Komedia · 7 min czytania
Zelda
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dawno,dawno temu żyła sobie dziewczynka imieniem Zelda. Żyła sobie spokojnie w małej chatce na bagnach. Codziennie przepływała przez nie swoim małym, czerwonym kajaczkiem, ażeby dostać sie do szkoły. Choć na bagnach była szczęśliwa i cieszyła sie życiem, to w szkole - wśród przyjaciół i wulgarnych kolegów - stawała sie smutna, melancholijna i taka jakby nieobecna. Sama nie wiedziała co ją przygnębia.
Pewnego pięknego, słonecznego dnia odkryła internet. Wracała sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic, ze sklepu z gumowymi gadżetami gdy nagle, zupełnie niespodziewanie, zza krzaków wyskoczył olbrzymi fioletowy upiór na wpół zżarty przez mole. Wysyczał śmiertelnie poważnie: - BU. A gdy Zelda nie zwracając na niego najmniejszej uwagi zaczęła spokojnie popijać drobnymi łyczkami trunek spoczywający w butelce,owiniętej papierową torbą dodał: - Jestem Net. Internet. Wzruszyła ramionami i poszła dalej. Ale Internet nie dawał za wygraną. - Wiem, że chcesz sie ze mną połączyć ! - krzyczał za jej plecami.Lecz Zelda olała go zupełnie i poszła do znajdującego sie na leśnej polance szaletu publicznego. "Ponoć tam olewa sie najlepiej" - pomyślała dziewczynka. Już przy drzwiach natknęła sie na przemiłą starszą panią: - Czego?! Nie widać, ze sie tu pracuje?? Tyle musze sprzatac przez wasze cuchnące wydaliny jelit! Mam tego dość! Zelda uśmiechnęła sie szeroko. Jej niewielkie zielone ząbki połyskiwały w świetle miotacza ognia który właśnie przyszedł załatwić swoją fizjologiczną potrzebę.Już zamierzała wejść sobie spokojnie do kabiny, gdy nagle pojawił sie ON. Stał sobie w progu i romantycznie trzepotał papierem toaletowym. - Nie potrzebujesz może? - zapytał życzliwie. Wydał jej sie taki opiekuńczy.Urwała swoimi zielonymi ząbkami kawałek srajtaśmy i pomyślała ..."Jakie to romantyczne.." Niestety nie zauważyła, że razem z papierem urwała lewą ręke ukochanemu. Krew bryznęła na ściane, drzwi od kabiny, srajtaśmę, jego twarz, zgasiła miotacz płomieni i doprowadziła do wściekłośći przemiłą starszą panią poznaną juz wyżej. Babcia klozetowa (takie było jej miano) wyjęła średniej wielkości nóż kuchenny i z niekłamaną radością podeszła porozmawiać. Na szczęście Zelda jak zwykle miała przy sobie swoją Berette 92F (kaliber 9mm), która jest nieodzowna podczas przerw w gimnazjum. Zaczęły rozmawiać. Po paru ploteczkach pani odeszła w zapomnienie. Zelda wreszcie mogła olać Internet. Weszła sobie spokojnie do kabiny, lecz nagle zauważyła że na miejscu sedesu leży sobie mały obleśny PanDalec z rachunkiem od tepsy. - Jest pani winna Telekomunikacji Polskiej 289,99zł za połączenia z internetem..Koszt naliczonych impulsów wyniósł 290zł, ale jest promocja, 1 grosz gratis - wyrzucił jednym tchem. - JA SIE NIE ŁĄCZE Z INTERNETEM ! WŁAŚNIE ZAMIERZAŁAM GO OLAĆ ! TO JAKAŚ WSTRĘTNA MANIPULACJA !! NE ZAPŁACE !! - Zelda z krzykiem wybiegła z toalety. Biegła, biegła, biegła .. Aż stanęła twarzą w twarz z księdzem Krzysztofem. Przeraziła sie do tego stopnia że prawie upuściłaby Berette 92F (kaliber 9mm), ale na szczęście nic takiego sie nie stało - ciągle dzierżyla ją w zakrwawionej dłoni.…