Wróć do katalogu

4.Ucieczka

:)

Chantico, opublikowano , 30 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rycerz Adam szedł powoli, uważnie obserwując okolicę. Im bliżej znajdował się karczmy, stawał się coraz czujniejszy. Stawiał kroki uważnie, jakby bał się, że zostanie przyłapany przez kogokolwiek. Nadaremno- muzyka dochodząca z tawerny zagłuszała jego kroki tak skutecznie, jak tylko mógł sobie wymarzyć. Nie czuł nawet przenikliwie zimnego wiatru- nienawiść do Radomira podgrzewała mu krew w żyłach do tego stopnia, że nie potrafił skupić się na niczym innym. Paliła, piekła, nie dawała o sobie zapomnieć, wyrzucić się z pamięci. “I co teraz?” zadawał sobie pytanie. Ktoś wewnątrz odpowiedział “Jak to co, jesteś tu, podjąłeś misję”. Ktoś inny- “Zdradziłeś przyjaciela”. To ostatnie odbiło się w jego głowie głuchym echem, wracając kilka razy. Adam upadł na kolana i złapał się mocno za głowę. Głosy ucichły, a wyrzuty sumienia ustąpiły miejsca przerażeniu. Bezsilność dała się rycerzowi we znaki. Co miał zrobić? Wbiec do tawerny, krzyknąć “Z rozkazu króla...!” (dalej formułka ułożyłaby się sama) , wyciągnąć miecz, spojrzeć na Piotra... Właśnie. Jak teraz spojrzy przyjacielowi w oczy? Z resztą- “przyjacielowi”. Piękne słowo. Adam prychnął. “Przyjaciel”, który uciekł kilka dni temu i nic nie powiedział. Rozsądek jednak podpowiadał mu, że kto jak kto, ale Piotrek (ten Piotrek!), którego znał od dziecka, nie mógł zrobić nic głupiego. Nie on. “Nic głupiego? Ależ Adasiu, nie pamiętasz, jak Rogal zbił piękne lustro, które dostała świętej pamięci królowa? Do tej pory w zamku myślą, że to duchy. Tylko wy znacie prawdę. Albo, kilka lat później, jak uczyłeś Piotrka krzesać ogień w stajni królewskiej i o mało co nie doprowadziliście do pożaru? A jak na balu królewskim dosypaliście do zupy ziół i wszyscy goście mieli zwidy? A jak podglądali kąpiące się w stawie służki i schowali im ubrania? Nie, Adasiu, masz rację, Piotr nie byłby zdolny do niepoważnego zachowania.” Nie wiedzieć czemu Adaś zaśmiał się pod nosem, przypominając sobie kilka sytuacji z życia wziętych. Byli najlepszymi przyjaciółmi, a przyjaciołom się ufa. Tyle razy ratowali sobie nawzajem skórę, ciężko nawet zliczyć. Nawet, jeśli jego przyjaciel zrobił coś głupiego, na pewno nie była to zdrada króla. Tego był pewien. Ale dlaczego, do cholery, wyjechał?! Musiał mieć jakiś ważny powód. Adam potrząsnął głową i zorientował się, że już kilka razy okrążył karczmę. Z rezygnacją oparł się o starą, rozłożystą jabłoń i westchnął głęboko. -Boże, mógłbyś czasem pomóc- powiedział z wyrzutem, spoglądając na rozgwieżdżone niebo. Oczywiście nic się nie stało. Wiatr był dalej przenikliwie zimny, drzewo stało, jak stało, a w karczmie nie wyglądało na to, żeby działo się coś więcej oprócz hulanek. -Boże, zwracam się do ciebie bezpośrednio! Ześlij mi kogoś, Anioła, gorszego lub lepszego, kogoś, kto mi pomoże! W tym momencie Bóg, czy ktokolwiek “tam na górze” wysłuchał modlitwy rycerza. Adam usłyszał pisk, gałęzie jabłoni zaszeleściły i coś spadło na ziemię, a następnie przekoziołkowało kilka metrów wprost pod nogi rycerza. Rzeczywiście, był to Anioł w czarnym płaszczu i gałęziach w potarganych, rudych włosach. Adaś stanął jak wryty, nie wierząc w to, co się stało. Istota, po upadku z nieba widać też była wielce zdziwiona- wpatrywała się dużymi, niebieskimi oczami w chłopaka, jakby starając się dopuścić do swej anielskiej świadomości, że znajduje się na Ziemi. O dziwo, Anioł długo nie trwał w szoku- jego delikatne rysy nagle zrobiły się ostre, duże usta ścisnęły się w wąską linię, a oczy zaczęły miotać iście piekielne błyski. Stworzenie zerwało się na równe nogi i brutalnie podłożyło rycerzowi nóż pod gardło. Adaś nie czuł strachu, raczej zdziwienie z zaistniałej sytuacji. -Kim jesteś i czego tu szukasz?- zapytało stworzenie, piorunując chłopaka spojrzeniem. -Jestem Adam, rycerz- chłopak zamrugał szybko, nie wykonując żadnych zbędnych ruchów- Ty za to jesteś Aniołem, wymodliłem sobie ciebie i teraz musisz mi pomóc. Tym razem istota zamrugała, uniosła cienkie brwi w górę , a na jej ustach pojawił się nikły uśmiech. -Bredzisz. Jednak nie dziwię się temu. Ktoś, kto łaził w kółko koło karczmy przez dobrą godzinę nie może być normalny. Adaś, widząc gniewne błyski w tych jasnych oczach poczuł, że musi natychmiast coś zrobić. Wyrwał Aniołowi z ręki nóż, złapał go mocno za nadgarstki i z gracją godną rycerza Jego Królewskiej Mości, przewrócił na ziemię. W oczach Anioła początkowo zobaczył przerażenie, które w ułamku sekundy zamieniło się we wściekłość. Zaczął się szarpać, piszczeć, syczeć, kopać i gryźć. Adam poczuł rozbawienie. Trwało to do momentu, kiedy Anioł wbił długie paznokcie w jego ręce. Rycerz wrzasnął i wzmocnił uścisk. To wszystko trwało jeszcze chwilę. W końcu niebiański przeciwnik padł na ziemię, dysząc ciężko, a w jego oczach pojawiły się łzy. -Proszę, muszę pomóc komuś, inaczej... on jest w karczmie, muszę mu pomóc, inaczej ktoś nas złapie i... Adamowi coś rozjaśniło się w głowie, wstał, podniósł stworzenie z ziemi i zapytał poważnie: -Znasz Piotra herbu Rogal? Istota zamrugała, wpatrując się nieufnie w nieznajomego. -Nie bój się- dodał rycerz- jestem jego przyjacielem. -Na miłość Boską, puszczaj!- szarpnęła się istota i z anielską gracją wskoczyła na drzewo. Rycerz, nie tracąc czasu zrobił to samo. Złapał Anioła za płaszcz i przygwoździł (tym razem mocno) do jakiejś grubej gałęzi. -Do cholery, słuchaj mnie- warknął, poirytowany brakiem kultury nawet wśród aniołów- Pięćdziesieęciu najlepszych rycerzy królewskiej straży próbuje złapać mojego przyjaciela Piotra, jego siostrę i jeszcze jedną kobietę. Jak ich złapią, zabiją za zdradę króla. Ciebie zesłał Bóg, żebyś mi pomogła- pokiwał głową z przekonaniem- Więc pomóż im jakoś uciec! Anioł zbladł, poczerwieniał, znów zbladł po czym powiedział cicho: -To dlatego wszystko szło tak prosto...- z przerażeniem pokręcił głową- Piotrek jest u góry, właśnie próbuje zdobyć kluczyk od barmanki... -A ciebie wysłał Bóg, abyś mu pomogła go zdobyć?- zapytał Adaś. Po chwili namysłu Anioł odpowiedział: -Bóg poetów i muzyków. Wyrwał się z uścisku po raz trzeci, przebiegł z gracją po konarze drzewa i skoczył zwinnie jak kot na dach. Adam poszedł za istotą powoli, ślizgając się po dachu. Z okienka pokoju Sandry słychać było wrzaski. Adaś podszedł bliżej do małego okienka, z którego dochodziło światło. Przetarł rękawem szybę i skrzywił się z niesmakiem. Jego oczom ukazał się przyjaciel stojący naprzeciw wyjątkowo paskudnej kobiety. Wydedukował, że to barmanka, o której wspominała nieziemska istota. Anioł podczołgał się powoli do okna, zajął miejsce obok rycerza i przez przetartą szybkę zaczął obserwować sytuację. -Ty nadęty, mały rycerzyku! Jak śmiesz tu przychodzić po tym, co się stało! Rycerz Piotr wyglądał, jakby miał zapaść się pod ziemię. Na policzki wystąpił mu rumieniec, nerwowo potargał swoje czarne włosy I odchrząknął. Sandra wzorowo odgrywała swoją rolę. Trzeba przyznać- aktorką była doskonałą. Wymachiwała teatralnie rękami, tupała nogami I klasycznie zadzierała nos. W pewnym momencie rycerz poczerwieniał I przyciągnął kobietę do siebie. Wrzaski ucichły, a Sandra wyglądała na całkiem zadowoloną z takiego obrotu sprawy. W gruncie rzeczy w planie królewskich rycerzy nie było mowy o tym, jak Piotr miał dostać klucz. Trochę przyjemności dzisiejszego wieczora mogłoby się jej nawet “sprzydać”. Uwielbiała młodych, przystojnych, niewinnych i niedoświadczonych chłopców. Miała lekki żal do siebie, że wypiła osiem kufli piwa- przez to lekko kręciło jej się w głowie. A, jak większość kobiet, po alkoholu stawała się łatwa. Nawet po tak małej dawce. Sandra zaczęła ściągać po kolejne elementy swojego stroju. Oczom Rogala ukazał się mały kluczyk, który był zawieszony na cienkim rzemyku na szyi kobiety. W miarę upływu czasu, mina rycerza stawała się coraz bardziej niewyraźna. Można powiedzieć, że zzieleniał na twarzy, patrząc na kolejne wylewające się fałdy tłuszczu kobiety. Kiedy barmanka uniosła w górę ręce, aby ściągnąć halkę (jedyną część stroju, jaka jej została), Piotr obrócił się i zwymiotował do wiadra, które stało koło szafy. Sandra, jak wszystkie kobiety mieszkające w Laymenoy, była bardzo proporcjonalna. To znaczy- bardzo proporcjonalnie tłusta. Obrośnięte w tłuszcz ręce, nogi, pośladki oraz zwały tłuszczu zamiast brzucha przywodziły na myśl groźnego potwora, który zjada swoich partnerów. Potwór patrzył teraz na wymiotującego chłopaka, a w głowie przejawiała mu się myśl “Jak dobrze, że mężczyźni uwielbiają kobiety obfitych kształtów, z pewnością mu się podobam”. Adam spojrzał na anioła, który z przymrużonymi oczami wpatrywał się w scenę rozgrywającą się w środku. Po chwili wydął usta, skierował nos w górę i prychnął oburzony. Adam zerknął ze zdziwieniem na urażone stworzenie, po czym zapytał: -Od kiedy anioły są zazdrosne o śmiertelników? -W życiu nie byłam zazdrosna- warknęła rudowłosa.- Zrób coś, bo... rycerz popełni grzech! Adam otarł pot z czoła i wytężył całą siłę woli, aby wymyślić jakiś sensowny plan. Anioł coraz bardziej się niecierpliwił, drapiąc długimi paznokciami drewno. Sprawy w pokoju przybierały dziwny obrót- Sandra zaczęła zbliżać się do pozieleniałego chłopaka, który robił wolne kroki w tył. W końcu jego plecy spotkały się ze ścianą. “To koniec” pomyślał rycerz, zamykając oczy. Opatrzność czuwała jednak nad całą misją, bo Sandra przypadkowo przewróciła wiaderko i potknęła się na jego zawartości, uderzając głową o podłogę. Legła bez ruchu. -Wskakuj tam!- anioł popchnął Adasia do środka. Rycerz wpadł, robiąc sporo hałasu. Podniósł się zgrabnie z podłogi i uśmiechnął szeroko do przyjaciela. -Widzę, że potrzebna ci pomocna dłoń- zażartował- Masz szczęście, że Bóg wysłał ci anioła, inaczej by mnie tu nie było. Mina rycerza Piotra świadczyła o tym, że nie wiedział, o czym jego przyjaciel bredzi. -Musicie uciekać- kontynuował Adam- Rycerze otoczyli karczmę, tylko czekają, aż wyjdziecie. Ja miałem im donieść, gdzie jesteście... -Adaś, co ja mam zrobić?!- krzyknął przerażony Rogal, wpatrując się w leżące cielsko kobiety. -Potwór nie potwór, ważne, że ma otwór...- odparł swobodnie Adam, wzruszając ramionami. Przekrzywił głowę i spojrzał na owy “otwór” Sandry, który z pewnością najmniejszych rozmiarów nie był. Piotr złapał się za głowę, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji. Wszystko stało się klarowne. Jak mógł wcześniej nie pomyśleć? Naraził życie swoje i towarzyszek, powinien był pomyśleć, zanim wpakował się w tę aferę. Jęknął, patrząc błagalnie na przyjaciela. Adaś zaczął chodzić nerwowo po pokoju. W pewnym momencie potknął się o coś, co znajdowało się w fartuszku Sandry. Po podłodze przeturlała się wielka, podwójna marchewka. Widać Sandra była na diecie. Adaś stanął jak wryty, a do głowy wpadł mu świetny pomysł. Wziął wielką marchew, znacząco spojrzał na Piotrka, po czym rzucił wymowne spojrzenie w kierunku rozłożonych nóg kobiety, która zaczynała się budzić. Adam szybko zgasił świece, które były jedynym źródłem światła w pokoju, po czym schował się za szafą. -Co się stało? Czemu tu tak ciemno?- zapytała tępo kobieta. -Zgasiłem świece, a ty uderzyłaś się z głowę- odpowiedział Piotrek, spoglądając znacząco na kobietę. Na jej twarzy pojawił się obleśny uśmieszek, podeszła po omacku do łóżka, na którym stanęła na czworaka. -Tutaj, rycerzu, jestem cała twoja! Kołysała się lekko z boku na bok, co było pewnie skutkiem wypicia ogromnej ilości piwa i uderzenia w głowę. Adaś wyszedł na palcach zza szafy, przyciskając palec do ust. Obaj, on i rycerz Piotr, mieli dość rozbawione miny, zupełnie jak kilka lat temu, kiedy jako dzieci płatali różne figle. Anioł obserwował zza okna z przerażeniem malującą się scenę. Jego oczom ukazał się rycerz Piotr leżący na Sandrze od tyłu i Adaś, trzymający w ręku wielką, podwójną marchew. Warzywo miało jakieś dziesięć cali długości I tyleż samo grubości. Zrośnięte marchwie utworzyły jedną, naprawdę wielką całość, która właśnie teraz była narzędziem zaspokajających Sandrę. Piotrek spojrzał zrezygnowany na Adasia, zamknął oczy, odwrócił głowę i złapał kobietę za coś, czego nazwy nie potrafił odgadnąć. Barmanka krzyknęła “Och, mój ogierze!” i znów zaczęła się kołysać na boki. Piotr chwycił się jej mocno, aby nie spaść, co kobieta wzięła chyba za chęć pobudzenia jej do dalszej zabawy. -Och, Sandro...- wyjęczał rycerz kilkakrotnie, zaciskając powieki, jakby chcąc się obudzić. Rogal ściskał dalej coś na oślep, z ogromnego wysiłku fizycznego zrobił się cały mokry. Adaś natomiast zaczął drażnić Sandrę marchewką, a kobieta przyjęła to z aprobatą krzycząc “Jestem już gotowa! Tak! Teraz!”. Adaś jednak, z jego przekorną naturą, drażnił się dalej, doprowadzając kobietę do szaleństwa. Zaczęła wierzgać nogami, a Piotr z przerażeniem stwierdził, że zaraz spadnie z jej pleców. Czuł się zupełnie tak, jakby ujeżdżał jakiegoś wyjątkowo brzydkiego, tłustego rumaka. Trzeba również nadmienić, że w przeciwieństwie do rumaków, Sandra krzyczała całkiem ludzkim głosem wyrazy, których niepodobna powtórzyć. Adam pierwszy raz spotkał się z takim zachowaniem, dlatego jako wyborny obserwator starał się jak najdłużej cieszyć tą chwilą, zapisując każdy szczegół w pamięci. Widząc jednak rycerza Piotra, którego oczy mówiły “Zaraz spadnę, pomóż mi, przyjacielu!” wyczuł moment i włożył marchewkę. Wielki otwór pochłonął warzywo całkowicie, jak czarna przestrzeń bez dna, z której nigdy nic nie powraca. Adaś przekrzywił lekko głowę wytężając wszystkie mięśnie, aby ręka (wraz z warzywem) nie wpadła do środka. Sandra, o ile wcześniej można powiedzieć, że krzyczała, w chwili obecnej wyła. Wyła okrutnie, przywołując wszystkie świętości, mówiąc w kilkunastu językach, wbijając paznokcie w brudne prześcieradło. Trwało to przez kilka minut, w końcu rumak opadł z sił, wzdychając cicho “Och, mój ogierze...”, a chwilę później dało się słyszeć chrapanie. Adaś ze stoickim spokojem wyjął marchewkę, rzucił ją obok nóg kobiety, usiadł na łóżku i zamrugał kilka razy. Piotr na trzęsących się nogach, cały spocony, usiadł koło przyjaciela, dysząc głośno. -Zdajesz sobie sprawę...- zaczął powoli Adaś- że to była chyba najgłupsza rzecz, jaką zrobiliśmy w życiu? Rycerz Piotr potaknął, prężąc dumnie pierś- w końcu wybrnął z sytuacji iście po rycersku, nie znieważając kobiecej czci. Zdecydowanym ruchem zdjął śpiącej barmance kluczyk i włożył go do kieszeni spodni. Teraz jego męstwo będzie podziwiane u towarzyszek. Nie będzie już Piotrem, który wszystko (według jego siostry) partaczył. Odetchnął z ulgą, wpatrując się uważnie w niespokojną minę Adasiu. -Piotrek...- zaczął chłopak niepewnie- Nie wiem, co kombinujesz razem ze swoim towarzyszkami, ale oskarżono cię o zdradę króla, jesteś ścigany przez kilkudziesięciu najlepszych rycerzy. Są teraz w lesie nieopodal tawerny, nie uda wam się uciec... To wszystko jedna wielka gra. Radomir doskonale wiedział, że tu przyjdziecie, uknuł spisek, a król dał się nabrać. Mnie wysłali na zwiady. Nie znalazłbym cię tu, gdyby nie Anioł. On tu mnie przyprowadził, wiedział, gdzie jesteś. Rycerz Piotr poczuł, że serce wyskoczy mu przez…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych