Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Aktualności · 7 min czytania

Z pamiętnika młodego farmaceuty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

2000 rok czerwiec.

Właśnie ukończyłam studia i mając dyplom w kieszeni (tak ciężko wypracowany) zaczęłam szukać miejsca pracy. Być farmaceutą to brzmi dumnie, jednak znaleźć pracę w tym fachu graniczy ostatnio z cudem. Jeśli ktoś nie jest wygadany, przebojowy ma spore problemy. Ja zwykle byłam spokojna, taka "szara myszka" mało rzucająca się w oczy. - Więc po co się pchałam na takie studia? - mógłby się ktoś zapytać. Namówił mnie ktoś z rodziny, zaryzykowałam więc i udało się.Teraz pozostało tylko znaleźć pracę w jakieś miłej i spokojnej aptece. Szukałam poza miastem obawiając się zbytniego ruchu i tego, że faktycznie nie podołam pracy z ludźmi. Jednak żadna apteka nie była zainteresowana przyjęciem stażysty. Zapomniałam bowiem napisać, że musiałam odbyć jeszcze staż. Wreszcie po jakimś czasie udało mi się znaleźć miejsce w takiej dużej aptece w centrum miasta. Staż przebiegł bez problemów. Bardzo lubiłam pracę w recepturze, gdzie przyrządzało się leki. Dla mnie była to odskocznia od pracy w ekspedycji, czyli sprzedaży leków. Zaczęłam jednak spokojnie od metkowania towaru,rozkładania preparatów na miejsce, przyglądaniu się jak należy obsługiwać pacjentów. Trafiłam na cudownego opiekuna, który widząc moje chwilowe opory i obawy, wprowadzał mnie krok po kroku w sprawy apteczne.Bardzo szybko nauczyłam się pracy z programem komputerowym - potrafiłam szybko wprowadzać faktury. Również "na sucho" ćwiczyłam sprzedaż i wydawanie leków. Jeszcze do niedawna w aptece tej były kasy i kasjerki - teraz jednak trzeba było zlikwidować te etaty. Dla mnie to był też spory stres - odpowiedzialność z pieniądze... Po roku stałam się samodzielnym i pełnowartościowym pracownikiem - magistrem farmacji nie tylko już na papierze.

Apteka działała od godziny 8 do 20, czyli były dwie zmiany. Na każdej pracowało dwóch magistrów oraz technik farmacji. Z technikami - potem dowiedziałam się, był zawsze problem. Wiadomo było, że zatrudniano ich do pracy w recepturze, jednak jeśli chodzi o pracę przy pierwszym stole magistrowie musieli ich kontrolować. Np gdy taki technik miał wydawać silnie działające środki psychotropowe, musiał skonsultować receptę z magistrem. Poza tym nigdy nie można było zostawić go samego przy okienku. Dlatego nasz technik przychodził tylko co drugi dzień i pracował w recepturze. Była to już nieco starsza pani, która miała już długi staż pracy. Nieco tęga, miała nieprawdopodobne wręcz poczucie humoru. Jednak też miała pewną wadę - była bardzo kłótliwa. I wciąż popadaław konflikty z pacjentami i współpracownikami. Oczywiście zaraz potrafiła ochłonąć i przeprosić, ale to było też powodem, iż nie pracowała "z przodu". Jednak ja bardzo lubiłam panią Hanię. W zasadzie to od niej nauczyłam się podstaw i tajników receptury lepiej niż na studiach. Po paru latach przeszła na emeryturę i wyjechała z miasta do rodziny. Pamiętam, że miała psa - takiego kundelka - podobnego do dużego wilczura. Bardzo była przywiązana do niego i lubiła o nim opowiadać różne śmieszne historyjki... Oprócz pani Halinki i mojej opiekunki nota bene kierownika apteki pracowało czterech farmaceutów w tym jeden pan doktor farmacji. Ze wszystkimi jakoś się dogadywałam, a i oni dość szybko polubili mnie i zaakceptowali. Tak więc czułam się tam po roku jak u siebie w domu. Okazało się, że mam dość dobrą pamięć i wiedziałam prawie zawsze, gdzie co leży. Jednak wciąż obawiałam się mojej pracy przy okienku.

Apteka była "starego" typu.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Z pamiętnika młodego farmaceuty — czytnik · opowiadania