Z pamiętnika młodego farmaceuty
Każdy kiedyś odwiedził aptekę. Jak to wygląda z drugiej strony??
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
2000 rok czerwiec.
Właśnie ukończyłam studia i mając dyplom w kieszeni (tak ciężko wypracowany) zaczęłam szukać miejsca pracy. Być farmaceutą to brzmi dumnie, jednak znaleźć pracę w tym fachu graniczy ostatnio z cudem. Jeśli ktoś nie jest wygadany, przebojowy ma spore problemy. Ja zwykle byłam spokojna, taka "szara myszka" mało rzucająca się w oczy. - Więc po co się pchałam na takie studia? - mógłby się ktoś zapytać. Namówił mnie ktoś z rodziny, zaryzykowałam więc i udało się.Teraz pozostało tylko znaleźć pracę w jakieś miłej i spokojnej aptece. Szukałam poza miastem obawiając się zbytniego ruchu i tego, że faktycznie nie podołam pracy z ludźmi. Jednak żadna apteka nie była zainteresowana przyjęciem stażysty. Zapomniałam bowiem napisać, że musiałam odbyć jeszcze staż. Wreszcie po jakimś czasie udało mi się znaleźć miejsce w takiej dużej aptece w centrum miasta. Staż przebiegł bez problemów. Bardzo lubiłam pracę w recepturze, gdzie przyrządzało się leki. Dla mnie była to odskocznia od pracy w ekspedycji, czyli sprzedaży leków. Zaczęłam jednak spokojnie od metkowania towaru,rozkładania preparatów na miejsce, przyglądaniu się jak należy obsługiwać pacjentów. Trafiłam na cudownego opiekuna, który widząc moje chwilowe opory i obawy, wprowadzał mnie krok po kroku w sprawy apteczne.Bardzo szybko nauczyłam się pracy z programem komputerowym - potrafiłam szybko wprowadzać faktury. Również "na sucho" ćwiczyłam sprzedaż i wydawanie leków. Jeszcze do niedawna w aptece tej były kasy i kasjerki - teraz jednak trzeba było zlikwidować te etaty. Dla mnie to był też spory stres - odpowiedzialność z pieniądze... Po roku stałam się samodzielnym i pełnowartościowym pracownikiem - magistrem farmacji nie tylko już na papierze.
Apteka działała od godziny 8 do 20, czyli były dwie zmiany. Na każdej pracowało dwóch magistrów oraz technik farmacji. Z technikami - potem dowiedziałam się, był zawsze problem. Wiadomo było, że zatrudniano ich do pracy w recepturze, jednak jeśli chodzi o pracę przy pierwszym stole magistrowie musieli ich kontrolować. Np gdy taki technik miał wydawać silnie działające środki psychotropowe, musiał skonsultować receptę z magistrem. Poza tym nigdy nie można było zostawić go samego przy okienku. Dlatego nasz technik przychodził tylko co drugi dzień i pracował w recepturze. Była to już nieco starsza pani, która miała już długi staż pracy. Nieco tęga, miała nieprawdopodobne wręcz poczucie humoru. Jednak też miała pewną wadę - była bardzo kłótliwa. I wciąż popadaław konflikty z pacjentami i współpracownikami. Oczywiście zaraz potrafiła ochłonąć i przeprosić, ale to było też powodem, iż nie pracowała "z przodu". Jednak ja bardzo lubiłam panią Hanię. W zasadzie to od niej nauczyłam się podstaw i tajników receptury lepiej niż na studiach. Po paru latach przeszła na emeryturę i wyjechała z miasta do rodziny. Pamiętam, że miała psa - takiego kundelka - podobnego do dużego wilczura. Bardzo była przywiązana do niego i lubiła o nim opowiadać różne śmieszne historyjki... Oprócz pani Halinki i mojej opiekunki nota bene kierownika apteki pracowało czterech farmaceutów w tym jeden pan doktor farmacji. Ze wszystkimi jakoś się dogadywałam, a i oni dość szybko polubili mnie i zaakceptowali. Tak więc czułam się tam po roku jak u siebie w domu. Okazało się, że mam dość dobrą pamięć i wiedziałam prawie zawsze, gdzie co leży. Jednak wciąż obawiałam się mojej pracy przy okienku.
Apteka była "starego" typu.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil eloisa
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…