Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Zbrodnia · 8 min czytania

Złapać słońce raju

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Słońce wisiało nad horyzontem, oświetlało parkową ścieżkę. Drzewa rzucały długie cienie zamieniając chodnik w pasiastą drogę. Można było dostrzec krople rosy, które otulały zieloną trawę. Chłodny wiatr trącał liście. W tle rysowały się kontury gór, a różowe chmury oplątały niebo.

*

Mieszkam tu od dawna, przeprowadziłam się w trzeciej klasie podstawówki. Minęło już ponad 15 lat. Nie pamiętam już starego domu, po tamtych miejscach pozostali tylko przyjaciele, którzy i tak odzywają się raz na jakiś czas. Zapominają, tak po prostu. Nie łapią słońca. Praca - która zajmuje większość ich życia - wykańcza. Ich marzenia gdzieś zniknęły, ukryły się daleko i nie chcą wyjść, pokazać się. Tu tak nie jest. Marzenia możesz połączyć z pracą, pasję z działalnością. Chociaż nie do końca można to nazwać pracą, raczej uczynkiem. Pomagasz, dajesz i nie oczekujesz niczego w zamian. Do spełnienia wystarczy Ci szczęście innych.

Moi rodzice przeprowadzili się beze mnie, od tamtej pory jest przy mnie dziadek. Opiekuje się mną cały czas, jakbym była jego oczkiem w głowie. Z całej rodziny tylko ja jestem blisko niego. Z nikim nie utrzymuje kontaktu. Może z przypadku, może z wyboru. Nie chciałam z nim o tym rozmawiać, nie chciałam mu sprawiać przykrości. Może ciężko w to uwierzyć, ale dziadek mieszka tu tylko kilka lat dłużej ode mnie. Kocha to miejsce, nie ma tu dylematów. Żałuje tylko jednego, że reszta rodziny nie jest z nami, że nie mogą zaznać tego szczęścia i błogostanu.

Dziadek jest wspaniały. Kocham jego opowieści, te o wojnie, o jego pierwszej miłości, o zabawach z kolegami. Zupełnie inny świat. Ja rzadko sięgam do swojego dzieciństwa. Na chwilę obecną wspominam tylko podstawówkę i zabawę na szkolnych korytarzach. Mimo, że tak szybko się przeprowadziłam, pamiętam to jakby było wczoraj. Grupka dzieci siedząca w kółeczku i grająca w kapsle. Teraz jest podobnie. Dziadek nauczył mnie grać w szachy. Każdego wieczoru przysiadamy do stołu i popijając zieloną herbatę wciągamy się w rozrywkę. Prawie zawsze daje mi wygrywać, tak było od kiedy pojęłam tą cieżką sztukę. Dziadek jest kochany, najlepszy na świecie.

Nie wiem dlaczego musiałam się przeprowadzić, pytałam o to wiele razy, ale nikt nie chciał udzielić odpowiedzi.

Razem z dziadkiem mieszkamy w dużej chatce z drewnianej beli. Nasz ganek mieści 2 fotele i stół między nimi. Uwielbiam tu spędzać czas rankiem, piękno wschodzącego słońca pozytywnie na mnie wpływa. Czuję się wtedy wolno, chociaż coś mnie gryzie. Po przejściu przez wielkie orzechowe drzwi pierwsze co rzuca się w oczy to schody prowadzące na piętro. Po prawej stronie wzrok przykuwa kamienny kominek, w którym zawsze żarzy się ogień. Przed nim stoi kanapa z futrzanym okryciem, a pod drewnianym oknem, otulonym białymi zasłonami, stół do gry w szachy. Po lewej stronie schodów można dostrzec zarys kuchennych blatów, kuchenki i lodówki. Szafki były pięknie zdobione i pokrywał je granitowy blat. Kuchenka i lodówka były proste, wręcz klasyczne, ich widok przenosił człowieka wstecz, do lat 50. Przed kuchnią stał jasny stół z sześcioma krzesłami. Pasował kolorystycznie do szafek. Krzesła były w tym samym kolorze, obite na oparciu i siedzeniu brązowym, miękkim materiałem. Łazienka znajdowała się pod schodami. Na górze były dwa pokoje: mój i dziadka. W swoim miałam ogromne łóżko zakończone szarymi deskami. Przykrywała je kołdra z puchu, powleczona w białą z wyszydełkowanym wzorem, pościel. Obok łóżka stoi mała szara komoda z nocną lampką i przedwojennym zegarkiem. Naprzeciw znajduje się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%