Inne · 6 min czytania
Zazdrosne wilki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Wracając ze spaceru po Czekoladowym Lesie, Pan Krasnoludek najbardziej uważa na wystające z koszyka fioletowe liście kapusty.
Jeśli coś im się stanie, jeśli spadną pomiędzy nieczułe żaby, to całą wycieczkę trzeba będzie zaczynać od zupełnego początku. Od nowa chodzić po zakamarkach pełnych chrząszczy, zazdroszczących mu krokodylich tańców z lodami i ślicznotkowych zachwytów nad arabską mandoliną. Wśród ich syków i pomruków znów musiałby szukać drogocennych kapuścianych liści i wybierać te najbardziej perfidne. A po zmroku nawet filigranowe różyczki nie oświecą mu drugi raz drogi kolcami.
Ale nie bój się, Pan Krasnoludek starannie dobiera kroki pomiędzy szeleszczącym bluszczem. Ostatecznie nawet chwiejna grobla kamienna, stanowiąca jedyne przejście przez balonową rzekę, nie jest dla niego żadną przeszkodą. Choć jeszcze osiemnaście jesieni temu, gdy nie był przyzwyczajony do bezbłędnego skakania po śliskich głazach, nieraz musiał wracać do Fioletowej Jaskini skąpany w obelżywej wodzie.
Teraz jednak bez przeszkód dochodzi do malinowych kolumn, na których wyrzeźbione są ich ulubione kramarki z pobliskiego miasteczka. Cztery razy tupie nogą, by pozbyć się pozostałości ze swej wycieczki. Dotyka figurek długim nosem, po czym wraz z magicznym koszykiem chowa się do wnętrza.
Wchodząc do rubinowego domku, Pan Krasnoludek rozgląda się starannie, czy w okolicy nie ma bezczelnych frytek, rozwścieczonych liści chrzanu ani Kury Wrednej. Gdyby były, na pewno chciałyby wśliznąć się do środka przez dziurkę od klucza, a tego trzeba unikać. Pani Krasnoludek nie mogłyby wtedy przyśnić się truskawki. Jest bardzo wrażliwa na niemiłe uwagi.
Część 22 / 2
Tuż po wejściu do środka, Pan Krasnoludek udaje się do kuchni i daje fioletowe liście wyuzdanym borsukom, które wyrabiają z nich czarodziejski krem. Następnie zdejmuje buty i czyści je sflaczałym krawatem wygnanego młynarza, a później zagląda przez okienko, patrząc na leżący na łóżku skarb.
Drobniutka istotka, z włosami rozwiewanymi przez wiatr każdej wiosny, a w zimie paląca liście tytoniu na oblodzonym tarasie. Od szesnastu jesieni śpi pod sufitem z żołędzi i nabiera sił. One są bardzo delikatne.
W odpowiednim czasie Pan Krasnoludek idzie do bzyczącej kuchni po fioletowy krem, badając dokładnie jego właściwości. To ostatnia chwila, żeby wrócić do Czekoladowego Lasu, bo potem nadchodzi pora malowania. Siada obok łóżka Pani Krasnoludek i delikatnym pędzelkiem z gołębich piór smaruje kremem jej paznokcie. Przecież nie można pozwolić, by wczorajszy krem się zeskrobał, a paznokcie były niezaspokojone. Wtedy również nici z truskawek.
Ona nieśmiało uśmiecha się przez sen. Daje mu znak, że teraz można podać szarlotkę z cynamonem na srebrzystej tacy. Wielką kozacką szablą ciętą na minimalne kawałki, a następnie cierpliwie podawaną przez specjalnie do tego