Biografia · 11 min czytania
Zapach Skandynawii cz. IV
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 4
IV
Tito, tak jak obiecał, zjawił się popołudniu i zapukał do pokoju Róży, która właśnie skulona na szerokim parapecie za firanką, podziwiała ciągnący się po horyzont lśniący port jachtowy i niewzruszony miejski gwar, który z nią czy bez niej wyglądałby według niej zupełnie tak samo. Ciche trzykrotne pukanie do drzwi, choć subtelne i delikatne, wystraszyło ją bardzo, gdyż wpatrzona w okno, trwała w głębokim zamyśleniu. Dźwięk ten, przeszywający ją na wskroś sprawił, iż serce niemalże podskoczyło jej z wrażenia do gardła.
„Rety!” – pomyślała podekscytowana, patrząc w stronę wyjścia – „Jednak przyszedł. A może to nie on?”
Z szybkim jak po ogromnym wysiłku pulsem, zeskoczyła na podłogę, w biegu niezdarnie nasadziła buty i związała włosy, po czym lekko zdyszana przekręciła z trzaskiem zamek i otworzyła drzwi na długi ciemny korytarz.
- Cześć – rzekł wesoło Tito z błyskiem w oczach. – Jesteś gotowa?
Dziewczyna odetchnęła głęboko, kierując nieporadnie swoje spojrzenie gdzieś w bok, uśmiechając się przy tym nieśmiało. Pobieżnie zmierzyła przybyłego gościa. Wyglądał zadbanie i elegancko. Nosił rozpinany na suwak ciemnoniebieski sweter i czarne jeansy.
- Prawie. – odparła obcym sobie głosem, lekko zdenerwowana, zła na siebie, że tak wielkie emocje wywołuje u niej to spotkanie. – Wezmę tylko torebkę i narzucę jakiś żakiet.
Po chwili jechali już windą na dół. Na zewnątrz ulica jak zwykle była ruchliwa i gwarna - tego pięknego dnia zatopiona cała w słońcu. Zaczęli iść deptakiem w stronę rynku głównego. Róża raz po raz zerkając na swojego towarzysza nie mogła uwierzyć, że idzie on przy jej boku, ale niezmiernie cieszyła się z tego. Nieco bardziej już rozluźniona, rozglądała się dookoła i korzystała z tak niezwykłej chwili.
Część 22 / 4
- Podoba ci się w Szwecji? – zapytał w końcu Tito, gdy mijali szumiąca fontannę i bawiące się koło niej radosne dzieci.
- Właściwie tak. – odparła, zadowolona, że faza ciszy wreszcie minęła – Chociaż żałuję, że nie ma tu ze mną moich przyjaciół.
- Jak to? – zdziwił się trochę, patrząc na nią pytająco.- Przecież są chłopacy, z którymi przyjechałaś.
- Tak, ale… – rzekła z zawahaniem w głosie - nie znamy się zbyt dobrze. W sumie to poznaliśmy się dopiero na promie jak tu płynęliśmy.
- Naprawdę? – zapytał ze współczuciem - Pewnie musisz się tu czuć trochę samotna?
- Może odrobinę… - rzekła ze smutkiem – Ale każdy chyba czasem czuje się trochę samotny, nieprawdaż? A jak to jest tutaj z Tobą?
- Hmm… ze mną? – zamyślił się na moment, patrząc gdzieś w bok, po czym dodał – Jestem tu już prawie dwa lata. Czasem bardzo tęsknię za domem, zwłaszcza, gdy mam gorsze chwile, ale wtedy od razu biorę telefon i dzwonię do rodziców.
- A skąd właściwie jesteś? – zaciekawiła się, zerkając badawczo – Ze Stanów?
Część 33 / 4
- Nie – odparł z uśmiechem, głosem jak z aksamitu – z Nigerii.
- Serio??? – otworzyła usta w wielkie O - To strasznie daleko Ja nigdy nie byłam w Afryce. Powiedz… jak tam jest?
- Przepięknie – odrzekł bez namysłu, patrząc na nią z radością małego dziecka – Naprawdę przepięknie. Chciałbym Ci kiedyś móc pokazać.
Dziewczyna zamilkła na chwilę, nieco zakłopotana jego odpowiedzią. Po krótkiej pauzie odparła nieśmiało – No może kiedyś…
„Rety” – pomyślała od razu z wyrzutem – „Dlaczego to powiedziałam? „No może kiedyś” Żenada. A tak w ogóle to co on ode mnie właściwie chce? Patrzy na mnie i mówi jakby nie był to do końca koleżeński spacer. A może mi się tylko tak wydaje?”
- A czym zajmujesz się w hotelu? – zagadnęła, zmieniając temat po chwili krępującej ciszy.
- Jestem na praktykach – zaczął uśmiechając się ciągle – Pomagam lekarzowi, ale nie ma zbyt wiele pracy. Poza tym studiuję medycynę w Sztokholmie. A ty? Nic jak do tej pory nie wspominałaś w tej kwestii o sobie.
- Ja? – machnęła ręką - Nie ma wiele do opowiadania. Jestem po pierwszym roku Akademii Wychowania Fizycznego. Tutaj trafiłam całkiem przez przypadek. Była to moja… hmm dość nagła i spontaniczna decyzja.
Część 44 / 4
- A do kiedy zostajesz? – zapytał bez ogródek.
- Tito! – odparła żartobliwie, udając zupełne zrezygnowanie – nie załamuj mnie takimi pytaniami! Będę tu do końca sierpnia. Minął tydzień a ja już odliczam dni do wyjazdu.
- Odliczasz dni? – zaśmiał się cicho - Chyba nie jest tu aż tak źle? Chociaż pewnie tęsknisz za swoim chłopakiem? Na jego miejscu to bym cię w ogóle tutaj nie puścił.
- Nie mam chłopaka. – odparła obojętnie.
Przechodzili właśnie na drugą stronę ulicy, gdy Tito bezceremonialnie zapytał „dlaczego”.
„Dlaczego?!” – pomyślała zbulwersowana, marszcząc czoło i obserwując samochód, który zatrzymał się, aby ustąpić przechodniom pierwszeństwa – „Jak można pytać „dlaczego”?”
Zła była na siebie, że tak naprawdę sama dobrze nie zna odpowiedzi na tak proste pytanie. Próbowała przypomnieć sobie dlaczego nie jest już z Robertem, z którym razem chodziła do liceum, ale w tak nerwowej chwili jej dawny chłopak jakoś zamazał się jej w pamięci. Jego twarz tak znajoma i harmonijna, teraz wydawała się daleka i obca. Idąc z wolna, patrzyła przed siebie, na otaczających ją ludzi oraz budynki i próbowała poskładać myśli w jedną sensowną…