Melodramat · 4 min czytania
Zagubiony w świetle latarń
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szedł samotnie, brnąc w śniegu..Na ulicy już zapalono lampy. Było mu zimno. Zgłodniał od 12. Tak, właśnie o 12 jadł ostatni posiłek. Teraz zmierzał do „Przystanku Spokoju” - schroniska dla bezdomnych. Kolacja, nocleg i śniadanie są za darmo. Obiady – pierwszy posiłek gratis, drugi za symboliczne 3 złote. Czasami trzeba było spać na podłodze z braku miejsc, a czasami to nikogo nie było. Żył samotnie, nie miał żadnej rodziny. Jego imię... nikt go nie znał, był tajemniczy. Nikt nie znał jego przeszłości. Nikt go nigdy wcześniej nie spotkał. Długa siwa broda, zakrywająca połowę twarzy. Na czole czapka. Twarz w miejscach, w których było ją widać pokryta była siatką zmarszczek. Czy miał sto lat? Myślę, że tak. Widać było, że w młodości był wysoki, ale teraz po jego wzroście pozostał garb... Było mu zimno... Buty były dziurawe w wielu miejscach. Spodnie brudne, nieco dziurawe, ale dość ciepłe. Na swoim grzbiecie kurtka, a spod niej wyłaniający się wełniany kołnierz swetra nadgryziony przez mole. Na głowie przyciasna czapeczka. Ciągnął za sobą wózek, a w nim stos pozgniatanych puszek aluminiowych znalezionych pod sklepami. Szedł wolno, spokojnie, bez gwałtownych ruchów. Szedł, bo musiał. Szedł na skup „złomu”. Za jeden taki wózek płacono mu 13 złotych. Niewiele. Z trudem mu starczało na coś do jedzenia... Ludzi korzystających z usług schroniska było wiele i czasami nie starczało jedzenia dla wszystkich bezdomnych. Dlatego czasem musiał żywic się sam. Pewnego razu przez dwa dni w ogóle nie jadł. Skręcił za róg i jego oczom ukazał się tłum ludzi – między innymi strażacy... Jego myśli zostały stłumione przez zdanie, które wykrzykiwała jego świadomość „To nie może być to!”... Doszedł do tłumu ludzi... Ktoś go zobaczył i powiedział, że budynek staną w płomieniach o 13. Podobno ktoś zapruszył ogień. Jest jedna ofiara śmiertelna - dyrektorka placówki. Kilka osób odniosło ciężkie obrażenia. Bezdomny nie zostawał tam dłużej...…