Fantasy · 6 min czytania
Życie po śmierci (część 5)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Wiecie kim on jest? – skupiłam się na wysłaniu obrazu do ich pysków. Gdy obaj zaskomlili, domyśliłam się, że wiedzą. -To Wielki Książę. On jedyny posiada jeszcze człowieczeństwo. Mimo iż jest członkiem Retywu, chce go zniszczyć. Mniemam także, że to jest twój przyszły małżonek. – odpowiedział sztywno Matt. -Dlaczego teraz?! Miałem takie ambitne plany co do niej! – wykrzyknął Damien w swoich myślach. -Jeżeli sądzisz, że cię nie słyszałam, to mylisz się. – prychnęłam do jego myśli. – Jednak uważam ,że to było troszeczkę, jeszcze raz powtarzam, troszeczkę słodkie. – szczeknęłam, czyli zaśmiałam się. Nagle przed nas wyskoczyło pięć wilków. Cztery miały brązowe futro,a jeden z nich był mieszany brąz zlewał się z szarością tworząc nieprawdopodobny efekt. Kiedy brązowo-szary przemieszczał się do nas, brązowi stąpali po jego bokach. Dwaj z przodu i dwaj z tyłu. Czułam, że lepiej będzie dla nas, jak nie będziemy próbowali uciekać. -Pokłońcie mi się! – zagrzmiał mentalny głos brązowo-szarego. Gdy odwróciłam pysk w stronę Damiena, zobaczyłam jak jego łapy same się uginają. Próbował je wyprostować, ale nie udawało mu się to. Wczułam się w swoje wnętrze, jednak nie odczuwałam przygniatającej siły, więc stałam dumnie. – Kim ty jesteś, że mi się nie kłaniasz?! – wrzasnął brązowo-szary. -Jestem..eee…kurczę, jak to było? Kurwa, no.. A! Jestem Narimi! – użyła swego władczego tonu. Zauważyła, że łapy brązowo-szarego się zginają jednak nie pokłonił się w pełni. Usłyszała także aprobatę ze strony strażników brązowo-szarego. Mimo, że się pokłonili, widzieli całe zajście. -O, Pani! Nie rób nam krzywdy! – powiedzieli chórem do jej myśli skomląc. -Nic wam nie zrobię. Powstańcie, mówię. –brązowo-szary stanął dumnie uważając, że jego „ochroniarze” nie zauważyli całego zajścia. Wydawało mi się, jakby jego potomek był pawiem. Pięknym i dumnym. Pięknym?! Co ja plotę? On jest jakimś zasranym egoistą z większą mocą niż inni, ale mniejszą niż moja. -Widzę, że mam do czynienia z przyszłą Zbawicielką. Czy mógłbym z Tobą pomówić na osobności? – zapytał chytrze szaro-brązowy. Usłyszałam jak za moimi plecami warczy Damien, ale gdy tylko odwróciłam się, zamilkł. – Chodźmy tam. – wskazał łbem miejsce i pobiegł w krzaki. O dziwo jego świta nie ruszyła się ani o krok, by pójść ze swym panem. -Szybko, czego chcesz. – pośpieszałam go. On jednak namyślał się wolno, chcąc się ze mną podrażnić. – No już, nie mam czasu! -Wiem kim ty jesteś, ale ty nie wiesz, kim ja. Jestem Wielki Książę. Twój przyszły małżonek. – odpowiedział z dumą. – Byłoby miło, gdybym mógł zobaczyć cię w ludzkiej skórze. – dodał i przemienił się momentalnie w człowieka. Pomyślałam, że skoro ten dupek to umie, to ja tym bardziej. Skoncentrowałam się na moim człowieczeństwie. Już po chwili stałam na dwóch nogach ubrana w ulubioną…