Przygoda · 5 min czytania
Zbędny Rycerz- częśc 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Za siedmioma pagórkami, za siedmioma strumykami i za siedmioma drzewkami, zupełnie niedawno temu, żył sobie dzielny rycerz. Był on zupełnie małym rycerzykiem, ale w środku miał bardzo wielkie serce. Pomagał on ludziom w potrzebie, często chodził do kościoła i nie zaniedbywał żadnych obowiązków. Był jednak niezupełnie szczęśliwy, bowiem miał jeden duży problem: bezrobocie. No bo po co komu w dzisiejszych czasach potrzebny jakiś stary, średniowieczny rycerz? Cóż może zdziałać tym swoim malutkim mieczykiem przeciwko bombie atomowej i karabinom maszynowym? Co może dać mu jego żelazna zbroja w starciu z opancerzonymi wozami bojowymi? Dzielny rycerzyk powoli stawał się nikomu nie potrzebnym Zbędnym Rycerzem. Mieszkał w mieście, a ludzie, którzy go mijali nie zwracali większej uwagi na jego zbroję. Jedni traktowali go jak powietrze, jednak niektórzy jak chorego psychicznie. Raz nawet ktoś zadzwonił po pogotowie. Zabrali go na psychiatrię. Udało mu się jakoś wymigać, ale sporo się namęczył, zanim go wypuścili. Na pożegnanie psychiatra spytał: -Po co ci to? Jesteś chyba ostatnim rycerzem w kraju, nie zastanawiałeś się nad porzuceniem zawodu? -Rycerzem zostaje się na całe życie-odpowiedział Zbędny Rycerz. Ta sytuacja przeważyła szalę. Rycerz postanowił opuścić miasto. Jeszcze tego dnia spakował się, wyczyścił zbroję i kupił trochę żywności na drogę. Potem wskoczył na swojego rączego rumaka i ruszył w nieznane. Zaraz po wyjechaniu z miasta, spotkał żebraka. Siedział przy drodze wynędzniały, odziany zaledwie w jakąś szmatę. Miał tylko jedną nogę, po drugiej pozostał tylko kikut. Był stary, włosy już dawno mu powypadały. -Cóż wam się stało, ojczulku? Czemu tu siedzicie, zamiast pójść poprosić gdzieś o chleb lub pracę?- Spytał Rycerz. -Nie mogę już iść, moja jedyna noga jest tak obolała i opuchnięta, że nie mogę jej dotknąć-odparł Żebrak-poszedłbym do najbliższej gospody, ale nie mam już sił… Rycerz ulitował się nad biednym. Nie mógł postąpić inaczej, w końcu był rycerzem. -Siadajcie do mnie na konia, dowiozę was do gospody. Jak powiedział, tak zrobił. Ze starcem na koniu dojechał do karczmy, która nie stała tak daleko. Gdy byli już na miejscu, pasażer zszedł z konia z pomocą Rycerza i powiedział: -Dzięki ci serdeczne, może jeszcze…