Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 7 min czytania

Zmysł wzroku

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zmysł wzroku

Była kompletnie ślepa. Nie zorientowałem się od razu, że poruszające się nerwowo źrenice nie skupiają światła, nie reagują na nie. Była niewidoma, pozbawiona jednego z najważniejszych zmysłów. Dla mnie oznaczało to przewagę. Zbiegłem na dół po schodach, pewien, że nie zdoła pokonać trzech pięter z taką szybkością jak ja. Nie ma szans dogonić mnie w tych okolicznościach (okoliczności - czyli kręte schody i moja decyzja, że zbiegnę po nich co sił w nogach). Pokonując kilka ostatnich stopni, zwolniłem uspokojony. Przystanąłem na parterze, zgiąłem się wpół i oparłem dłonie nad kolanami. Chciwie łykałem powietrze, próbując się opanować przed wyjściem na ulicę. Nie wiem dlaczego przyszło mi to do głowy, ale uznałem, że lepiej nie zwracać na siebie uwagi nienaturalnym zachowaniem. Nigdy nie wiadomo, kogo się spotka przemierzając osiedlowe chodniki. Cały czas miałem wrażenie, że jeśli ktoś mnie dostrzeże w bardziej lub mniej bezosobowym tłumie, doniesie na mnie, a wolałem nie narażać się na bliskie spotkanie jej po raz drugi. Nawet nie pamiętam o co właściwie chodziło. Nigdy nie byłem wzorem do naśladowania, ani pod względem ogólnoludzkim czy tzw. społecznym, ani, tym bardziej, prywatnym. Już jakoś tak się stało, że miałem własny kompas moralny, tak mi się wydawało, i używałem go dość swobodnie, czasem, gdy było mi z tym wygodnie, wrzucałem go gdzieś na dno szuflady, by znów wydobyć stamtąd w dogodnej chwili. Albo i nie. No cóż, nie będę się z tego tłumaczył, nie ma to najmniejszego sensu. Niemniej jednak zdawało się, że żyłem tak jak większość ludzi – ja przynajmniej nie dostrzegałem między nimi a mną wyraźniej różnicy. Ktoś jednak widocznie uważał inaczej. I w taki oto sposób odnalazła mnie ona – by nie opuścić już odtąd, śledzić mnie na każdym kroku, prześladować w dzień i w nocy. Było to uciążliwe, doprawdy. Wymagało ode mnie cierpliwości i dystansu. Nie jestem pewien czego od niej. Nie do końca rozumiem zasady według jakich funkcjonowała, ani tego czym się w zasadzie zajmuje, celu jej egzystencji, poszukiwania takich jak ja (jak ja? Może zupełnie innych, może to głupia pomyłka, co ja w ogóle widziałem?). Mam tylko niejasne przeczucie, że jest tu z mojego powodu. Jej twarz się zmienia. Raz jest szarym i beznamiętnym obliczem starszej kobiety, to znów rumianą buzią małej dziewczynki, która bawiąc się beztrosko – dajmy na to – skacząc na skakance, naraz zatrzymuje się, tężeje – jakby czegoś nasłuchiwała. Jej oczy robią się wtedy wielkie, ciemnie i właśnie niewidzące. Ręce naprężają się by w przezroczystym powietrzu dokonywać pierwszych prób zaciskania ma wyimaginowanej krtani. Jeszcze tym razem jest ona wyimaginowana, to tylko fantom. Jak będzie jutro? Miałem jak najgorsze przeczucia. Mimo wszystko starałem się żyć względnie normalnie. Wstawałem przed południem, z beztroskim pragnieniem zapalenia pierwszej fajki. Przechadzając się po mieszkaniu przyglądałem się porzuconemu wieczorem (lub nad ranem) bałaganowi, marząc nieśmiało o nieopatrznie wetkniętej miedzy pozostałe butelki i puszki tej, która się jakimś cudem uchowała nie otwarta. Jeśli nic nie znalazłem – zapalałem drugiego papierosa, próbując przetrwać pierwsze fale lekkich mdłości (zdarzały się przecież o wiele gorsze), ból głowy i oczu (te również mogły być silniejsze, wiem, jakby to wyjaśnić – z własnego doświadczenia). Ok.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Zmysł wzroku — czytnik · opowiadania