przyjazn · 9 min czytania
Zatracenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Zatracenie
„Nie zawsze Boskie zamiary są w zgodzie z tym, gdzie jesteśmy i co czujemy, ale jestem pewny, że On ma we wszystkim swój cel.” Paulo Coelho
Zabiłeś mnie.
Stoję nieruchomo na balkonie, próbuję opanować tabun nieuporządkowanych, nieuczesanych myśli. Przed oczami mam twoją skażoną twarz. A podobno przyjaciele nie odchodzą. Słyszysz? Sam mówiłeś, że nie odchodzą. Nie żyję. Istnieję tylko bezrozumnie, bezsensownie, z przyzwyczajenia, zatracona pomiędzy snem a rzeczywistością. Wczoraj odleciało w niepamięć, jest bez znaczenia, jest tak daleko ode mnie, że już go nie widzę, nie czuję, a otacza mnie ze wszystkich stron. Jutro przykryte mgłą, tracę widoczność, z wyciągniętymi rękoma próbuję wyczuć zakryte karty. Teraz - powinno być najważniejsze. Dla mnie nie ma teraz. Odebrałeś mi je.
Nie spalili Cię. Zakopali tylko w czarnej ziemi, przykryli kwiatami, postawili lampki, znicze.
Podobno każdy ma swoją parę skrzydeł. I aureolę. I uśpione pragnienie latania. Mnie odpadło skrzydło. Najpierw jedno, potem drugie zginęło gdzieś na dnie zagraconej szuflady. Szukałam ich długo i nawet święty Antoni nie pomógł. Poddałam się wreszcie. A potem był sen. Tak bardzo chciałam się obudzić. Tak bardzo. Chciałam tylko otworzyć oczy i zobaczyć twój szeroki uśmiech i ciepło bijące od twojej osoby. Chciałam tylko się obudzić. Przedzierałam się ciężko przez ten sen mając przed oczami mgłę i cień. Biegłam ku przebudzeniu, ku zwyczajności, ku rzeczywistości. Biegłam bez słów z nadzieją w sercu. Do celu. Na drodze zobaczyłam list. Podniosłam pomiętą kartkę, litery poświęcone łzami, trudne do odczytania, okazały się kolejnym kolcem w serce.
„A o te skrzydła się nie martw. Odrosną.”
Nie obudziłam się. To nie był sen. To nie był film. Tutaj nikt nie zmartwychwstaje. Wiatr rozwiał nieuczesane włosy, posklejane deszczem, a może łzami? „Parasol nie chroni od łez”- śpiewam sobie w myślach. Płacz. Płacz sobie. Wypłacz siebie. Z tej wysokości wszystko wydaje się być takie małe i bez znaczenia. Dziesięć pięter wystarczy, by zobaczyć cię jeszcze dzisiaj.
Część 22 / 2
Tego dnia byłam w twoim pokoju. Twoja mama mnie wpuściła. Ku memu zaskoczeniu nie zauważyłam porozrzucanych rzeczy po całej podłodze, łóżka pokrytego stosem książek, ani nawet bezwartościowych ulotek, które tak zawzięcie zbierasz. Zbierałeś. Nawet kurze były pościerane. Nie mogłam uwierzyć. Naprawdę. „Mikołaj nie jest już Mikołajem.”- pomyślałam wtedy, ale nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że słowa te są aż tak zgodne z prawdą. Podeszłam do okna, otworzyłam je i wzięłam głęboki oddech. Czułam się tak bardzo bezpiecznie i dobrze, jak nigdy. Usiadłam w twoim fotelu kulawym na jedną nogę i włączyłam płytę, której prawdopodobnie słuchałeś podczas śniadania, co zasugerowała mi plama z jajka na okładce. Bardzo przygnębiająca melodia, a i tekst nie nasuwał optymistycznych myśli. Na stoliku leżał jakiś zeszyt. Otworzyłam go. Na pierwszej stronie był wiersz:
nie poddam się nie boję się ognia znam już każdą nutę tej melodii tekst tego hymnu mam wyryty na ciele krew spływa nierównym torem mych myśli niewyprasowanych i czuję mroźny oddech białego niedźwiedzia czekam na jakąś reakcję
uwielbiam te dreszcze nadają smaku moim planom
bierze mnie ze sobą jestem związany przyklejony jestem jej częścią
odejdę pewnie szybciej niż zdoła przewidzieć odgłos nadjeżdżającego pociągu niebieski polarek, czarne oczy czerwonego nieszczęścia nie zatrzymają mnie tutaj
już mnie tu nie ma odszedłem z nią
Nie wiedziałam, że Mikołaj pisze wiersze. Zawsze pozował się na twardego faceta, który, szczerze mówiąc niewiele ma do powiedzenia, jest wewnętrznie pusty, a zamiast serca ma kilogram mułu. Nigdy nie dałam się na to nabrać i zawsze wiedziałam, że pomimo wszystko, jest to człowiek, który myśli. Zastanowiły mnie wersy tego wiersza, nie miałam pojęcia, co chodziło po głowie Mikołajowi. Kiedy tak myślałam nad tym, nagle wszedł do pokoju. Wyglądał inaczej niż zwykle. Miał czerwone oczy, bardzo zmęczony wyraz twarzy, i do tego na odległość dało się wyczuć ogólne zrezygnowanie i bezsilność. - Widzę, że posprzątałeś sobie pokój. Tylko tutaj jakieś resztki ze śniadania zostały.- powiedziałam pokazując na okładkę płyty. - Nnnooo.- zamruczał bardzo dobijającym…