Inne · 4 min czytania
Wygląd
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Byłem w środę u mordołapa (fotograf w grypserze) bo muszę wyrobić sobie nowe dokumenty i potrzebne są najnowsze zdjęcia mojej facjaty. Pstryk, pstryk i już po kwadransie miałem w ręku fotografię, na której była twarz kogoś, kto prawdopodobnie przez miesiąc leżał na dnie Śniardw i przy kim opętana dziewczynka grana przez Lindę Blair, w filmie EGZORCYSTA, wygląda jak śliczne dziecko. Katastrofa. Wiem, że nie jestem urodziwy ale przecież „Tak bardzo się starałem”, że zacytuję klasykę. Przecież przygotowałem się do tego zdjęcia. Użyłem wszystkich znanych mi sztuczek z grzebieniem czyli jednej, żeby go po prostu użyć, i nic. Wychodzi na to, że mam zwyczajnie, twarz pospolitego obwiesia.
Zastanawiałem się co można zrobić, aby coś na to poradzić. Pomyślałem, że najwyraźniej za mało czasu poświęcam swojej powierzchowności. Chyba, na wzór kobiet, powinienem trochę dłużej okupować łazienkę. Im (niewiastom) jakoś to wychodzi na dobre jednak w moim przypadku to chyba nie pomoże bo kobiety z założenia są ładniejsze. Nawet gdybym koczował przed lustrem cały ranek wcierając w twarz krem zrobiony z policzków łabędzia, nakładając na włosy odżywkę z nerek puchacza to i tak by to nic nie dało. Zresztą, uważam, że mężczyzna spędzający więcej niż kwadrans pracując nad swoim wyglądem ma pewnie na komputerze pliki z filmami, które zainteresowałyby prokuratora i rozmyśla o przerobieniu swojej piwnicy na małą, dźwiękoszczelną rzeźnię.
Jednak nic z tego nie będzie. Nie urodziłem się z twarzą Brada Pitta i żadna doktor Irena Inglot nie zmienią tego na lepsze.
Postanowiłem rozważyć inną opcję, a mianowicie operację plastyczną, lecz wierzcie mi, że kiedy słyszycie lekarza…