Akcja · 5 min czytania
Zlecenie. rozdział 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 5
Ostatecznie Sharp zgodził się na proponowane spotkanie. Myślał, że mówiąc to oficjalnie, prosto w oczy, będzie łatwiej mu rzucić tą robotę. Pojechał do wskazanego biura. Na miejscu się zdziwił – nie spodziewał się, że siedziba jego zleceniodawców przypomina pod wszystkimi względami zwykły biurowiec. Od razu przy budynku przywitał go osobnik w którym po głosie poznał zleceniodawcę. Ten zaś przywitał Sharpa jak starego znajomego. Do pokoju, gdzie zaprosił go zaprosił weszła sekretarka i spytała się: -Kawy? Herbaty? Jakiegoś alkoholu? – mimo nachalności, jednak była dość uprzejma. -Kawy – odpowiedział. Sekretarka poszła i obaj usiedli na fotelach. Po chwili tamten zaczął wymieniać pozytywy jakie przyniosły jego zabójstwa, ile to dzięki nim oficjalna część firmy więcej zarobiła, i podobne bzdury, które nie zainteresowałyby nikogo poza księgowymi. Tymczasem Sharp nie był wcale z tamtych zabójstw zadowolony, traktował je jako konieczność. Nie zauważył, że tamten traktował go jako dobrego, ale zwykłego pracownika, który nie powinien odmawiać szefostwu. Dopiero gdy ten powiedział: -Słuchaj. Jeszcze dzisiaj załatwisz jedno nasze zlecenie - to dopiero Sharp zrozumiał jak był traktowany. Nie był tym w sumie zaskoczony, ale mimo to była to igła skierowana w jego dumę. Miał to przecież rzucić. Chciał właśnie o tym powiedzieć, gdy jego rozmówca znowu zaczął mówić: -Dowiedzieliśmy się że wczoraj do Moskwy przyleciała pewna ...no, osoba, która zawadza naszym interesom. Nawet była na tym przyjęciu, na którym zlikwidowałeś Nieczajewa. Szkoda, że o tym nie wiedzieliśmy, mógłbyś od razu ją sprzątnąć. To tajna agentka CIA. Podał mu w tym momencie zdjęcie. To była ta, którą poznał w Paryżu a niedawno z nią rozmawiał. I wtedy powiedział to co od dawna chciał wprost wykrzyczeć. -Nie. Kończę z tym. Jego rozmówca był wyraźnie zaskoczony. -Jak to nie? Nam się nie odmawia...Nie można! Dyszał ze złości. Podbiegli jego ochroniarze. Szybko się orientując w sytuacji. Wtedy zaczęła się walka. Jeden przeciwko trzem. Jednak Sharp był znakomitym strzelcem. Pierwszy przeciwnik – dawny zleceniodawca – zginął, ledwo wyciągnąwszy broń. Uderzył ciałem o biurko, po czym padł na ziemię. Dwóch pozostałych – jego ochroniarzy - wyciągnęło swoje pistolety i zaczęło strzelać. Pierwszy z nich dostał szybko postrzał