiłam na ten temat. To jest moje dziecko, o ojcu nic nie wiadomo. – Swoim rodzicom też jeszcze nie powiedziałaś? – Nie sądzę by zawracali sobie głowę domysłami. To do nich nie podobne. Do Maciusia przychodzą bo tak wypada, zadowoleni są, że nie muszą mi pomagać. – A mi wydaje się, że rodzice Ernesta czegoś się domyślają – ciągnął bezlitośnie Sebastian. – Inaczej nie byli by tu tak często. – Lubimy się, to wszystko. Po wyjeździe Ernesta ja ich odwiedzałam, potem jak pojawił się Maciuś, oni zaczęli odwiedzać mnie. – Co nie znaczy, że czegoś się nie domyślają. – Daj spokój, proszę – prosiła odstawiając pustą butelkę na ławę. – Chcesz iść do wujka Sebastiana? – Dawaj go, a nie pytasz się go. I tak ci nie odpowie. – Wątpisz w jego geniusz? – Jakbym śmiał. Po takim tatusiu i mamusi? – Nie bądź złośliwy. Sebastian wziął Maciusia i zaczął się z nim wygłupiać, aż malec zanosił się śmiechem. Od samego początku, od pierwszego razu, gdy Sebastian wziął malca na ręce, zakochali się w sobie, uwielbiali się nawzajem. Często żałowała, że to nie Ernest bawi się z Maćkiem i to nie on zmienia mu pieluchy i siedzi przy łóżeczku gdy jest chory. Im dłużej patrzyła na błyszczące szczęściem oczy Sebastiana wpatrzone w chłopca, tym większy czuła ból. Jednocześnie była szczęśliwa, że w ciężkich chwilach był przy niej, zawsze wiernie zastępując Ernesta. Cały wolny czas spędzał z nią i malcem. Patrzyła jak chłopiec ciągnie Sebastiana za długie blond dredy, jak patrzy w jego błękitne oczy, jak tonie bezpieczny w jego ramionach i tęskniła za Ernestem. – Co byś powiedziała, gdyby Ernest przyjechał na święta? – spytał nie przerywając szaleństw z malcem. – Ma prawo – rzekła spokojnie nie bardzo wierząc w słowa Sebastiana. – Chociaż nie sądzę by chciało mu się przyjeżdżać. Nie było go w zeszłym roku na świętach, nie przyjechał na Wielkanoc, więc dlaczego miałby fatygować się teraz? – Jesteś wściekła na niego – stwierdził. – Już nie, ale na początku byłam. Miał do mnie pisać listy. Dostałam kilka zdechłych kartek z suchymi pozdrowieniami i krótkimi informacjami. W tym roku nawet kartki nie dostałam, może zapomniał. – A może przyjeżdża – dokończył. Przerażona spojrzała na niego nie mogąc wydobyć z siebie głosu. Serce zaczęło walić w niej jak oszalałe, jakby urwać się chciało z mięśni, które je trzymały. Ogarnęła ją zupełna niemoc. Nie była w stanie odgarnąć z twarzy niesfornych włosów mimo iż przyjazd Ernesta wydawał jej się tak nierealny jak upał w zimie, zwłaszcza przy pobitym rekordzie zimna. – To nie było śmieszne – wykrztusiła wreszcie. – To nie miało być śmieszne. Ernest przyjeżdża na święta. – Jezu! – Jak wytłumaczysz mu Maćka? – A muszę coś tłumaczyć? Mam dziecko. Nie było go ponad rok, miałam prawo ułożyć sobie życie. On o mnie zapomniał. – Myślisz, że się nie domyśli? – Jak mu powiesz to będzie wiedział – spojrzała wymownie na niego. – Nie bój się – uspokajał ją. – Nie jestem kablem, ale Ernest umie liczyć. – Więc ani słowa o wieku Maćka. – Po drugie… Maciek to wierna kopia Ernesta. Nie widzisz tego? – Widzę – szepnęła. – Mam tylko nadzieję, że inni tego nie widzą. – I tu się mylisz. Dlatego twierdzę, że rodzice Ernesta domyślają się kto jest ojcem Maćka i gdy Ernest go zobaczy też nie będzie miał żadnych wątpliwości. – Nie rozmawiajmy już o ty – prosiła Lidka. – Jeszcze nie przyjechał, a nawet jeśli przyjedzie, choć wątpię w to, nie jest powiedziane, że mnie odwiedzi. – Wątpisz w to? – Od jakiegoś czasu tak. – Ja na jego miejscu… nigdzie bym nie wyjeżdżał. Spojrzała w jego kierunku. Pod jej wzrokiem speszył się i całą uwagę poświęcił smykowi. Nie miała odwagi zagłębiać się w jego słowa i dochodzić do ich sensu. Nic nie chciała wiedzieć. Domyślała się dużo. Spędzili z sobą za wiele czasu by nie zauważyła ciepłych spojrzeń spod dredów pełne troski, uczucia i tęsknoty. Zbyt wiele było niedopowiedzianych myśli, zdań urywanych w połowie. – Nie chcesz zobaczyć się z nim? Dowiedzieć się co u niego słychać? – ciągnął niemiłosiernie Sebastian. – Nie wiem – szepnęła i naprawdę tak czuła. – Myślisz, że rodzice coś mu powiedzieli, jeśli w ogóle cos podejrzewają? – Nie wiem, przykro mi, ale nie jestem jasnowidzem. – Po co w ogóle zacząłeś ten temat – wściekła się Lidka. – Wydawało mi się, że będzie lepiej jak przygotujesz się do rozmowy z nim, trochę przed nim ukryłaś. Może należą mu się wyjaśnienia? – A ja? Co ze mną? Czy ja nie mam żadnych praw? Spojrzała na Sebastiana błagalnym wzrokiem. W momencie, gdy zaczęło jej się układać, gdy pogodziła się ze stosunkiem rodziców do niej i Maćka, gdy zaczęła być naprawdę szczęśliwa i cieszyć się słońcem, deszczem i każdą chwilą spędzoną z Maćkiem, nagle wszystko zaczynało się komplikować. Wiedziała, że kiedyś to nastąpi, ale dlaczego teraz. – Dlaczego znowu ja? – spytała ze łzami w oczach. – Ja chciałam tylko cichutko sobie żyć. Czy chciałam zbyt wiele? – Niektórzy daliby wszystko by mieć takie kłopoty jak ty. – Daruj sobie Sebastian. – Dziewczyno, masz mieszkanie, masz pracę, do której możesz wrócić po wychowawczym, masz zdrowego syna, wraca facet którego kochasz. Nawet nie wiesz jak cholernie ci tego zazdroszczę. Masz dla kogo żyć. Ja nie. – Mówisz tak, bo nie jesteś w mojej sytuacji. Postaw się teraz na moim miejscu. – Lidka! Wraca facet który cię kocha, którego ty kochasz, powinnaś być szczęśliwa. Macie wspaniałego syna. Chciałbym mieć takiego smyka. – Będziesz miał, zobaczysz ile trzeba uwagi mu poświęcić i jak wielką miłość można czuć do takiej małej istotki. – Nigdy nie będę miał własnych dzieci – rzekł cicho. – Nie dlatego, że nie chcę, tylko dlatego, że jest to niemożliwe. – Nigdy mi o niczym nie mówiłeś. – Nie ma czym się chwalić – szepnął. – Doceń to co masz. Inni nie mają nawet namiastki tego co ty. – Czy to pewne, że nie będziesz miał dzieci? – spytała prawie szeptem. – Tak. Na dwieście procent. Dlatego jestem tu codziennie. – … – Cholernie kocham was oboje, nocami gdy nie mogę zasnąć, wyobrażam sobie, że tu jest mój dom, że czeka na mnie ukochana kobieta i syn. – Sebastian… – Miałem nadzieje, że Ernest nigdy nie wróci i nigdy się nie dowie o Maćku, że w którymś momencie zastąpię go. Nie przyjechał na jedne święta, nie przyjechał na drugie. Cieszyłem się jak głupi. Ale niestety na te święta przyjeżdża. Mógłbym zrobić wszystko żebyście się nie spotkali. Tylko to nie byłoby w porządku. Jakby nie patrzeć to ojciec Maćka. Widocznie nie jestem was wart. – Sebastian, to nie tak. – A jak! – Cii, Maciek zasnął. Spojrzał na malca z miłością i jednocześnie z bólem w oczach. Wstał i położył go do łóżeczka troskliwie okrywając kołderką. Przez chwilę patrzył na niego pożerając go wzrokiem jakby żegnał się. Lidka nie przypuszczała, że miłość Sebastiana do malca może być tak wielka i bezgraniczna jak jej, macierzyńska. Sebastian oderwał wzrok od Maciusia i nie patrząc Lidce w oczy usiadł obok niej. Zmieszany i zażenowany nie potrafił wydobyć z siebie głosu. – Zapomnij o tym co przed chwilą powiedziałem – szepnął.- Nie dawało mi to spać. Nie miałem przed kim się otworzyć. Tylko Ernestowi ufałem tak do końca, a jego dłuższy czas nie ma. Wyjechał zanim byłem pewien, że to co podejrzewałem jest prawdą. Nie pytaj o szczegóły, bo i tak ci nie powiem. To za świeże. Jeszcze się z tym nie oswoiłem, więc głupio mi o tym mówić. – Niepotrzebnie. Chyba jestem twoją przyjaciółką? – O niektórych sprawach ciężko mówić nawet z przyjaciółmi. – Zwłaszcza kobietą – dodała. – Tak. Do pewnych wyznań trzeba dojrzeć – spojrzał na nią i roześmiał się. – Popsułem ci wieczór, a chciałem by było super. Byś z ciepłem w sercu wspominała go. Na swoje miejsce wróci Ernest, już nie muszę go zastępować… – To nie tak. Ty i on to dwie różne osoby w moim życiu. Jesteś ojcem chrzestnym Maćka, nie może cię zabraknąć w jego życiu. Nie wyobrażała sobie, by mogła więcej nie zobaczyć Sebastiana. Przywiązała się do niego. Był jej podporą i… uwielbiał go Maciuś. Nie wyobrażała sobie by mogła nie usłyszeć zgrzytu zamka, jego śmiechu przeplatającego się ze śmiechem smyka, spojrzenia rzucanego spod dredów. A te wieczory spędzone na rozmowach, po których czuła się wręcz oczyszczona? On nie mógł tak po prostu zniknąć. – Jedno twoje słowo, jeden telefon, a będę w oka mgnieniu zawsze do twoich usług. Odważnie spojrzała w jego błękitne oczy napotykając równie odważne spojrzenie, nie spuściła oczu. Uporczywie wpatrywała się w jego smutną twarz, smutne, ziejące rozpaczą oczy. Chciała go pocieszyć, ale nie wiedziała jak nie raniąc nikogo i nie dając złudnych nadziei. – Nie patrz tak na mnie – szepnęła. – Bo za chwile zacznę płakać. – Przepraszam – rzekł biorąc jej delikatną dłoń w swoje ręce. – Nie przepraszaj tylko rozchmurz się. – Nie potrafię. Ciągle mam w głowie przyjazd Ernesta. Jeszcze rok temu do głowy by mi nie przyszło, że mógłbym być wściekły na niego, że wraca, choć wiedziałem, że kiedyś to nastąpi. Chociaż może trochę oszukiwałem sam siebie. Nigdy nie będę Ernestem, prawda? – Prawda, jesteś po prostu Sebastianem i daj spokój tym ponurym myślą. – Będę mógł raz w tygodniu odwiedzić Maćka? – Oczywiście. – I brać go od czasu do czasu na całe popołudnie? Lidka roześmiała się ubawiona. Zdezorientowany Sebastian spojrzał na nią nie wiedząc co się dzieje. – To brzmi jak rozprawa sądowa o przydzielenie opieki nad dzieckiem. Raz w tygodniu widzenia, raz na miesiąc weekend u taty. Jakbyśmy brali rozwód – zaczęła tłumaczyć swój śmiech. – Tak się właśnie czuję, jakbym brał z tobą rozwód i nie powiem, że tego chcę – odrzekł już bardziej pogodnie. – Za bardzo wszystkim się przejmujesz. Pozwól ponieść się losowi, a on sam wszystko ułoży. Zobaczysz. – Pewnie tak, tylko nie po mojej myśli. Pójdę już. Połóż się spać. Wypocznij. Czekają cię ciężkie dni. Pocałował jej dłoń i wyszedł z pokoju. Lidka wyszła za nim. Patrzyła jak w przedpokoju obwiązuje szalikiem szyje, ubiera kurtkę i naciąga głęboko na uszy czapkę z bąblem. – Do zobaczenia – rzekł cmoknąwszy ją jak zwykle w policzek. – Przyjdziesz jutro? – Nie wiem, zobaczymy. – Sebastian – rzekła prosząco. – Postaram się. – Naprawdę cię potrzebuję. – Nie we wszystkim mogę ci pomóc. Trzymaj się. – Pa. Drzwi za Sebastianem zamknęły się. Jeszcze słyszała odgłos jego kroków na schodach, po chwili i to ucichło. Pomyślała o Erneście i ogarnął ją strach. Z jednej strony chciała go zobaczyć, tęskniła za nim. Z drugiej strony nie chciała się tłumaczyć z tego co zrobiła. Wróciła do pokoju i pochyliła się nad łóżeczkiem syna. Spał słodko ssąc smoka, a jego twarz oblewało nikłe, ciepłe światło lampki nocnej. Był wierną kopią Ernesta. Ten sam owal twarzy, ten sam nos, te same usta. Na darmo łudziła się, że nikt tego nie widzi. Nazajutrz mróz trochę zelżał, choć nadal był srogi. Skończyły się również zadymki. Zima trochę odpuściła. Lidka miała nadzieję, że na dłużej. Chciała wyjść z synem na spacer, na śnieg. Gdy o tym myślała, obok siebie widziała Sebastiana nie Ernesta. – Widzisz Maciusiu jak starsi komplikują sobie życie?- mówiła do malca usypiając go.- Niektórzy mają do tego szczególne zdolności, tak jak twoja mama. Ciekawe co powie twój tatuś gdy cię zobaczy. To będzie dla niego szok. Nawet nie wiesz jak się boję. Byłoby lepiej gdyby zapomniał o mnie i wcale mnie nie odwiedził. Ale to chyba nie realne marzenie. Malec usnął w jedną chwilę. Położyła do delikatnie do łóżeczka i zaczęła przygotowywać obiad. Właśnie stawiała garnek na gazie gdy rozległo się pukanie do drzwi. Miała cicha nadzieje, że to Sebastian. Przypomniała sobie jednak, że on ma klucze i nie puka. Gdy otworzyła drzwi, na korytarzu zobaczyła zziębniętego Ernesta, a z pokoju rozległ się płać Maciusia. Zdezorientowany Ernest wszedł do przedpokoju. – Cześć – rzekł tylko i niepewnie pocałował ja w policzek. – Cześć. Przepraszam na chwilę, rozbierz się i chodź do pokoju. Uciekła z przedpokoju jakby ją kto gonił. Drżącymi rękoma wyjęła rozbudzonego malca z łóżeczka. Od razu uspokoił się. Czując drżenie nóg usiadła w fotelu. – Jeśli przyszedłem nie w porę to powiedz – rzekł spięty.- Nie chciałem przeszkadzać. Oblewając się rumieńcem spojrzała na niego. Niby nie zmienił się, a wydawał się taki odległy i obcy. Dlaczego tak niezręcznie czuli się w swoim towarzystwie? Gdzie ulotniła się ta bliskość zrodzona najpierw z przyjaźni, która przerodziła się w większe uczucie? Gdzie to, co łączyło ich przed jego wyjazdem? Przecież czuli do siebie coś bardzo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wrócisz? część 2 — czytnik · opowiadania