Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 4 min czytania

Życie wieczne

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Życie wieczne

Zachodzące słońce nakładało na niebo, niczym wybitny malarz na płótno, najróżniejsze barwy. Zaczęło od gorących czerwieni, przeszło przez zdecydowane pomarańcze, a zakończyło na chłodnych fioletach i delikatnych różach. Pojedyncze, postrzępione chmury tworzyły na sklepieniu finezyjne figury. Promienie uciekającego za horyzont Heliosa resztkami swego trwania padały jeszcze na pewne drzewo. Potężny pomnik natury, nieznanego gatunku, stojący monumentalnie na szczycie wzgórza i górujący nad otaczającymi wzniesienie dolinami. Porastająca niziny łąka traciła o tej porze dnia swą żywą zieleń na korzyść uspokajającej żółci. Trawa targana zachodnim wiatrem kłaniała się rosnącemu na wzgórzu władcy tutejszej flory. Drzewo zaprawdę godne było pokłonu. Pień miało tak szeroki, że do objęcia go należałoby zwołać dwa razy po dziesięciu ludzi, a gdyby złapali się za ręce, chcąc utworzyć krąg wokół niego, ostatni z ledwością zapiąłby taką klamrę. Wysokość mitycznej rośliny również zachwycała. Wyrosła ona tak niesamowicie, jakby w ciągu dnia chciała dotknąć słońca, a w nocy pragnęła bliskości księżyca. Stojąc u jej stóp, uplecionych z tłustych, pełznących po ziemi korzeni i patrząc w górę, można by zacząć się zastanawiać, czy istnieje na tym świecie drabina, która sięgałaby choćby najbliższych ziemi konarów. Każdy zaś konar sam gruby był jak drzewo, a i wydawał też pokaźną ilość pomniejszych gałęzi. Liść się zielenił na każdej z nich, przytłumiony może trochę z wieczora przez mniej soczyste kolory. Między tymi szmaragdowymi płatkami

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Życie wieczne — czytnik · opowiadania