Kariera · 9 min czytania
Zamek z piasku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają. Małgorzata Musierowicz
Leżeli wśród trawy pod ugwieżdżonym sklepieniem nieba. Trzymali się za ręce. Wiedzieli, że nie potrzebują wiele do szczęścia: mieli siebie, a przecież to już tak dużo! Do ich uszu dotarł cichy odgłos nadjeżdżającego pociągu. - To pośpieszny do Warszawy – szepnął. Znowu zapadło przyjemne milczenie. Po chwili pociąg nadjechał, rozjaśniając przestrzeń światłem szeregu okien. Wśród ciemności podmiejskiej łąki wagony wyglądały niezwykle malowniczo. - Wracajmy, zrobiło się już późno – powiedziała Magda, podnosząc się i pociągając go lekko go góry. Wstał, uniósł jeszcze raz oczy, ku niebu. Po chwili zwrócili swoje kroki ku światłom miasta. Przez całą drogę powrotną, nie odezwali się do siebie nawet słowem. Trzymali się za ręce i szli lekko z uśmiechem do swojego cichego mieszkania.
Po godzinie dotarli przed szary, niczym nie różniący się od setek innych, blok. Zaczęli wspinać się po schodach, by za chwilę cicho przekręcić zamek w drzwiach. Świat po ich drugiej stronie był całkiem inny, nie było tu miejsca na szarość, smutek i prozaikę. Ciepłe kolory ścian i garstka kiepsko dobranych mebli budziły uśmiech i sympatię. Mieszkanie było malutkie: pokój zagracony przez niewielki regał i nieproporcjonalnie duże biurko, obok którego stało łóżko. Pozostałą przestrzeń ich życia zajmowała kuchnia i łazienka o równie niewygórowanych rozmiarach jak salon.
Po całym pokoju walały się książki. Ten swoisty nieład dodawał wnętrzu charakteru. Na biurku, piętrzyły się kartki. Rękopisy i druki komputerowe. Tomek przysiadł na łóżku i krzyknął w kierunku kuchni: - Madziu, nie będzie Ci przeszkadzało, jeżeli dzisiaj jeszcze popiszę przez chwilkę? Rozpiera mnie energia i muszę coś z nią zrobić! - O.K., ale masz tylko moment, bo zaraz idziemy spać; jestem zmęczona. - Nie martw się, wystarczy mi pół godziny. Podasz mi piwo z lodówki? Magda cicho wsunęła się do środka, niosąc wilgotną i chłodną butelkę. Tomek siedział już przed monitorem i pisał szybko poruszając palcami. - Jak Ci idzie? – szepnęła mu cicho do ucha. - Chyba nieźle, jutro sama ocenisz. - Skoczę wziąć prysznic, a ty powoli kończ. * * *
Część 22 / 2
W środku nocy, okno pokoju na trzecim piętrze rozjaśnił snop światła rzucony przez lampkę. Tomek nie mógł spać. Wstał i włączył komputer cicho pomrukujący pracującym dyskiem twardym. Co jakiś czas spoglądał w stronę śpiącej Magdy. Zaczął czytać całą swoją prace od początku. Wprowadził kilka poprawek i nagle opadł na oparcie fotela, uniósł ręce za głowę i zamyślił się wpatrzony w monitor. Po chwili zasnął.
O 7,30. obudziła go Magda. - Kochanie, wstawaj! Znowu piszesz po nocach, będziesz nieprzytomny na wykładach! Zmykaj pod prysznic! Za 40 minut masz zajęcia! - Nie martw się, nie siedziałem długo, najpierw nie mogłem spać, a jak usiadłem przed tą piekielną maszyną, to od razu mnie zmorzyło! – powiedział śmiejąc się i głaszcząc ją pieszczotliwie po plecach. Po chwili wpadł do kuchni z segregatorem pod pachą, ucałował Madzię jedzącą kanapkę z dżemem i wybiegł na zewnątrz. Tomek studiował dziennikarstwo. Był na trzecim roku. Pisanie było jego pasją i największą miłością, nadawało sens i cel jego życiu. Marzył o tym, by kiedyś wszyscy mogli czytać to, nad czym on tak ciężko pracuje. Pisał długo i zazwyczaj nocami. Chodził później z podkrążonymi oczami, ale był szczęśliwy i usatysfakcjonowany. Jego pierwsza powieść, po dwóch miesiącach pracy, zbliżała się ku końcowi. Był z siebie dumny, tym bardziej, że poszło mu tak sprawnie.
Tym razem nie mógł się skupić na wykładach, mimo że prowadził je jego ulubiony wykładowca. W głowie szalały mu setki myśli. Madzia, on sam i na pierwszym miejscu wciąż pojawiała się powieść… „Jak ją zakończyć”, zastanawiał się. Na marginesie zaczął notować swoje pomysły.
Nie wytrzymał, zerwał się z ostatniej godziny na uniwersytecie i pognał do domu. Wbiegł szybko po schodach i wchodząc do mieszkania nie powiedział nawet słowa. Koszulę rzucił na łóżko, włączył komputer i pisał bez przerwy, aż