Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

zaplecze parafii part I

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Co Józek, wystarczy? Józef Maciejewicz, pleban wsi Wołków, krytycznym okiem ocenił napięcie sznura. Skinął głową i wręczył pomocnikom kilka pogniecionych banknotów. - Spływajcie chłopaki. Teraz muszę porozmawiać ze smarkulą w cztery oczy – groźnie wyszczerzył resztki zębów w uśmiechu. Każdy we wsi widząc ten uśmiech, ba! Widząc samego Maciejewicza starałoby się schować choćby pod stołem. Jednak adresatka uśmiechu nie zareagowała. Powody były dwa. Pierwszy to mocne sznury, którymi przezornie skrępowano jej nogi. Drugi to oczy wywrócone do góry białkami, które wskazywały, że dziewczyna jest raczej nieobecna duchem. Maciejewicza to nie stropiło. Jeszcze nie oczekiwał reakcji. - Kyrie Eleison. Panie, nasz Boże, Władco wieków wszechpotężny i wszechmogący, Ty stworzyłeś wszystko i wszystko przemieniasz swoją wolą. Secreta. Has tibi, Domine, offerimus oblationes pro salute nostra : quatenus animas nostras ab immundis cogitationibus purges, illaesasque custodias, et Sancti Spiritus gratia illuminare digneris. Per Dominum... in unitate eiusdem Spiritus Sancti...Pokaż się zły duchu! Brak reakcji. To już odrobinę zirytowało księdza, którego twarz poczerwieniała jak olbrzymi pomidor. Nabrał tchu i pochylił się nad opętaną: - Ty skurwielu, Ty czarcie zasrany, ja tu się na samego Pana Boga powołuję! Ku zdziwieniu plebana dziewczyna odpowiedziała, krzywiąc się i ocierając policzek o ramię: - Nie podniecaj się, oplułeś mnie. – w głosie słychać było wyrzut - Możesz się powoływać i na Lucyfera, wygodnie mi w tym ciele, klecho. Żadnego tradycyjnego grania w karty czy szachy o duszę, tym bardziej żadnych zagadek. Ja tu zostaję. Józef pokiwał głową, to diabeł z doświadczeniem nie podda się łatwo, ale on też nie był pierwszym lepszym klechą. Co prawda zwykle nie robił za egzorcystę, jednak jako jedyny ksiądz w okolicy od ponad 30 lat widział to i owo. Przygotował się na taki obrót sprawy. Z satysfakcją zauważył jak dziewczyna przełknęła ślinę na widok sporej flaszki bimbru domowej roboty. Maciejewicz z racji swojej funkcji był zasypywany prezentami w postaci domowych konfitur, jajek i innych darów natury łatwo dostępnych na wsi. Alkoholu co prawda nie pił, z wyjątkiem często popijanego wina mszalnego, jednak nigdy nie odmawiał przyjęcia prezentu. - Wiesz, że jako oddany sługa Boży nie mogę Cię zostawić w spokoju. Jednak zanim dojdzie do pojedynku, może byśmy strzelili po jednym? - Swój chłop jesteś Józek – dziewczyna wyszczerzyła zęby w radosnym uśmiechu. Piła szybko, bez widocznych efektów. Maciejewicz patrzył i ze zdziwieniem kręcił głową. Przy bimbrze domowej roboty starej Hrubieszczówny wymiękli najbardziej zajadli pijaczkowie ze wsi. Nie słyszał by kiedykolwiek ktokolwiek wypił całą butlę. Wzruszył ramionami. No cóż zawsze jest ten pierwszy raz. - Chyba nie myślałeś, że to na mnie podziała co?- diabeł spojrzał bystro na plebana- Oj Maciejewicz, Maciejewicz co ty myślisz, że jak odurzysz ciało to odniesie jakiś skutek na ducha, który je zajmuje? No może gdybyś dodał tam wody święconej czy czegoś takiego to i owszem, zaraz by mnie wzięło, odmówiłbyś formułkę i bym musiał się wynosić z powrotem do piekła. Ale to był zwykły bimber... Maciejewicz uśmiechał się. Uśmiechał się spokojnie i radośnie, jakby w ogóle nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%