Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

Zima

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Buty zapadały się w śliską ziarnistość mieszanki piasku i śniegu, mającej kolor zimnej, gorzkiej kawy z mlekiem.. Powietrze pachniało charakterystycznym kwaśnym dymem węgla drzewnego, ulubionego opału właścicieli pobliskich domów. Jego kłęby zasnuwały przestrzeń, tworząc wrażenie duszącej mgły. Głośny, metaliczny pisk hamującego pociągu gwałtem rozciął eter, na kilka sekund zagłuszając powszedni gwar ulicy. Zaniknął równy, szumiący odgłos samochodowych silników, jakby wszystko przystanęło zaskoczone tym dźwiękowym aktem przemocy. Spojrzałam w kierunku źródła zamieszania. Wyblakła, zielona maszyna z rudymi plamami rdzy, wtoczyła się na peron, desperacko usiłując zachować choć cień dawnej świetności. Sylwetką przesłoniła szare ludzkie postacie, stłoczone grupkami na betonowej płycie, na której w równych odstępach usypano brudnoszare górki śniegu. Obok mnie przez śniegowe błoto brnęła Basia. Butelkowo-zielona, wełniana czapka, co chwilę zsuwała się jej na oczy. Poprawiała ją szybkim nerwowym ruchem. Na rękach trzymała moją córkę. Zaczepny róż dziecięcej kurtki odcinał się kontrastem od melancholijnej szarzyzny. Cienki radosny głos tchnął życiem w mechanicznej martwocie poranka. Basia z wyraźną przyjemnością słuchała dziecięcej opowieści. Doszłyśmy do okrytego przezroczystą-mleczną kopułą pleksi wejścia do tunelu. Zalegający na niej śnieg sprawiał, że przestrzeń przed nami wydawała się ciemniejsza niż zwykle. Kamienne, wąskie schody były zbyt śliskie, aby spróbować zejść nimi bez pomocy poręczy. Przez chwilę skupiłam uwagę na czarno-czerwonej podróżnej torbie, którą niosłam w ręku. Jak to możliwe, że moja przyjaciółka w tak niewielkiej kubaturze brezentu zdołała…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%