Fantastyka · 5 min czytania
Wyspa Krakena
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{font:times} Tłuste cielsko krakena krążyło powoli wokół niewielkiej wyspy, delikatnie ocierając mackami o wybrzeże. Ruchy jego podobnych do białych gigantycznych węży kończyn mogły wydawać się pieszczotliwe, jednak było w nich coś niepokojącego; coś, co sprawiało, że jednocześnie wszystkie zamieszkujące ten niewielki skrawek lądu istoty zamierały z przerażenia. Serce wyspy przestawało na chwilę bić. Ciszę przerywał chlupot fal, spod którego, co jakiś czas wydobywał się złowieszczy pomruk bestii. Rozległ się huk, a po nim oślepiający błysk. Przez moment na rozświetlonym niebie dało się dostrzec ledwo widoczne czarne znaki, tworzące dziwnie znajome wzory. Czułem muskające wyspę wilgotne macki krakena. Przez chwilę zastanawiałem się, jak ten olbrzymi stwór mógł podpłynąć tak blisko. Jak mogłem zapomnieć…? Kraken mógł w wodzie niemal wszystko. Był najpotężniejszym z morskich zmiennokształtnych; mógł być każdą zamieszkującą morza istotą jednocześnie, wybierać ich cechy i dostosowywać je do aktualnych potrzeb. Kiedy znajdował się blisko wyspy niekoniecznie musiał posiadać swój tłusty, olbrzymi standardowy kształt; mógł być na przykład dziwnym połączeniem kroczącego wokół wyspy gigantycznego kraba i białej kałamarnicy, której macki błądziły po wybrzeżu. Ja i wyspa… Nie dość, że znałem ją na pamięć, wiedziałem o wszystkich rozgrywających się na niej wydarzeniach. Widziałem wszystko, czułem niepokój zwierząt i ciężki, wilgotny zapach. Jednocześnie unosiłem się nad wodą jak jakieś pradawne bóstwo i patrzyłem na swoją wyspę z góry. Rozległ się ponowny błysk i znowu ujrzałem znaki. Znajome wzory. Wartość bezwzględna… Z wody wynurzyła się nowa macka, znacznie większa od pozostałych. Zaczęła sunąć jak wąż w głąb wyspy. Bestia myślała, że tam jestem i chciała mnie dopaść.
Mój kręgosłup przeszył ostry ból. Zacząłem odnosić wrażenie, że spadam, jednak wyspa stawała się coraz mniejsza w moich oczach. Unosiłem się…
Sunąca powoli gigantyczna macka przewracała drzewa, których głuchy trzask stał się ostatnią pieśnią wyspy. Skądś wiedziałem, że bestia powoli wszystko zabije. Kiedy jej trucizna zacznie działać, z wyspy pozostanie jedynie kawałek martwej, spalonej ziemi. Czułem ból i przerażenie zwierząt, zalał mnie ostry zapach krwi.
Po jakimś czasie to wszystko minęło; straciłem łączność z wyspą. Moje serce na chwilę wypełniła pustka, lecz nie zmartwiło mnie to, wręcz przeciwnie. Niemal ogarnął mnie…