Inne · 5 min czytania
Zaskoczenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział I „Zaskoczenie”
Młodym mężczyzną targały wewnętrzne, emocjonalne spazmy. Miał wielkie wyrzuty sumienia, powracając ciemnym i cichym lasem do domu. Zawiódł. Jego kroki, zwykle tak stanowcze i pełne gracji oklapły, zdając się być niepotrzebną substancją jego ciała. Potknął się. Jak mógł być tak głupi. Nie umiał sobie tego wytłumaczyć. W końcu ujrzał na końcu lekko wydeptanej ziemi przebłysk światła. Światła migoczącego ogniska, przy którym wieczerzali jego towarzysze. Dobiegł go zapach pieczonej kalarepy i mięsa, a także stłumiony chichot Śnieżki. Gdy wszedł głośno w obręb padających promieni ogniska potknął się po raz drugi. Usiadł bardzo ociężale, bardzo ospale na wymoszczone legowisko. - Tyber, coś taki dziwny? – spytał się jeden z kompani. - Pewnie zupełnie niechcący napotkał jadącą Ismenę – zaśmiał się czupurny i wielki jak dąb towarzysz. – Mówiłem łapserdaku, żebyś szedł tylko po klejnoty i szybko wracał. Spójrz, skończyła się gorzała. Mężczyzna o bardzo ponurym wyrazie twarzy wydawał się być zupełnie w innym świecie. Jakby nie dochodził do niego sens słów jego towarzyszy. - Tyber, mów o co chodzi – rzekła przymilnie piękna dziewczyna o czarnych włosach. W promieniach migoczącego ogniska wydawała się jeszcze piękniejsza. Cienie tańczyły na jej malowanej twarzy. - Ja… ja… - zaczął jąkać się mężczyzna. - Spokojnie Tyber, masz – powiedziała piękna dziewczyna, podając człowiekowi butelkę. Tyber odkrył, że znalazł ukojenie w palącym płynie. Z ochotą pociągnął następny, palący łyk. Zajadająca się kompania straciła na humorze, uważnie obserwując kolegę. Nawet czupurny Armez przestał się śmiać i odłożył kiełbasę. - Oto klejnoty księcia Fringwalda – rzekł mężczyzna, podając reszcie skarb. – Stało się coś strasznego. - Twój sztylet jest ciepły – zauważył Gorn – przywódca szajki. Wtedy wszyscy zauważyli ciemne krople krwi, powoli kapiące z ostrego jak brzytwa sztyletu. Nawet Tyber popatrzył się na niego z przestrachem, nie wierząc, że to jego własna broń. - Ostrzegaliśmy…