Romans · 10 min czytania
zauroczenie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Skręciła i zaparkowała swoją yariskę tuż przy ogrodzeniu. Przekręciła kluczyk. Silnik zgasł. Westchnęła i opuściła klimatyzowane wnętrze swojego samochodu. Pomimo wieczoru powietrze lepiło się z gorąca. Zamknęła auto i rozglądnęła się wokół. Tylko jedno słowo nasuwało się jej na myśl „zadupie”, ale ładne „zadupie”. Tuż za asfaltową drogą w dół opadała upojna łąka obsypana polnymi kwiatami, za nią rósł gęsty iglasty las z wysoki drzewami, wydawało jej się, że czuje jego zapach, zapach żywicy. Słońce ostatnimi promieniami lizało brązowe, pozbawione na dole gałęzi pnie drzew. W przydrożnym rowie świerszcze grały pomimo upału. Spojrzała na jednopiętrowy dom za sobą. W popołudniowym świetle, z czerwonym dachem, drewnianymi okiennicami wyglądał uroczo i przytulnie. Za ogrodzeniem biegał wielki bernardyn. Jednym szczeknięciem poinformował gospodarzy, że mają gościa. – No wreszcie – od grupki osób krzątających się przy grillu oderwała się Ewa, podeszła do furtki i otworzyła ją. – Gustlika możesz się nie obawiać – podrapała wielkoluda za uchem. – To wielka, ciepła klucha. Nawet szczekać mu się nie chce. – Nie musi. Wystarczy na niego popatrzeć. Przepraszam, że tak późno, ale nie mogłam wyrwać się wcześniej z pracy, a chciałam dzisiaj wszystko pokończyć, żeby jutro mieć wolną sobotę. – Spokojnie, najważniejsze, że jesteś. Myślałam, że masz kłopoty z trafieniem tu. – Nietrudno trafić. Pięknie tu u ciebie. – O tej porze roku tak, a przy takiej pogodzie jak dziś, to… bajka – roześmiała się szczęśliwa. Podeszły do pozostałych gości. – Magda – przedstawiła koleżankę pozostałym. – Mojego męża znasz, to Marek i Kaśka – przedstawiła jej wysokiego blondyna i drobną blondynkę. – Kolega mojego Michała, Jarek i moje dwie przyjaciółki Aśka i Anka – pokazała jej przystojnego bruneta i dwie rudowłose chichoczące z czegoś dziewczyny, wyglądały jak siostry. – Gdzieś kręci się jeszcze Bartek, ale ten jak zwykle pojawia się i znika. – Mam nadzieję, że tym razem zostajesz u nas na noc, że nie przyjechałaś na pięć minut – rzekł Michał. – Muszę wrócić. Fafik został sam w domu. – Nie mogłaś go mamie podrzucić? – odezwała się zawiedziona Ewa. – Rodzice wyjechali wczoraj na wczasy. – Fakt, mówiłaś mi, zapomniałam. Czemu nie zabrałaś go ze sobą? – W te upały ledwo zipie, jakby nie patrzeć to już staruszek. – Mówię ci, że czas go uśpić. – Już przestań z tym usypianiem – upomniała męża Ewa. – Masz przepiękny ogród – rzekła rozglądając się dookoła. – Jakbym oglądała czasopismo o ogrodach. – To już nie moja zasługa, tylko Michała. – Wybudujesz się, też ci taki zaprojektuję – obiecał. – W najbliższej dziesięciolatce mi to nie grozi – zaśmiała się. – Obawiam się, że nawet w dwudziestopięciolatce. – Zawsze można wygrać w totka – pocieszał ją Jarek. – Nie z moim szczęściem. – Oo, Bartek się pojawił – Ewa spojrzała w najodleglejszy koniec ogrodu. – Widziałaś jaki botanik? – naigrywał się Michał. – Magda, przynieść ci coś z kuchni do picia? Mam zimne piwo w lodówce. – Wracam samochodem. – Acha, zapomniałam, to na co masz ochotę? – Masz zimny sok? – Mam, nawet własnej roboty, wiśniowy, co prawda nie z własnych wiśni, ale sama osobiście go zrobiłam. Zaraz ci przyniosę. Ewa weszła do domu. Magda spojrzała w stronę Bartka spacerującego z puszką piwa po ogrodzie. Trudno było go nie zauważyć nawet przy zapadającym zmroku. Koszula w krzykliwe kolorowe kwiaty, bermudy w mazaje równie krzykliwe, ale już w innej gamie kolorystycznej, do tego klapki japonki. Nic do siebie nie pasowało. Rozjaśnione przez słońce, trochę przydługie włosy opadały mu na oczy. Zmierzał wolno w stronę pozostałych. Spojrzał w ich kierunku i na chwilę powrócił do roślin. Była to krótka chwila. Spojrzał ponownie w stronę pozostałych, a konkretnie w stronę Magdy. Poczuła, że robi się jej jeszcze bardziej gorąco niż dotychczas. Odetchnęła głębiej, zaczęło brakować jej tchu. – Trzymaj – Ewa podała jej szklankę zimnego soku. – Dzięki – wyjąkała biorąc szklankę, zrobiła dużego łyka i zasyczała z bólu. – Cholera z zębami. – Nie pomogła ci ta pasta? – spytała zawiedziona Ewa. – Mówiłam ci, że na moje zęby nic nie działa. Nawet moja dentystka bezradnie rozłożyła ręce. – Mnie jak bolał ząb to wyrwałem – zaśmiał się Marek. – Stary dowcip, słyszę go na okrągło. – Zjadła bym coś – rzekła Ewa zaglądając na grilla. – Ty to byś tylko jadła. – Te szaszłyki nie dość, że apetycznie wyglądają to jeszcze zabójczo pachną. – Gdybym ci pozwolił zjadłabyś je surowe, chodzący układzie pokarmowy – podsumował Michał. Bartek usiadł na pieńku tuż za grillem i uporczywie wpatrywał się w Magdę. Nie spuściła wzroku pod jego spojrzeniem. Przyciągał ją jak magnez. Jak zahipnotyzowana patrzyła jak przechyla puszkę z piwem, a potem oblizuje wargi z piany. Pustą puszkę zgniótł i na chwilę odrywając od niej wzrok wrzucił do kartonowego pudła. Spojrzał na nią ponownie. Widząc jej wzrok uśmiechnął…