Inne · 7 min czytania
Złodziejka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
październik 2001
- Idziesz, czy nie? - zapytała Ewa. - Idę, idę! - odkrzyknęła Maja, dokończyła wiązać buta i dogoniła przyjaciółkę. Razem weszły do sklepu spożywczego, znajdującego się w centrum wsi, niedaleko ich szkoły, gdzie chodziły do czwartej klasy szkoły podstawowej. Maja natychmiast zauważyła, że ekspedientka siedzi na zapleczu. Bez wahania podeszła do lady z batonami i wsadziła pierwszego lepszego do kieszeni. Dopiero później zobaczy, że był to chrupiący, czekoladowy „Lion”. Trochę drżały jej ręce, ale starała się o tym nie myśleć, a skupić się na zadaniu. Oh, jak ona uwielbiała słodycze! Pani Kurowska wyszła z zaplecza. Ewa podeszła do niej i zaczęła wypytywać o różne rzeczy. Maja udawała, że nie może się zdecydować, co by tu kupić. Podeszła do półki z chipsami, uznała jednak, że to byłoby zbyt ryzykowne. Tak samo jak zerkanie co sekundę na sprzedawczynię, czego Maja również starała się za wszelką cenę unikać. Wróciła do poprzedniego miejsca, podczas gdy pani Kurowska poszła na zaplecze sprawdzić cenę produktu, o który zapytała Ewa. Po chwili stała obok przyjaciółki z lizakiem w ręce. - Poproszę lizaka. - Uśmiechnęła się do sprzedawczyni i położyła kilka drobniaków na ladzie. - To będzie 20 groszy. Proszę resztę. Dziękuje. Do widzenia! - Niczego nieświadoma ekspedientka wydała resztę dwóm swoim stałym, młodym klientkom i pożegnała ich uśmiechem. Dziewczynki zbiegły w podskokach ze schodów, Maja okręciła się wkoło. - Udało się! - wyszeptała uradowana, bojąc się, czy aby pani Kurowska nie wyjdzie jednak za nimi, aby je śledzić. - Co masz? Ewa wyciągnęła z kieszeni paczkę” M&M-ów”, „Snickersa” i orzechowe drażetki. Maja pokazała „Liona”, paczkę „Skittles” i „Tik-Taki”. Wyszczerzyły zęby w uśmiechu i z radością poszły do szkoły. Maja cieszyła się z dzisiejszego rabunku. Słodycze dadzą jej energię na przetrwanie kolejnego deszczowego dnia, i to w dodatku spędzonego w szkole. Maja nie lubiła się uczyć, obawiała się zwłaszcza matematyki, a raczej ich srogiej nauczycielki pani Mleczko, która krzyczała na nią, ilekroć czegoś nie rozumiała. A nie rozumiała często. W szkole natychmiast otworzyła paczkę Skittlesów i zaczęła zajadać ze smakiem. Wtem usłyszała, że ktoś ją woła. Spojrzała pytająco na Marlenę. - Gdzie kupiłaś te cukierki? - zapytała. - Na dole, w sklepie. - A dużo kosztowały? - Ile kosztowały? - powtórzyła głupio Maja. Dopiero teraz spostrzegła Ewę siedzącą obok dziewczyn. Chyba im niczego nie powiedziała? - Nie pamiętam, chyba nie dużo. - Maja wzruszyła ramionami i odwróciła się w drugą stronę. Serce biło jej szybciej niż powinno, ale nie mogła pokazać po sobie, jak bardzo zdenerwowały ją pytania koleżanki. Nie, to nie możliwe, aby Ewa cokolwiek powiedziała. Były w końcu przyjaciółkami, zresztą ona też ukradła kilka rzeczy, więc nie tylko ja miałabym kłopoty, myślała Maja. A jeśli jednak coś powiedziała? Krzywy uśmieszek Marleny mówił sam za siebie... Nie uwierzyła mi. Ona wie, Ewa jej powiedziała, że to ukradłam. Maja jednak nie odezwała się więcej ani słowem, aż w końcu zapomniała o całym zdarzeniu.
*
- Ale gorąco! - jęknęła Sara. Ewa jej zawtórowała, Maja zdobyła się tylko na lekkie skinienie głową. Pot lał…