Psychologia · 8 min czytania
Wybory- myśli
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mruga. Nagle. Odliczam. Trzydzieści sekund od momentu, gdy daje znak, że już czas. Do zaistnienia. Na ten czas. Czekam. Jaśnieje. Mozolnie i wstydliwie. Jak kwiat rozkwitający z pąka. Ukazuje się coraz wyraźniej. Wybucha bezszelestnie. Natarczywie. Wdziera się przez okno. Choć niektórzy śpią. I śnią- może... Odbija się o taflę szyby. Rozprasza gęsty mrok w drobne ramiona jasnych promyków. I mnie. Też... ...zmienia. Mój pokój. Opływa w jasnościach. Przechodzi w półmrok. Siła jednego, dziwnego „oka”- „placka” światła należącego do Niej...
Każdego dnia to samo. Aż do znudzenia. Rutyna. Ale to znak, że znów minął dzień. Mijają... Znów. Kolejne. Dzisiejszy nadszedł. A raczej nadeszła. Noc. Swojska. Jak kiełbasa. Tłusta- atramentem ciemności. Spowita samotnością. Dlatego tak przez wielu adorowana. Jest treścią naszego jestestwa, podobnie jak spokój, zaufanie, miłość. Zwykłe życie- ot co!
„Wystarczy się go nauczyć”. Ale życie to najtrudniejszy ze wszystkich przedmiotów. Zakończony egzaminem tylko dla nielicznych z przywilejem „poprawki”. Nie ma limitu godzin, optymalnych wyliczeń, by po ich upływie stwierdzić, że nauczyliśmy się go. Dostatecznie dobrze. Na pamięć. Celująco. Nie ma zajęć uzupełniających. Sprawdzianu z niego nie można przełożyć na inny termin, dla nas dogodny. Jest jak niespodziewane dyktando- mimo najlepszej znajomości reguł pisowni- gdy nie są odświeżane- zapomnisz. Czasem pomylisz, zbagatelizujesz wyjątki od reguły, wybierzesz gorszą opcję. Dopiero po fakcie nie możesz sobie wydarować- że było proste, logiczne, tak dobrze Ci znane. A jednak mimo to „dałeś plamę”. Czemu przytomność umysłu nie przyszła, gdy był czas ku temu? Jedna chwila- niedopilnowania, przegapienia, głupiego zaniedbania- zaważyć może na życiowych dokonaniach. Nas samych. I innych. Ciągle trzeba „powtarzać”. Do znudzenia. W kółko jedno i to samo. Aż „wejdzie w krew”. Stanie się rutyną. Jak zadaną lekcję. Do obrzydzenia... Potem uczyć innych. Tego, co już wiemy. Reformować i być reformowanym. Zgłębiać. Poszerzać. O nowe- teorie, doświadczenia. Iść do przodu. Nie zapominając jednak podstaw. Nie zatracając wartości. Tych wpojonych, i tych, które poznać i odkryć możemy u innych. Wartości ważnych i cennych dla naszego rozwoju. Umysłu i serca.
Rozmyślam- pisząc. Moje pisanie ołowianie ciężkie. Jak życie. Czasami wypływa cierpienie. Obłędnie z każdego zdania. Głębokie. Jak otchłań. Nie kochane. Dlatego płaczące ołowiem... Zostawia ranę. W każdym. Potem już „tylko” bliznę. Ale nie rodzi pustki i obojętności(choć na pozór tak nam się wydaje- bo nie ma już paniki. Przed nieznanym. Paniki rodzącej złudne emocje). Nadchodzi spokój. Po bólu. A to oznaka, że człowiek staje się silniejszy. Nie boi się już, bo dojrzał. Do decyzji. Myśli. Oswoił się z istniejącym. Przemyślał. Zrozumiał. Okiełzał swoje słabości. Swoje „niemożliwe” do dokonania.
Pojawia się mądrość. I choć zrodzona w bólach, przynosi ukojenie. Zostaje już na stałe. I nie zawiedzie, bo cierpienie uszlachetnia. A szlachetność, to jeden z niewielu istniejących tak cennych darów, którym nieliczni tylko mogą być obdarzeni. Wybrańcy. Szczęśliwcy.
Cierpieć może każdy, ale nie w każdym cierpienie zrodzi szlachetność. Szlachetność z mądrością się przyjaźni. Dzięki niej cierpienie znieść można z godnością. Z uśmiechem. Bez żalu. Dziękując. Gdy szlachetność nie pojawi się wcale- cierpienie uznane jest za niesprawiedliwość i okrucieństwo losu. „To kara za cudze grzechy”- myślimy. Trywialność! Jednak starajmy się jej unikać. Zabiegajmy o przyjaźń tych