Biografia · 7 min czytania
Wyścigi kredek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To był bardzo mały pokój, połączony razem z kuchnią.Na ścianach zacieki po tłuszczu i nie rozgonionej parze. Domownicy byli ze sobą skłóceni i każde z nich gotowało osobno. Kiedy wchodziła kobieta, mężczyzna zamykał się w innym pokoju i nie wchodził do kuchni, dopóki kobieta z niej nie wyszła. I na odwrót. Fajerki z gazem chodziły na okrągło, garnki stukały o siebie, a pokrywki spadały i toczyły się po podłodze. Dziesięcioletni chłopak, który dostał w końcu swój samodzielny pokój, połączony wraz z kuchnią, co było minusem, wyłapywał toczące się pokrywki.
Po gotowaniu zostawał smród. Zwłaszcza po mężczyźnie, który delektował się móżdżkami, ozorkami, cynaderkami. Flaki chłopcu się skręcały, aż do skurczów żołądka. Ledwie powstrzymywał wyrzyganie zawartości całego swego zbolałego dzieciństwa. Ale się powstrzymywał. Później wszyscy wychodzili i miał dla siebie chwilę. Brał zeszyt, wyrywał podwójną kartkę ze środka i zaczynał rysować kredkami. Rysował dom, zawsze ten sam, trzy okna, poddasze, dachówka. Drzewo przy domu, drogę i kilka kolorowych kwiatków. Nad domem chmury spowijały niebo, a w rogu ćwierć – słoneczko rzucało promienie, które nie dosięgały budynku. Zrobienie rysunku i pokolorowanie go kredkami zajmowało mu 15-20 minut. Nigdy ich nikomu nie pokazywał, bo się wstydził. I czuł, że powinien rysować bardziej chłopięce i dojrzałe obrazki. Cóż z tego, kiedy nie potrafił sklecić choćby samochodu. Dom na obrazku był zawsze zewnętrznym domem, zbudowanym ze ścian i okien, przez które nie było nic widać. Choć zajmował centralne miejsce na kartce, był widziany jakby z oddali i za mgłą.
Wieczorem szykował się do snu. Składał stół i rozkładał łóżko. Regał, stół i tapczan były złożone w jeden mebel. Bardzo ciężki, masywny i nie do ruszenia. Chłopak rozkładając łóżko, drżał o to, czy nie spadnie mu na nogi i go nie zabije. Rozkładał prześcieradło, wygładzał zmarszczki, dwie poduszki, jedna na drugą i kołdrę. Jeszcze musiał odczekać, aż każdy z domowników przejdzie przez jego pokój – kuchnię, do łazienki i tam załatwi swoje potrzeby. A potem gasił światło i nigdy nie mógł zasnąć.
O szóstej rano, udając, że śpi, słyszał, jak najpierw kobieta, otwiera drzwi i wchodzi do kuchni. Starała się być cicho, ale to z obawy o to, żeby nie zbudzić śpiącego w pokoju obok mężczyzny. Odkręcała gaz, podpalała kurek, stawiała czajnik. Chłopiec nawet lubił ten szum palącego się gazu. Choć nie spał, to wydawało mu się że marzył tak głęboko, że nie był obecny. Nie było go nigdzie. Marzył najczęściej o dalekim, dalekim morzu. Potem kobieta robiła kanapki. Kilka cięć nożem, trochę stuków ostrza o deskę do krojenia, wyjmowany talerz szorujący o inny talerz i papier śniadaniowy, szeleszczący, ugniatany, dokładnie poddający się dłoniom i palcom kobiety. I kiedy wychodziła z kuchni, chłopiec wracał do marzeń o dalekiej podróży i przygodzie. Godzinę później wchodził mężczyzna, odważnie, otwarcie, mówiąc cześć do już nie udającego, że śpi chłopca. Następnie wyciągał patelnię i smażył. Smażył,…