Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

z archiwum naszych rozstań

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedzę przed monitorem… brak ubrania daje się we znaki, na łydkach pojawiła się gęsia skórka; po ramieniu spływa ciemna stróżka krwi ze starej rozdrapanej rany. Po wczoraj odrobinę mnie suszy. Jest mi głupio.

Obudziłam się około wpół do piątej. Nie wiem czy to dlatego, że tak cholernie chce mi się pić, czy dlatego, że wreszcie otrzeźwiałam i prawda znów uderzyła mnie jak za pierwszym razem. Skuliłam się, przyciągnęłam kolana do siebie, zacisnęłam mocno oczy i… nic. Drugi bok, nic. Doszłam do smutnego wniosku, że już nie zasnę, że chyba będę się musiała zabić, bo na tym świecie już nie przyjdzie mi odpoczywać. Uklękłam i usiadłam na piętach, wtuliłam głowę w poduszkę. Wyglądałam jak muzułmanin w trakcie modlitwy, i nawet przez głowę przebiegła mi myśl, aby podziękować Bogu za to cierpienie… Przecież Hiob też cierpiał w imię Pana. Ale dlaczego ja też muszę. Po chwili przypomniałam sobie o żyletce, która wczoraj zostawiłam przy poduszce. Podniosłam się z tej śmiesznej pozycji i stwierdziłam, że już czas, że życie nie ma już sensu, że jednym ruchem wszystko załatwię. Lecz w tym momencie przed oczyma stanęła mi matka, która zapewne znalazłaby ciało i strużkę krwi, i to, że jednak ten dupek czułby się winny. A jeśli już, to ja sama chcę go zabić. Zobaczyłam dwie szklanki na stoliku. Cholera, ktoś tu był wczoraj. Aaaa… już wiem. Herbatka o północy, śmiać mi się chce, dawniej zrobiłabym z tego ceremonię i przez pół roku wspominałybyśmy to z najlepszą kumpelą. Czasem jestem zabawna. Ale już tłumaczę:

Wszystko od tyłu. Wczoraj rzucił mnie chłopak, a właściwie to ja go rzuciłam, ale to on pierwszy miał zamiar, więc wolałam go uprzedzić, tak dla świętego spokoju. Niby nic wielkiego, każdy przeżywa…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
z archiwum naszych rozstań — czytnik · opowiadania