Horror · 40 min czytania
Zatańcz ze smiercią
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Był początek lata, słońce niezwykle mocno grzało. Frank i Joan dziś kończyli wcześnie lekcje w ostatnim dniu przed wakacjami w tutejszym liceum, była godzina, 13 kiedy zadzwonił dzwonek i uwolnił klasę od męczącej nauki. Frank mieszkał obok Joan przyjaźnili się od początku, kiedy to matka Joan 7 lat temu przeprowadziła się do tej dzielnicy po rozwodzie z mężem. Joan była bystrą dziewczyną, która często umiała wyjść z najdziwniejszych sytuacji, ubierała się tak jak wszystkie niczym nie wyróżniając się z otoczenia nastolatki, Frank zaś był przeciwieństwem Joan, skryty w sobie, zawsze ubierał się tak by wyróżnić się z tłumu, co powodowało często wyśmiewanie przez rówieśników, tez był inteligentny, ale nie chciał nigdy okazywać tego w szkole. Idąc alejkami nastolatkowie wstąpili na lody, Frank kupił dwa rożki i udali się do domu, przez całą drogę nic się nie odezwali do siebie, dopiero, kiedy dochodzili do domu Joan, Frank odezwał się -To jutro, co robimy?- Nie wiem są wakacje na pewno coś się wymyśli Pożegnali się, Joan weszła do domu. Frank chwile stanął wpatrując się w niebo, po chwili też udał się do swojego domu. Dzień mijał na nudzie, oboje nudzili się pierw przed telewizorem, później przy konsolach, czas biegnął o 19 zadzwoniła koleżanka Elize - Cześć - Cześć - Jak ci minął dzień? - Wiesz jak to jest, kiedy dopiero szkoła się kończy, nudziłam się dziś okropnie, a Frank mnie nigdzie nie zaprosił. - Wiem coś o tym, Jim tez mnie dziś olał, ale nie dzwonie w tej sprawie, chciałabym cie zaprosić na noc z duchami, co ty na to? - Hm mm niech pomyśle, pewnie, że się zgadzam, wszystko jest lepsze od siedzenia w domu - to dziś o 22 koło tego domu z czerwonej cegły - ale tam podobno straszy?- nie bój się przychodź o 22, cześć - Elize odłożyła słuchawkę Joan była podekscytowana, że spędzi wieczór z koleżankami, Frank po kilku godzinach grania w Crysisa 2 postanowił, że przewietrzy się trochę, wyszedł na dwór przed ganek, rozprostował trochę zastane przy grze stawy i wyruszył w stronę północną by trochę połazić. Joan ubrała swój ulubiony płaszcz brązowy i wyszła mówiąc matce, że wróci koło 1 nad ranem, matka niezbyt słuchała gdyż znów zerkała na dno kieliszka. Frank wyjął z kieszeni pogniecioną paczkę papierosów, chwilę zawahał się czy palić, bo pozostał mu tylko jeden papieros, jednak zdecydował, że zapali, bo nerwy przy grze tylko potęgowały chęć, spokojnie wyjął fajkę z opakowania, następnie zgiął opakowanie i wsadził powrotem do kieszeni, wyjął z niej zapalniczkę posrebrzaną z inicjałami FJ, raz za razem próbował odpalić, jednak skutku to nie dawało - No cóż chyba już sobie dziś nie zapale - mruknął sam do siebie. Joan szła ulicą w świetle księżyca i lamp, które kierowały ją do miejsca spotkania, po 10 minutach Joan doszła do celu i spotkała Elize, która stała z Marry i Susan - Cześć czekaliśmy na Ciebie Joan - radośnie zawołała Elize - No Cześć - odpowiedziała Joan Marry i Susan nie przywitały Joan tylko chichotały coś pod nosem. Dom, do którego dziewczyny mieli wejść za kilka sekund był od dawna opustoszały, furtka była połamana, plac zdewastowany, zaś sam dom wyróżniał się ową czerwoną cegła, okna były zabite drewnianymi belkami, a na drzwiach widniał napis „Bóg opuścił to miejsce już dawno“. Dziewczyny weszły na posesję, mocnym pociągnięciem otworzyły drzwi, ciemność wszędzie panowała, więc wyciągnęły zapalniczki i zapaliły świece, jakie miały przy sobie, weszły wnętrze domu nie było usłane różami, potargane tapety, napisy na ścianach i pentagramy rysowane czerwona farbą potęgowały strach, zapach odchodów ludzkich był nie do zniesienia, Joan wiedziała, że, na co się zgadza, lecz kiedy poczuła ten narastający odór po otworzeniu drzwi, zaczęła się wahać czy jest wo gule sens, jednakże koleżanki brnęły do środka, od niechcenia tez weszła. Na końcu korytarza, który był pełen materaców i porozrzucanych gazet, była drabina, która prowadziła na pierwsze piętro, ze względu na brak schodów. Drabina była drewniana, więc była obawa spadnięcia. Joan wyszła na chwilę na dwór by zaczerpnąć świeżego powietrza, usiadła na rozwalonym schodku, i zaczęła myśleć czy wrócić, akurat Frank przechodził koło tego domu, Joan wstała. - Czekaj Frank odwrócił się i zobaczył Joan, która zbliżała się do niego - Cześć - Cześć - Co tu robisz?- Zapytał Frank - a jestem z koleżankami na nocy z duchami, może wejdziesz?- Hm mm i tak nie mam nic do roboty, więc mogę poszaleć z wami Frank i Joan udali się ponownie do domu - Rany, co za smród - krzyknął Frank - nie martw się dziewczyny szykują coś na górze, tam podobno mniej śmierdzi. Frank i Joan udali się do drabiny pierw wszedł na szczebel Frank, Joan trzymała drabinę by nie przechyliła się, chwilę później Frank był już na górze, teraz on trzymał drabinę by nie kołysała się, po chwili już obydwoje byli piętrze. Elize rozkładała obrus na stary stół z jedna koślawą nogą, Marry i Susan niosły zakurzone lustro, które później starannie wytarły. Elize, kiedy zauważyła ze Joan wróciła i stoi przy niej Frank uśmiechnęła się. - Za chwilę zaczynamy - ale co? -Zapytała Joan - no imprezę - odpowiedziała Elize, która położyła na stole świece Na dworze wiał lekki wiatr, który, przez rozbite okno wdzierał się dmuchając lekko w zapalona świece. Dziewczyny usiadły wokół stołu robiąc koło. - Joan spójrz w lustro - Ale, po co? - Zapytała Joan - To taka zabawa, jeśli będziesz patrzeć w lustro i powiesz 13 razy Blood Marry to coś się stanie, ale wiem ze to kłamstwo, więc nic ci nie grozi - odezwała się Marry Joan, jako sceptyczka do paranormalnych zjawisk spojrzała w lustro następnie na zegarek, kiedy wybiła 24, zaczęła wymawiać Blood, Marry, Blood Marry, Blood Marry, przy czwartym wezwaniu, światło świeczki zgasło, jednakże Joan nie przerwała, bo wiedziała, że wiatr wiejący przez pęknięte okno spowoduje zdmuchniecie świeczki i kontynuowała wpatrując się w lustro, wymawiała raz za razem Blood Marry. Przy ósmym wywołaniu drzwi wewnętrzne otwarły się. Frank przy czwartym podszedł do okna spojrzał na plac, w tym momencie światło świeczki zgasło. Zrobiło się kompletnie ciemno, Joan nadal wymawiała ów dwa słowa, które miały udowodnić, że nie ma duchów. Frank wyjął znów z kieszeni swoją mała zapalniczkę i ponownie spróbował odpalić po kilku razach, udało się podszedł do świeczki i ponownie ją zapalił, następnie wrócił na miejsce. Marry i Susan gdy zgasło światło przestraszyły się były to dziewczyny niezbyt inteligentne i kiedy tylko zapanowała ciemność zaczęły piszczeć. Elize wyjęła jakiś stary artykuł, który znalazła, kiedy wycierała kurze ze stołu i zaczęła czytać w myślach „Młoda kobieta, która zginęła 13 lat temu, kiedy wychodząc z pociągu, została napadnięta przez trzech sprawców i żądając od niej telefonu, kiedy uparcie broniła się, została zgwałcona a następnie wydłubano jej oczy, oraz zadano cios nożem w okolicy brzucha spowodowało zgon, sprawców nie odnaleziono“. Kiedy świeca zgasła Elize zwinęła urywek gazety i schowała do kieszeni, po chwili Frank zapalił świece, Elize usłyszała jakiś, dziwięki dochodzące z dworu, jakby ktoś był na placu, nie przejęła się nimi gdyż czuła się bezpiecznie, bo był Frank?Joan spoglądając w lustro powtórzyła już 10 raz, kiedy wszyscy usłyszeli jak ktoś ewidentnie jest na dole, z jednej strony byli przerażeni gdyż weszli na czyjąś posesje, z drugiej zaś nie mieli jak uciec, więc postanowili być cicho, zgasili światło i czekali, po chwili usłyszeli głos trzech ludzi - To był dzień, ach żyć nie umierać - z uśmiechem pierwszy - No - przytaknął drugi - Oby tak dalej moi drodzy - dodał trzeci Mężczyźni mieli ze sobą latarki i dwie torby podróżne, które położyli przed pokojem, jeden z mężczyzn poszedł się odlać do drugiego pokoju, zaś dwóch pozostałych usiadło na kartonowych pudłach, które leżały niedaleko wejścia. Dziewczyny wraz z Frankiem siedzieli cicho, zerkając czy wchodzą na górę. Kiedy wrócił trzeci mężczyzna udali się na zewnątrz zostawiając dwie torby przedpokojem?Frank delikatnie zeszedł po szczeblach, żeby zobaczyć czy nie ma już nikogo, rozejrzał się używając do tego światła z zapalniczki, po chwili wszedł powrotem - nie ma już ich, uff mieliśmy niezłego cykora - no - dodała Joan - To jak kontynuujemy zabawę? - Zapytała Elize - no możemy - odparła Joan - spoko ja będę na czatach - z uśmiechem dodał Frank Frank stanął koło drabiny, która prowadziła na dół, zaś dziewczyny ponownie usiadły przy stole ponownie zapaliły świece, zaś Joan pora 11 wymówiła Blood Marry wpatrując się w lustro, Elize wraz z reszta dziewczyn siedziały i wpatrywały się w Joan, która z uśmiechem na twarzy dwunasty raz powtórzyła. Wiatr zmógł się powodując, że znów świeca zgasła. Joan w czasie gaśnięcia światła wymówiła 13 raz Blood Marry. Zapadła ciemność, Frank nie mógł odpalić zapalniczki, na dole znów było słychać kroki, Joan ogarnął lekki strach jednak jej sceptycyzm zawsze dawał wytłumaczenie. Frank nie mogąc zejść, cofnął się potknąwszy o coś, co stało przed nim przewrócił i upadł - czemu nikt nie wziął latarki- wijąc z bólu powiedział Lustro, które leżało na stole na przeciw Joan, zaczęło drgać, po chwili świeca zapaliła się sama, zaś z lustra wyłaniały się krople krwi. Joan rzuciła lustro na podłogę, które roztrzaskało się. - Co tu jest grane? - Zapytała - Nie mam pojęcia to miała być tylko taka zabawa - odpierdzielała w małym przerażeniu Elize Frank podszedł mówiąc - ciii, ktoś idzie Mężczyźni ponownie wrócili tym razem na dłużej, usiedli ponownie na kartonowych pudłach i coś do siebie gadali Frank podbiegł zgasić świece by nie zwrócić na siebie ich uwagi, jednak świeca nie dała się zgasić, każda próba nie dawała nic, świeca jak zaklęta paliła się. Marry i Susan zaczęły w kącie płakać i mówiąc szeptem - To na pewno duchy to robią Elize nie zwracała na nie uwagi, podeszła do Franka i zapytała - Jak my stąd teraz wyjdziemy? - Nie mam pojęcia - odparł dalej wpatrując się ukradkiem w dół Joan siedziała wpatrując się w świecę, nie mogąc uwierzyć jak może się sama zapalić i nie dać się jej zgasić? Frank wsłuchując się w rozmowie, która ledwo była do usłyszenia, wyłapał, że zaraz wejdą na górę - szlak i co my teraz zrobimy? - Podbiegając do dziewczyn wykrzykiwał szeptem - Nie wiem schowajmy się - dodała Joan, która wreszcie się odezwała Frank znalazł szafę, która była ulokowana na samym końcu pokoju. - Elize i Marry ukryjcie się tam Dziewczyny pobiegły do szafy i zamknęły ją za sobą tak cicho jak tylko umiały. Joan ukryła się pod stołem, Susan razem z Frankiem ukryli się pod starym łóżkiem, które znajdowało się przy oknie. Mężczyźni podeszli pod drabinę, na górę wszedł jeden i zorientował się, że ktoś tu był lub jest - Te mamy towarzystwo bo ktoś rozbił lustro i pali się świeca- krzyknął do kompanów stojących na dole. Zaświecił latarkę i zaczął przeglądać czy nikogo nie ma. Joan zamarła wiedziała, ze jest najbardziej widoczna ze wszystkich i to ją pierwszą złapią, chwilę później zaczęła jej dzwonić komórka, mimo prób zaciszenia i szybkiego wyłączenia, mężczyzna, który podchodził do szafy, usłyszał melodyjkę telefonu, zorientował się, że ktoś jest pod stołem - Wyłaź!, Wiem, że tam ktoś jest! Wyciągnął rękę i odsunął obrus, przed nim pojawiła się skulona dziewczyna -Wyłaź! Krzyknął ponownie Joan wyszła z niechęcią - No, no, co my tu mamy, ładna jesteś Rozbite kawałki lustra ponownie zaczynały wylewać kroplę krwi, które łączyły się. Frank nie wytrzymał złapał kij, który znalazł niedaleko łóżka i podbiegł do Joan kryjąc ja swoim ciałem. - Zostaw ją! - Zdenerwowany krzyknął Frank - O mamy i drugiego, dużo was jest jeszcze? - Nie twój interes!- Wymachując kijem -dodał Frank Susan nie wiedziała, co zrobić leżała pod łóżkiem i czekała jak to wszystko dalej się potoczy, bała się wyjść gdyż jej zagrażać niebezpieczeństwo. Elize i Marry siedząc w szafie usłyszały kroki jak mężczyzna dochodził do szafy, próbowały jak najdalej oddalić się od dziury, która była po środku pomiędzy drzwiami , kiedy odchodził oddetchneły z ulgą, jednak radość ich nie była długa, bo Joan została złapana i Frank ujawnił się, bały się, że gość może wrócić po nie. Joan przerażona zaczęła przekonywać, że nie wiedzieli, że ten domek jest zamieszkały. Mężczyzna podbiegł do Franka uderzając go w twarz latarką nim się zorientował już leżał na ziemi, światło z latarki zgasło, tylko świeca plunęła drobnym światłem, które dawało półmrok na otoczenie. Joan podbiegła do niego - Frank, nic ci nie jest? - Zapytała Frank leżał nieprzytomny z rana na skroni. - Coś ty mu zrobił?-Odwracając wzrok na sprawce Mężczyzna odwrócił się i szedł w stronę Joan, jednak ta zaczęła uciekać, niechcący potykając się o starą szafę, w której znajdowały się Elize i Marry, pod wpływem dużego uderzenia otworzyły się drzwiczki, dziewczyny były teraz widoczne zaczęły również biec i krzyczeć, niestety późna pora nie dawała szans na to, że ktoś je usłyszy. Frank ocknął się był już ranek światło próbowało przebić się przez zabite dechami okno. - Uuu, ale mnie łeb boli - powiedział sam do siebie rozglądając się Wokół niego panował istny chaos, przewrócony stół, szafa rozbita, nikogo nie było nawet, kiedy podszedł do łóżka tam tez nie odnalazł Susan, wiedział, że coś mogło im się stać zaczął intensywnie przeszukiwać kieszenie by znaleźć komórkę i zadzwonić do Joan czy udało jej się uciec, szybko wykręcił numer -Abonament czasowo niedostępny - usłyszał w słuchawce Telefon został wyłączony, więc postanowił, że dla pewności jeszcze pójdzie do jej domu zobaczyć czy jest, czy może zgubiła telefon, kiedy się szarpała. Podszedł do drabiny, schodzenie utrudniało nadal intensywny ból, na dole też było inaczej wszędzie były czerwone plamy, podszedł sprawdzić czy to krew, polizał jak w filmach i odkrył, że to krew, ale nie dawał takiej możliwości, że coś mogło się stać Joan i reszcie. Wyszedł z domu światło słońca oślepiło go, zaczął iść w stronę domu, po kilku minutach doszedł do drzwi Joan, nacisnął dzwonek i oczekiwałby Joan podeszła i powiedziała mu, że jakoś udało jej się uciec. Drzwi lekko zaczęły się otwierać, serce zaczęło bić, jednak wszystko prysło, kiedy w drzwiach stanęła jej matka - słucham, czego chciałeś - zapytała - czy jest może Joan? - Skąd ja mam to wiedzieć dopiero wróciłam przed chwilą z pracy - a mogłaby pani zobaczyć? - Poczekaj - kobieta zamknęła drzwi i udała się na piętro w celu sprawdzenia czy córka jeszcze śpi, po krótkiej chwili wróciła - nie nie ma jej - odpowiedziała zamykając drzwi Teraz Frank mógł zadzwonić na policję, wyjął telefon i wykręcił numer - Tu dyżurny komisariatu policji, w czym panu mogę pomóc? - Porwali mi dziewczynę i dwie koleżanki, chcę zgłosić porwanie! - Rozumiem, proszę jak najszybciej przyjechać na komisariat, musimy spisać protokół. - Dobrze będę za chwilę. Frank schował telefon a następnie pobiegł na posterunek by zgłosić porwanie Joan. Po przebiegnięciu kilku przecznic i parku doszedł do komisariatu policji, budynek był jak na służby prawne dosyć ubogi, mieścił się niedaleko szpitala. Już Frank chciał wejść do środka, kiedy zadzwonił mu telefon numer był zastrzeżony. - Halo? - - Frank proszę uratuj mnie - usłyszał głoś mówiony szeptem w słuchawce - To ty Joan? -Zapytał - tak, jesteśmy w jakimś pomieszczeniu - nic ci nie jest? - Nie raczej nie prócz tego, że nie wiem jak stąd wyjść, muszę kończyć ktoś idzie. Telefon zamilkł, Frank był wściekły na siebie, że wtedy nie wiele zrobił teraz wie, że Joan, Elize, Susan i Mary są w wielkim niebezpieczeństwie. Schował telefon i wszedł na komisariat, podszedł do okienka -Miałem się zgłosić, chodzi o porwanie gdzie ma m się udać, bo nie ma chwili do stracenia!- Na drzwi po lewej - podpowiedział policjant, który palcem pokazał drogę Frank udał się do pokoju, wszedł usiadł na krześle a następnie myślał, co teraz może dziać z dziewczynami, ile okropności muszą przeżywać, zamyślenia przerwały mu otwierające się drzwi. Frank wstał, w drzwiach stał detektyw, który zajmuje się podobnymi sprawami -dobra usiądź - rzekł detektyw - chciałbym zgłosić porwanie mojej koleżanki Joan Galligan ulica Green Hill 3/4, wczoraj, a w zasadzie to dziś uprowadził ją mężczyzna, bo my włamaliśmy się do domku by wywołać ducha, no i później odkryliśmy, że jednak jest zamieszkały, później dostałem cios latarką i tyle nie wiem gdzie jest Joan, ratujcie ja!- W krzyku zaczął rzucać papiery, które znajdowały się na biurku, - spokojnie, bo każę cię aresztować, a więc włamaliście się hmmm cóż wiesz dobrze, że zgłoszenie o zaginięciu dopiero przyjmiemy po 24 godzinach, więc, poczekaj może się zjawi. - Ale ona domnie dzwoniła i mówiła, że jest w jakimś strasznym pomieszczeniu! - Za 24 godziny dopiero mogę cokolwiek zrobić. -Co to ma być za policja, kiedy nie może pomóc w tak ważnej sprawie, czy wy wiecie, że one mogą zginąć? I co wtedy zrobicie zapewne nic!- Frankowi zaczęły łzy spływać po Poliku Frank zdenerwowany wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami, następnie udał się do wyjścia, kiedy ponownie zadzwonił telefon. - Chcesz jeszcze widzieć tą lalunie? Zapytał głos w słuchawce - jeśli coś jej zrobisz to.. To..To jak Boga kocham zajebie Cie!!- Spokojnie, nic jej nie będzie oczywiście, jeśli będziesz współpracował, idź do swojego domu tam znajdziesz kopertę, jeśli wykonasz zadanie twoja dziewczyna wraz z przyjaciółkami przeżyje, jeśli olejesz to no cóż będziesz miał na sumieniu kilka żyć. Sprawca wyłączył się Frank szybko pobiegł ile sił w nogach do domu, drzwi były otwarte sugerując, że ktoś tu był, poszedł do kuchni gdzie na stole leżała żółtawa koperta. Frank otworzył ja delikatnie w środku znajdował się list „Witam, jeśli to czytasz to już wiesz, że twoja Joan wraz z innymi są razem z nami i jeśli chcesz je spotkać je żywe musisz coś dla nas zrobić. 1. Jeśli powiadomisz policję: zginą! 2. Jeśli nie zrobisz tego, co chcemy: zgina! "A teraz zadanie Dziś koło 16 ma przyjechać samochód z Meksyku, w którym będzie 100 kg kokainy, masz ją dostarczyć, kiedy będziesz w samochodzie masz zadzwonić na numer Joan wtedy pokierujemy ciebie dalej, bo inaczej dziewczyny zgina, nie myśl, że jesteśmy na tyle głupi, że zostawiliśmy jakieś odciski palców na kopercie lub kartce“ Frank potargał kartkę, nie miał najmniejszej ochoty brać udział w przemycie, chwilę pomyślał, był tak wkurzony, że śmierć porywaczy tylko by go uspokoiła, postanowił, że wróci do tego domku, wziął pistolet, który ukrywał ojciec w metalowej szkatułce, wyszedł i biegnąc w stronę domku. Mężczyzna unieszkodliwił Elize, choć ta uciekała wywaliła się na twarz, kiedy to mężczyzna rzucił w nią coś ciężkiego, zawołał swoich kolegów, którzy weszli po drabinie, Frank nadal leżał nieprzytomnie, rozległ się pisk.Joan dostała w szczękę, po czym plunęła krwią i zemdlała, Susan siedziała pod łóżkiem jednak blask latarek, spowodował, że Susan stała się widoczna, nie pomogła ucieczka, bo nie było, dokąd. - Wyłaź - zawołał jeden Susan wyszła, chwile później już leżała na ziemi. W pokoju zrobiło się niezwykle zimno, światło świecy zgasło, latarki zaczęły mrugać, chwilę później usłyszeli przerażający śmiech - HAHAHAHAHAHA Mężczyźni nie przerazili się gdyż podejrzewali, że może być jeszcze jedna osoba w pokoju, zaczęli przeszukiwać jednak nikogo już nie znaleźli, kiedy zaczęli schodzić w oddali pojawiła się krew, po której szła ona. Jej Twarz była cała okaleczona włosy zwinięte w kucyk, oczy wydłubane zaś z jej brzucha wydobywała się krew, jeden z mężczyzn podbiegł do niej, chcąc jej pierw pomóc pytając czy jej nic nie jest, jednak ta znów zaczęła się śmiać, ten śmiech na tyle go wnerwiał, że chciał ją uderzyć drewnianą deską, jednak dziewczyna nie reagowała na ból, tylko szła swym przerywanym krokiem w stronę Joan śpiewając - „Moja zemsta, mój ból, znajdzie sprawce, znajdzie winowajcę, oczy wydłubując będę śmiać się, tańcząc, zabić muszę by odkupić duszę“ Po chwili jednak wróciła spojrzała swymi oczodołami na mężczyznę następnie dotknęła go,…