Pisarstwo · 5 min czytania
Z pamiętnika poety
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dzień skąpany we łzach deszczu, naznaczony gorzkim spojrzeniem chmur, targany we wszystkie strony gniewem wiatru. Dzień bez słońca i promieni nadziei. Dzień jak jeden z tych, które przychodzą i odchodzą jak senna mara. Dni, które pojawiają się nagle i z nikąd, by zginąć zaraz w czeluściach wieczności. Dzień, taki jak wtedy, gdy ona odeszła, a wraz z nią wszystko, co było i będzie, wszystko, co miało sens i było sensem.
Takie dni są za trudne dla poety, za trudne dla umarłego mistrza, którego geniusz nie zdążył jeszcze zajaśnieć, gdy umilkła muzyka.
Poezja nauczyła go kochać i być kochanym. Pokazała jak marzyć i spełniać sny. Jak myśleć sercem i ufać doświadczeniu. W promieniu słońca i w szumie wiatru, w błękicie nieba i w rześkości powietrza, ukazała świat i siebie, i ona była w świecie i świat był w niej. Niewidoczna dla wzroku i niepojęta dla umysłu, zasiana głęboko w sercu i rozwijająca się w duszy, była życiem i dawała życie.
Aż nastali ci, którzy zmącili szum morskiego żywiołu i ograniczyli majestat zachodzącego słońca. Rozwiali mgłę tęsknoty i zgasili gwiazdy nadziei. Nastali ci, których mowa z prostej stała się zawiła, z pięknej brzydka. Głębie majestatu i podniosłość słów, szlachetność czynów i delikatność myśli, zamienili na powszechność form i wyraz zapisów, na prymat rozumu i brak wiary.
To było za trudne dla poety, za trudne dla umarłego mistrza, którego poezja nie miała początku i końca, która trwała w nim, a on trwał w niej.
Nadeszła burza, a z nią wiatr, który przewrócił stronicę w dziejach świata, a potem zgasił ostatnią iskrę nadziei, ostatni płomień w sercu poety. I świat wrócił do swojego normalnego biegu, czas dalej przemijał od mrocznych początków ku nieznanym celom. Wszystko wyglądało tak samo, niezmienione. Tylko poetą od czasu do czasu miotały dziwne uczucia. Czuł mocniejsze bicie serca, gdy wsłuchiwał się w szum morza, w oku kręciła się mu łza, gdy spoglądał w nostalgiczne plamy dawnych obrazów, ogarniała go dziwna tęsknota, gdy dotykał starych pergaminów z myślami przodków. Czuł się zagubiony, tak jakby stracił gdzieś cząstkę siebie, błysk, który nadawał życiu sens, który pchał go do przodu. Czasem słyszał gdzieś w oddali echo pieśni przeszłości, widział przez mgłę zarys nieznanych postaci. Niekiedy nachodziło go pragnienie by zacząć marzyć, uciec od tego wszystkiego, co znał i czego nie kochał, dać się porwać nurtowi refleksji i…