Rodzina · 3 min czytania
żegnaj Mamo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudzimy się wtuleni w południe lata, gorących ramionach, pachnących matczynie. Na końcu świata staniemy razem, ty mamo i ja, my. Tamte chwile, gdy śmiech twój rozbrzmiewał, słowa pieszczotą do snu tuliły… zamilkły. Ktoś stłumił go szybko i poszybował w otchłań nicości. Na wielkiej łące spotkamy się znowu by zapomnieć dni, w których ktoś postanowił rozdzielić nas kłótnią, nieporozumieniami, progiem śmierci. Tamten świat pozostał ciepły i drżący, zatrzymał się na chwilę w pamięci i zaczął odjeżdżać jak autobus, w obłoku kurzu jeszcze widzę go… lub mi się wydaje. Wszystko będzie takie nowe, a jednak skądś znane, bardzo znajome, bliskie. Będziemy jak dawniej… Twój śmiech, Twoje przyjazne ramiona, za którymi płynęły słone rzeki, gdy znikły na chwilę. Wszystko będzie takie pierwsze, w podziękowaniu za trudy urodzenia, chwili na wychowanie strasznie skróconej przez Boga, za trudy śmierci i jej pokorne przyjęcie. Krew taka gęsta zastygła niczym lawa, stanęła w miejscu kończąc swą misję. Tobie tak wdzięczna jestem za to co dałaś i czego ja nie zrozumiałam, a gdy pojęłam było za późno… nie powiedziałam, nie zdążyłam, Ty odeszłaś. Z Tobą bezpieczna byłam, skrzydła twe zniknęły, już mnie nie chronią przed nawałem świata, który przytłoczył mnie, na ratunek za późno. A nad nami dmuchawce rozsiewają swe nasiona płynąc hen w świat. Nad nami latawce, te które niegdyś