Przyjaźń · 4 min czytania
Wysadzenie mostu w Tomaszowie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tomek wszedł do sklepu i bez rozglądania skręcił w stronę regału. Zrobił kilka kroków, przykucnął i chwycił cztery paczki muru pruskiego w skali 1:72. Odwrócił się w stronę kasy i zatrzymał. Zobaczył nową osobę. Zagubioną w pierwszym dniu pracy. Jej niepoukładane czarne włosy spadały na dziewczęce ramiona. Rozczuliła go ta niewinność obok półek z miniaturowymi czołgami. Było coś niezwykłego w życzliwości, z jaką patrzyła na żołnierzy Africa Corps. Wyrozumiałości do piątej pancernej. Czułości do PzKpfw V Pantery. Tomek ucieszył się na jej widok i podszedł. Pomyślał, że ona zawsze wygląda, jakby właśnie przed chwilą wstała. Że jest chodzącym porankiem.
Miał już coś powiedzieć, ale tylko wymienili spojrzenie. Uśmiechnął się i skrępowany oznajmił zasadniczo – Ja tylko te cztery ścianki. – Zdawał sobie sprawę ze swojej nieporadności i krępowało go to jeszcze bardziej. Nerwowym szarpnięciem spakował zakupy i w chwili płacenia powiedział – O rany, czuję się jakbym był w skali 1:300. – Gdy wracał dostał napadu śmiechu na widok napisu w autobusie „po usłyszeniu sygnału nie wchodzić„.
Wrócił do pracowni. Razem z Robertem składali makietę wysadzenia mostu w Tomaszowie Mazowieckim podczas drugiej wojny światowej. - Słuchaj, co się wydarzyło! - Przyjechała już dostawa katiuszy? - Nie, to co innego. Jest nowa sprzedawczyni w sklepie! - Ooo. Fajna? - Powiem szczerze, stary, ona jest boska! - Rozmawiałeś z nią? Pewnie uważa, że bagnet to rodzaj czapki ... - Nie dałem rady. - A kupiłeś wszystko? - Zapomniałem farbek. - No to dziś dokończę tylko przęsła.
Przy pracy dogadywali się bez słów. Tomek był bardzo spokojny i opanowany. Dlatego wycinał, kleił i organizował. W porównaniu z nim, Robert był świrem. Lubił malować zamaszystymi ruchami, obsypywać scenerię imitacją trawnika i doczepiać dym z waty. Przy trzeciej makiecie…