Romans · 8 min czytania
Wyrwane z pamiętnika
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedzę przed klawiaturą i poprostu muszę zacząć pisać. Muszę napisać bo chcę, abyś przeczytała moje słowa. Moje myśli... Słucham Edyty Bartosiewicz i mam Cię całą przed sobą. Cały czas mam Cię przed sobą. To jest niesamowicie piąkne uczucie. Coś,czego istnienia nawet nie podejrzewałem. W najśmielszych snach nie śniłem o czymś tak pięknym, co mnie spotkało. Ale...Miał być pamiętnik,więc zacznę od początku.
Początek. Nowy Rok nad ranem. W jej oczach widzę łzy... Potworny ból ściska mi serce. Wiem,że muszę Ją opuścić, a z drugiej strony nie mogę. Jak zwykle wyrachowanie i poczucie obowiązku zwycięża. W oknie widzę Jej sylwetkę wpatrzoną w ciemność. Znika w oddali. Słyszę jeszcze jej głos w słuchawce i sam nie wiem jak trafiłem do domu. Do mojego pięknego więzienia. Niemal luksusowego, lecz pilnie strzeżonego. Nie zrobisz tego, zrób tamto, gdzie jesteś? Dlaczego nie ma cię jeszcze w domu? Martwimy się o Ciebie. Non stop to samo! Wkurza mnie to coraz bardziej. Stary! Przecież Ja nie mam dwunastu lat!!! Odczep się ode mnie i daj mi święty spokój. Zapijam ryja i kładę sie na wyro, a dusza płacze ostatkiem sił. Wyciągam eteryczne dłonie w górę i płaczę na cały swój niesłyszalny głos. Serce bije jak oszalałe, w głowie zamęt. A ponad tym wszystkim... Jej twarz. Pierwsza myśl tuż po otwarciu oczu i ostatnia przed ich zamknięciem. Najpiękniejsza, najcudowniejsza myśl na świecie. Godzina 13 z minutami.Bolesne przebudzenie. Jak zwykle pierwsza myśl.. Ona. Moja najpiękniejsza, cud nad cudy... I momentalnie ból w sercu rozerwanym na milion kawałków. Przecież Ona jest tak daleko, niedostępna,nieosiągalna... A jednak Moja. Moja i tylko Moja. Poprawiam nastrój mocnym drinkiem i znów półmrok ogarnia mnie z każdej strony. Tracę ochotę do życia.
Już wieczór. Minęła 17.00. Kac? Tak, umysłowy. Potworny, przerażający. Milion myśli na minutę przelewa się przez głowę. Od rozsądnych po najbardziej nierealne. Cały drżę. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Najchętniej wsiadłbym w samochód by znów Ją zobaczyć. W końcu cóż to jest te kilkadziesiąt kilometrów? Tyle co nic. Gorzej z czasem. Za długo trwają te kilometry. Zbudować wehikuł czasu? Ta myśl też przechodzi mi przez głowę. Żyć, umierać... co robić? Tutaj życie nie ma dla mnie najmniejszego sensu. Więc co? Potknąć się o parapet? Spaść z tarasu? Nie... Tam, daleko mam dla kogo żyć. Myśl o Niej powstrzymuje mnie. Kręcę się po domu i padam zamroczony Sylwestrową Zubrówką.
2 Stycznia.Koniec Świąt. Znów do codziennych zajęć. Mnóstwo pracy, a w głowie zamęt. Mechanicznie staram się skończyć obowiązki, żeby móc wrócić do domu i spokojnie się zalać. I zalewam się, siedząc nad animacją. Dzień jakoś zlatuje mimo, że czuję się rozsypany na pojedyncze komórki. Serce tłucze się jak przed zawałem. To straszne, ale piękne. Nie sądziłem,ze Miłość ma swoje mroczne oblicze i nie sądziłem,że aż tak mroczne...i tak bolesne. Wieczór znów kończę jak ostatnio. Na porządnej bani i z Marilyn Manson w uszach... i smaku ruskiej wódki w ustach.
3 Stycznia. Wydaje mi się,że już jest lepiej, że staram się panować nad emocjami,nad sobą. Złudzenie. To one panują nade mną i coraz różniejsze myśli przechodzą mi przez głowę. Od euforycznych, po depresyjne. Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Tutaj chcę przenosić góry, a tutaj znów spadam w przepaść. Huśtawka nastrojów zmieniających się w ułamku sekundy. To już nie życie, to nędzna forma wegetacji. Cielesna galareta. Już jutro znów ją zobaczę,moją Ukochaną.
Za bardzo dobił mnie ten koniec roku, święta i najpiękniejszy Sylwester w moim życiu. Przy Niej spędzam najlepsze chwile mojego życia, jest dla mnie światłem, kimś więcej niż…