Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Thriller · 4 min czytania

Wzdłuż kamiennej doliny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Znów ta dziwna sytuacja. Aż ciarki chodza po plecach. I gdyby nie ta dziewczyna w głębi autobusu, w ogóle byłoby marnie i niewesoło. Znów sie spojrzała. Znam ją? Znajoma twarz. Wygląda jakby za wszelką cenę chciała wydostać sie z tej dusznej klatki, w której smród potu miesza sie z powietrzem. Przy życiu trzyma mnie tylko para jej zerkających oczek.

Chciałaby sie stąd wydostać tak samo jak ja. Chciałaby stąd uciec. To jest chore. Pociąg wariatów jadących na stracenie. Ślepia wpatrzone w okno, szkło pokryte parą. Pot lejący się z czoła. Wszystkie okna zamknięte. Ja i Ona.

Zegarek dopiero co wskazywał na siódmą dwadzieścia. Wiedziałem że ten pieprzony autobus się spóźni. Obok przystanku kruk. Pojebane.

Jakaś cząstka człowieczeństwa chyba tli się jeszcze we mnie. To jest jak mantra. Dwudziestu kilku ludzi pogrążonych w medytacji. Trzydziesci minut w ciągu dnia razy dwa. Zwielokrotnić o pięć. Jeden z nich odmawia modlitwę. Dobry czlowiek. Pięć godzin na tydzień. Kilka tysięcy uciekających w mroczną przepaść nicości - sekund. Czarna dziura, kilka tysięcy cząstek minuty, kilka tysięcy niewypowiedzianych słów, położonych dobrowolnie na pieniek. Tępe ostrze waha się, by za chwilę poszybować w dół. Nie bój się, to nie boli.

Nasze spojrzenia znów spotkały się. I jak tu nie być pewnym.

Jakaś babcia chce kupić bilet. Kierowca i tak jej nie sprzeda. Babcia jedzie na gapę.

Kropla potu spływa po jej skroni. Wolniutko, obok prawego ucha. Piękny kolczyk, zakryty przez pukiel włosów. Odgarnęła je.

Czy świat poza tym dziwnym…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Wzdłuż kamiennej doliny — czytnik · opowiadania