Inne · 6 min czytania
Zapach jaśminu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czysta woda
Ciepły natrysk prysznica co dzień budził ją ze snu. Zawsze lubiła te poranne kąpiele pod silnym strumieniem wody, biała skóra z radością witała drobne diamentowe krople. Brunatne włosy opadające za ramiona, teraz mokre, zlepione w grube pasma wyglądały jak wodorosty. Była szczupła ale nie przesadnie. Piersi jędrne jak z marmuru, splecione w strugach wody zdawały się wyglądać jak dwie dojrzałe pomarańcze w wiklinowych koszach. Jej dłonie zdawały się wycackać z nich słodki sok który wędrując dalej w dół napełniał kielich pępka, obmywał jaskinię wodnej zasłony po czym obejmował silne uda. Lubiła pianę. Zawsze sprawiało jej radość mydlenie swego ciała, robiła to powoli tak by czerpać z tego maksimum przyjemności. Smukłe palce jak drużyna odkrywców po raz kolejny badały jej delikatne krągłości. Spieniona woda spływająca między jej kształtnymi pośladkami wyglądała jak fale rozbijające się o dwie bezludne wyspy. Jedyne co trzymało przy ziemi tą niebiańską istotę to jej długie gładkie nogi. A może jaj drobne stopy unosiły ją kilka milimetrów nad powierzchnią tworzącej się pod nią kałuży? Wyglądała jak anioł, sama uroda mogła zastąpić jej skrzydła... W kryształowej kabinie prysznica wyglądała jak istota nieśmiertelna, niczym pradawny owad zatopiony w bursztynie. Kiedy wychodziła spod natrysku zarzuciła na siebie jedynie szlafrok tak przejrzysty jak poranna rosa, nie krępowała się, mieszkała sama. Jej dom był prosto umeblowany. Zwykłe szafki, kilka półek , jedno lustro na białej ścianie. I żadnego zegara. Może w ten sposób chciała zatrzymać czas, a może po prostu czas był dla niej nieistotny. Wśród standardowych mebli wyróżniało się jedynie wielkie łóżko z białego drewna rzeźbione w kwiaty jaśminu. Kiedy się na nim ułożyła przypominała Kleopatrę zażywającą kąpieli w mleku. Ale była piękniejsza od królowej... Zamknęła oczy, przynajmniej we wspomnieniach nie była samotna... Po pokoju rozchodził się zapach kwiatów.
Mętna woda
Dźwięki pianina rozchodziły się na całą salę nadając jej smutny nastrój. Każdy ruch nadgarstka pianisty wydobywał z instrumentu coraz to silniejszą falę emocji przetworzoną w spontaniczną melodię. Cóż musiał przeżyć ten człowiek ,że w jego muzyce było aż tyle agresji? Lubił słuchać Chopina czy Beethovena jednak sam nigdy nie grał ich utworów. Cenił ich twórczość to też uważał ,że nie jest godzien ich naśladować mimo ,że z pewnością zaskoczyłby nawet samych kompozytorów swym talentem. Lubił porównywać się do Mozarta , zawsze powtarzał sobie ja i Mozart jesteśmy pełni ekspresji lub Mozart i ja gramy równie dynamicznie. Mozart pewnie nawet nie przewróciłby się w grobie za takie porównanie. Szkoda jednak ,że nikt nie mógł podziwiać jego talentu, był sam. Ogromną salę na