Przyjaźń · 4 min czytania
zagubienie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W prostej linii, wszystko się kończyło. "Tak - powiedział stanowczo - to jest horyzont". Przekręcił śmiesznie głowę na bok. Wciąż spoglądał przed siebie i mruczał pod nosem nieznana melodię. Dziewczyna siedząca na kocu, powoli machała nogami. W końcu wstała i podeszła do mężczyzny. Objęła go w pasie. -Chyba już czas na nas. Powinniśmy już wracać. - mówiła wdychając jego zapach.Mieszankę tytoniu, potu i wody po goleniu. Wydawał jej się bardzo męski. Zmrużyła oczy i czekała aż się poruszy. -Czekałem kiedyś na wschód słońca....- zaczął. Dziewczyna z zaciekawieniem uniosła brwi. -Mów - poprosiła. -Nie - pokręcił głową. - To już nie jest ważne. Wracajmy.- -Wiesz, smutno mi. -Mi też, ale tak trzeba. To ostatni dzień. Przeżyjmy go najlepiej jak potrafimy. -A jeśli nie potrafimy?- wyszeptała przerażona dziewczyna. - Jeśli tak naprawdę nie umiemy tego przeżyć dobrze? Mężczyzna wciąż patrząc na morze zaśmiał się. -To zmarnujmy ten czas! Zróbmy to co zawsze, odzywajmy się do siebie. Jakby nic nie miało się zdarzyć. -Boję się twoich słów.- powiedziała odsuwając się od niego. Złożyła ręce na piersiach, i stanęła obok. Również wpatrywała się w wodę. -Słowa nic nie znaczą, liczą się czyny - rzekł. -Słowa często są zapowiedzią tych czynów.... Wracajmy. Zimno tu.-powiedziała i poszła w stronę koca. Mężczyzna poszedł za nią. Plaża była prawie pusta. Chłodny wiatr owiewał piach i zasypywał nim wszystko na swej drodze. Fale delikatnie moczyły brzeg, woda była ciemna prawie czarna. -Kochanie - zaczął mężczyzna patrząc jak dziewczyna składa koc - mam pomysł. - uśmiechnął się. -Pomóż mi wytrzepać ten koc- poprosiła. - Jaki pomysł? -Kupmy sobie kota - odparł biorąc w ręce rogi koca i energicznie nim potrząsając. - Zawsze chciałem mieć kota... -A nielepiej psa? - zaproponowała. - Koty są dziwne i długo się przyzwyczajają. Nie mamy czasu na oswajanie. Z psem będzie łatwiej. Mężczyzna…