Inne · 6 min czytania
Zdarzyło się w czasach kiedy jeszcze żyłam
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiesz, zdarzyło mi się to w czasach kiedy jeszcze żyłam. Obudziłam się rano. Obudziły mnie promienie słońca padającego na twarz. I obudził budzik, który chwilę później zaczął grać. Taki radiowy budzik. Plastikowy. Właściwie nie zaczął grać, tylko usłyszałam nachalny głos spikera, który mówił, że dziś są moje imieniny. Ucieszyłam się. Promienie słońca, imieniny. Czułam się rześko. Całkiem przyjemnie. Uśmiechnęłam się do siebie albo do spikera, ale jego już nie było. Puścił piosenkę. Wstałam. W łazience zostawiłam wczoraj nienaganny porządek. W kuchni pozmywałam po sobie, chociaż nie lubię zmywania. Zawsze sobie powtarzam, że od tego jest zmywarka, ale zawsze zaraz potem zakręcam kran, przecieram do sucha filiżanki i wstawiam je na swoje miejsce. Weszłam do kuchni, usiadłam przy stole i pomyślałam, że skoro to imieniny, to może jakoś inaczej je spędzę. Może gdzieś się wybiorę? Może samotnie kino? Albo teatr? Tak jakoś sobie myślałam ubierając się odruchowo i odruchowo, jak co dzień wychodząc po pieczywo i prasę. Odruchowo kupiłam pięć kajzerek i odruchowo zaczęłam przeglądać gazetę i właściwie tylko przypadkiem otworzyłam na tej stronie. Złapałam za dużo kartek i otworzyłam na swoim własnym imieniu. Przez myśl mi przeszło, że to fajnie, że te moje imieniny są jakieś magiczne, ale zaraz potem mnie zatkało, bo obok imienia było też nazwisko. Moje własne nazwisko. Moje imię, moje nazwisko. A wszystko razem w zwyczajnej okolicznościowej klepsydrze! No tak, zatkało mnie. Stałam zatkana przez kilka minut. Stałam i czytałam w kółko, że rodzina i przyjaciele z przykrością zawiadamiają o przedwczesnej mojej własnej śmierci. Klepsydra wyglądała podobnie jak inne. Podobną jak inne czcionką była napisana. I podobnie jak w innych podano miejsce i czas pogrzebu. Nie. Nie byłam przerażona. Raczej totalnie zaskoczona. A jakbyś się czuł, jakbyś zobaczył coś takiego? No właśnie. Ale ja taka nie jestem. A przynajmniej tak mi się wydawało. Pomyślałam, że coś zrobię i zrobiłam. Po prostu tam pojechałam. Tak, na cmentarz. Pojechałam na cmentarz. Tak! Włożyłam czarne rzeczy, wyszłam z domu, wsiadałam do taksówki i pół godziny później stałam nad moim własnym grobem. Właśnie mnie spuszczali. Piękny widok. Jedni płaczą, inni wrzucają pojedyncze róże. To naprawdę było urocze. Pomyślałam, że może lepiej by wyglądało, gdyby to nie były moje imieniny tylko urodziny, ale stwierdziłam, że się czepiam. Może i zwariowałam. Ale powiem ci, że dalej było jeszcze lepiej. Podeszłam do mamy. To musiała być mama, bo najbardziej płakała. Złożyłam jej kondolencje. Potem podeszłam do męża. Nie. Nie miałam dzieci. Złożyłam kondolencje reszcie rodziny i już chciałam iść, ale oni powiedzieli, że zapraszają mnie na stypę. Tak, na stypę. No na stypę! Oczywiście, że poszłam! Poznałam całą rodzinę. Rozmawiałam z nimi przez kilka godzin. Nie, nie…