Zamek z piasku
Opowiadanie o nieprzewidywalności i przewrotności losu. Tomasz próbuje swoich sił w pisarstwie. Wkłada w to ogrom wysiłku, tylko po to by... Przeczytajcie sami!!!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Śmierć nadaje piękno życiu. Tylko sztuczne kwiaty nie umierają. Małgorzata Musierowicz
Leżeli wśród trawy pod ugwieżdżonym sklepieniem nieba. Trzymali się za ręce. Wiedzieli, że nie potrzebują wiele do szczęścia: mieli siebie, a przecież to już tak dużo! Do ich uszu dotarł cichy odgłos nadjeżdżającego pociągu. - To pośpieszny do Warszawy – szepnął. Znowu zapadło przyjemne milczenie. Po chwili pociąg nadjechał, rozjaśniając przestrzeń światłem szeregu okien. Wśród ciemności podmiejskiej łąki wagony wyglądały niezwykle malowniczo. - Wracajmy, zrobiło się już późno – powiedziała Magda, podnosząc się i pociągając go lekko go góry. Wstał, uniósł jeszcze raz oczy, ku niebu. Po chwili zwrócili swoje kroki ku światłom miasta. Przez całą drogę powrotną, nie odezwali się do siebie nawet słowem. Trzymali się za ręce i szli lekko z uśmiechem do swojego cichego mieszkania.
Po godzinie dotarli przed szary, niczym nie różniący się od setek innych, blok. Zaczęli wspinać się po schodach, by za chwilę cicho przekręcić zamek w drzwiach. Świat po ich drugiej stronie był całkiem inny, nie było tu miejsca na szarość, smutek i prozaikę. Ciepłe kolory ścian i garstka kiepsko dobranych mebli budziły uśmiech i sympatię. Mieszkanie było malutkie: pokój zagracony przez niewielki regał i nieproporcjonalnie duże biurko, obok którego stało łóżko. Pozostałą przestrzeń ich życia zajmowała kuchnia i łazienka o równie niewygórowanych rozmiarach jak salon.
Po całym pokoju walały się książki. Ten swoisty nieład dodawał wnętrzu charakteru. Na biurku, piętrzyły się kartki. Rękopisy i druki komputerowe. Tomek przysiadł na łóżku i krzyknął w kierunku kuchni: - Madziu, nie będzie Ci przeszkadzało, jeżeli dzisiaj jeszcze popiszę przez chwilkę? Rozpiera mnie energia i muszę coś z nią zrobić! - O.K., ale masz tylko moment, bo zaraz idziemy spać; jestem zmęczona. - Nie martw się, wystarczy mi pół godziny. Podasz mi piwo z lodówki? Magda cicho wsunęła się do środka, niosąc wilgotną i chłodną butelkę. Tomek siedział już przed monitorem i pisał szybko poruszając palcami. - Jak Ci idzie? – szepnęła mu cicho do ucha. - Chyba nieźle, jutro sama ocenisz. - Skoczę wziąć prysznic, a ty powoli kończ. * * *
W środku nocy, okno pokoju na trzecim piętrze rozjaśnił snop światła rzucony przez lampkę. Tomek nie mógł spać. Wstał i włączył komputer cicho pomrukujący pracującym dyskiem twardym. Co jakiś czas spoglądał w stronę śpiącej Magdy. Zaczął czytać całą swoją prace od początku. Wprowadził kilka poprawek i nagle opadł na oparcie fotela, uniósł ręce za głowę i zamyślił się wpatrzony w monitor. Po chwili zasnął.
O 7,30. obudziła go Magda. - Kochanie, wstawaj! Znowu piszesz po nocach, będziesz nieprzytomny na wykładach! Zmykaj pod prysznic! Za 40 minut masz zajęcia! - Nie martw się, nie siedziałem długo, najpierw nie mogłem spać, a jak usiadłem przed tą piekielną maszyną, to od razu mnie zmorzyło! – powiedział śmiejąc się i głaszcząc ją pieszczotliwie po plecach. Po chwili wpadł do kuchni z segregatorem pod pachą, ucałował Madzię jedzącą kanapkę z dżemem i wybiegł na zewnątrz. Tomek studiował dziennikarstwo. Był na trzecim roku. Pisanie było jego pasją i największą miłością, nadawało sens i cel jego życiu. Marzył o tym, by kiedyś wszyscy mogli czytać to, nad czym on tak ciężko pracuje. Pisał długo i zazwyczaj nocami. Chodził później z podkrążonymi oczami, ale był szczęśliwy i usatysfakcjonowany. Jego pierwsza powieść, po dwóch miesiącach pracy, zbliżała się ku końcowi. Był z siebie dumny, tym bardziej, że poszło mu tak sprawnie.
Tym razem nie mógł się skupić na wykładach, mimo że prowadził je jego ulubiony wykładowca. W głowie szalały mu setki myśli. Madzia, on sam i na pierwszym miejscu wciąż pojawiała się powieść… „Jak ją zakończyć”, zastanawiał się. Na marginesie zaczął notować swoje pomysły.
Nie wytrzymał, zerwał się z ostatniej godziny na uniwersytecie i pognał do domu. Wbiegł szybko po schodach i wchodząc do mieszkania nie powiedział nawet słowa. Koszulę rzucił na łóżko, włączył komputer i pisał bez przerwy, aż
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Seba
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…