Inne · 3 min czytania
Zachód...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Spojrzeć o zachodzie na linię ognia horyzontu i zobaczyć Ją. W ciemności, w cieniu skąpaną w świetle niczym anioł, piękną... Czuć tylko zapach jej ciała, jego ciepło, oddychać Nią. Usłyszeć Jej głos, kiedy nawet natura i żywioły zasłuchane milkną...
Widzieć, jak nawet drzewa nisko się Jej kłaniają, w pełni szacunku i pokory...Przy Niej są tylko pyłem... Biedni są ci, co nocą pośród gwiazd Jej szukają, bo tam już Jej nie ma... Ja też Ją straciłem...
Wydarła mi duszę, zostawiając łkającego w ciemności... Z głębi serca płynną łzy. Sharadosee... Niezaspokojony. Czerwień łez zalewa mi oczy. Czysta esencja samotności... Cały mój świat został w jednej chwili zniszczony...
Moja bogini... Mogła mieć każdego, wystarczył jeden Jej uśmiech... Ile dałbym, by znów móc Ją widzieć, znów czuć Jej obecność... Przy Niej wszystko jest niczym, Ona jest wszystkim. Jej śmiech... Widziałem, jak inni go łakną, jak marzą, by mieć go na własność...
Oddałbym wiele, jeśli nie wszystko, za krótką, wspólną chwilę... Jednak Ona odeszła i nie wróci już nigdy, będę zawsze wspominał Ją mile. Była pełna radości, każda godzina z Nią była szczerym złotem. Jej głos był łukiem, strzałą miłości, godził w serca ostrym grotem.
Dotyk leczył rany, nawet te najgłębsze z czarnych mroków głebi duszy... Przy Niej człowiek, jak