Wróć do katalogu

A wszystko to przez psa..

Spotkanie po latach, które wymknęło się spod kontroli... UWAGA! NIE POLECAM HOMOFOBOM, gdyż poniższe dzieło zawiera brzydkie sceny z udziałem dwóch panów. (jest to ulepszona wersja opowiadania napisanego już jakiś czas temu)

lamia, opublikowano , 17 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

„A wszystko to przez psa”

To zabawne jak wiele w naszym życiu jest dziełem przypadku. Nasze spotkanie było najczystszym zbiegiem okoliczności. Do dziś trudno mi uwierzyć, że nasze ścieżki się skrzyżowały. Mogłem przecież wyjść z domu zaledwie kilka chwil później lub po prostu skręcić w inną alejkę... Najwidoczniej było nam pisane to krótkie spotkanie po latach. Zastanawiam się tylko po co to wszystko się stało. Czy on miał w tym jakiś cel? Czy tego w ogóle chciał? Za pewne nie. To wszystko stało się tak po prostu, bez naszej wiedzy i przyzwolenia.

Wyszedłem z domu wieczorem, tuż przed zmierzchem. Wszystko było jak zwykle, na swoim miejscu. Światło na korytarzu nie działało, tynk odpadał ze ścian, a sąsiadka spod ósemki podglądała mnie przez wizjer. Zamknąłem drzwi, klucz wsunąłem do kieszeni i przypiąłem smycz do obroży Bruna. Był podekscytowany bardziej niż zawsze i nie wiedzieć czemu, próbował mnie ugryźć. Drogi do lasu nawet nie pamiętam. Dzień był ciepły, choć słońce powoli chowało się za horyzontem, malując niebo w odcieniach czerwieni. Szare błoto – efekt popołudniowej burzy rozpryskiwało się pod butami z wesołym chlupotem. Spuściłem psa ze smyczy tuż za pierwszą linią drzew, żeby mógł sobie trochę pohasać na wolności. Przebiegł kilka metrów i zaczął węszyć w wielkiej kupie liści. Podniosłem z ziemi pokaźnych rozmiarów badyl i cmoknąłem na pupila. -Bruno! Bruno! Aport! Pies podniósł ciężki łeb i spojrzał na mnie bystrymi oczami, po czym wyrwał za lecącym łukiem kawałkiem gałęzi. Na moment zniknął mi z oczu w krzakach. Patyka oczywiście nie przyniósł. Nigdy nie przynosił. Zagwizdałem przeciągle. -Bruno, piesku, no chodź! - zawołałem podirytowany, gdy uparcie krążył wokół krzaka. Zwierze nie miało jednak zamiaru ruszyć się z miejsca. Ze zrezygnowaniem opadłem na ławkę. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów i zapaliłem jednego. Cienka smużka dymu uniosła się w powietrzu. Las powoli pokrywał się cieniami. Wypełzały zza każdego drzewa, kładąc się na ścieżce długimi, nieregularnymi pasami. Ciszę wypełniał jedynie szum liści i odgłos głośnego węszenia Bruna. Pochyliłem głowę, grzebiąc czubem buta w ziemi. Lubiłem te wieczorne spacery. To był idealny sposób na ucieczkę od zgiełku dnia. Bruno nagle podniósł łeb i warknął groźnie. Zanim zdążyłem zareagować wyrwał ścieżką przed siebie. Zza drzew dopiero co wyłoniła się smukła, męska sylwetka. Chłopak zatrzymał się teraz zdezorientowany, patrząc na mknące ku niemu zwierzę. Poderwałem się z ławki, rzucając papierosa na ziemię. Nie spodziewałem się nawet, że spotkam kogokolwiek o tej porze w lesie. Tylko dlatego pozwalałem biegać psu tak swobodnie. Ruszyłem pędem przed siebie. Bruno zatrzymał się przed nieznajomym, warcząc głośno. Młody mężczyzna ostrożnie odstawił na ziemię niewielką torbę podróżną. -Proszę się nie bać! - krzyknąłem. -On nie gryzie. Po prostu nie lubi obcych. Ledwo skończyłem mówić, gdy Bruno rzucił się na nieznajomego. Mężczyzna odskoczył w tył, ale pies i tak zdołał chwycić go zębami za odkrytą łydkę, zostawiając na niej czerwone pręgi. Blondyn, bo chłopak miał włosy w pięknym, słonecznym kolorze, syknął cicho z bólu. Chwyciłem obrożę Bruna i szarpnąłem jego ciężkim cielskiem w tył, jak najdalej od nieznajomego. -Tak strasznie mi przykro! - wykrzyknąłem, po czym spojrzałem hardo na Bruna. -Głupi pies! Chłopak schylił się, masując łydkę otwartą dłonią. Jego twarz przysłoniły kosmyki jasnych włosów, które wysunęły się w małego kucyka. Stałem nad nim, czując się jak kompletny idiota, zupełnie nie wiedząc co powiedzieć. Już po chwili Bruno zupełnie się uspokoił i pobiegł w las. -Bardzo boli? - zapytałem wreszcie, marszcząc czoło. -Mogę w czymś pomóc? Mężczyzna podniósł głowę i spojrzał na mnie zza niewielkich, subtelnych okularów. Miał przystojną, lekko pociągłą twarz. Uśmiechnął się lekko. Bruno ostentacyjnie przebiegł obok nas, merdając ogonem. -Tak strasznie mi głupio! Bardzo, bardzo pana przepraszam. Nie sądziłem, że pana ugryzie. -Nie szkodzi.- odpowiedział ze spokojem, przeczesując dłonią włosy.- To tylko zadrapanie. -Jeszcze raz przepraszam! Mężczyzna pochylił się w moim kierunku i dotknął dłonią mojego ramienia. Dopiero teraz zauważyłem, że ze zdenerwowania drżały mi ręce. -Ale ja już powiedziałem, że nic nie szkodzi. Uśmiechnął się ponownie. Po czym rzucił od niechcenia: -To ładny pies. Jak się wabi? -Bruno... Schylił się po swoją torbę i podniósł ją z ziemi. Stał tak, trzymając ją przed sobą i patrzył na mnie przenikliwymi, ciemnoniebieskimi oczami. Wyglądał tak niewinnie, dziecinnie wręcz... Wyciągnąłem dłoń w jego kierunku. -Mam na imię.. -A więc mnie nie poznajesz, Marcin? - przerwał mi w pół zdania. Spojrzałem na niego ze zdziwieniem. Omiotłem jego sylwetkę wzrokiem, szukając w pamięci. Mężczyzna uśmiechnął się ponownie, po czym sięgnął dłonią do twarzy. Zsunął z nosa okulary i odgarnął z twarzy włosy. -A teraz? Wręcz zachłysnąłem się powietrzem. -Artur! To był Artur, choć trudno było mi w to uwierzyć. Artur z długimi włosami, w t-shircie i dżinsowych bermudach zamiast eleganckiego garnituru. Chwyciłem go mocno za ramiona. -Jak ty się zmieniłeś! - wykrzyknąłem. Artur włożył na nos okulary. Wyglądał w nich dziwnie... Inaczej. Nadawały mu wygląd pilnego studenta lub jakiegoś naukowca. -A ty nie zmieniłeś się wcale. -powiedział, przyglądając mi się uważnie, po czym przejechał dłonią po moim czole. - No może przybyło ci parę zmarszczek. Roześmiał się, zaczesując włosy za uszy. -Co tu w ogóle robisz? Wyjechałeś już tak dawno i w ogóle się nie odzywałeś. Zupełnie nie spodziewałem się, że wrócisz, a już na pewno nie, że spotkam cię w takim miejscu. -Przyjechałem tylko na kilka dni. Muszę coś załatwić... Zresztą długo by tłumaczyć. A ty? - zapytał. - Co tu robisz? -Ja tu mieszkam w pobliżu. -Wyprowadziłeś się ze Centrum? - zapytał, jakby go to bardzo zdziwiło. Kiwnąłem twierdząco głową. Na chwilę zapadła niezręczna ciszą. Przerwałem ją po chwili, niewiele się zastanawiając. -Dasz się zaprosić na kawę? Uśmiechnął się w odpowiedzi. Sam nie wiedziałem, czemu to zaproponowałem. Nigdy nie przyjaźniłem się z Arturem. Zawsze wydawał mi się obcy i niedostępny, tak jakby był wyrwany z innego świata. Świata, o którym ja nie miałem pojęcia... -Nie pijam kawy. - powiedział nagle, wyrywając mnie z zamyślenia. - Na herbatę? Trochę oszołomiony tym, że się zgodził, poprowadziłem go do domu. Bruno kręcił się wokół naszych nóg, wyraźnie niezadowolony z braku zainteresowania jego osobą. Nie pamiętam o czym rozmawialiśmy. To były jakieś banały bez znaczenia. Kilka chwil później Artur wpasował się idealnie w ciasny kąt za stołem w kuchni. Oparł brodę na złożonej w pięść dłoni i wodził za mną wzrokiem. Czułem się nieswojo, siedząc na przeciw niego i patrząc, jak pije z mojego kubka. -A więc? - zapytał po chwili. -Wiesz co słychać u reszty? -U reszty? Szymon i Bartek siedzą na starych śmieciach. Choć w firma nie przynosi już zysków. Próbują ją jeszcze ratować. Ja już dawno dałem sobie spokój. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak te ciągłe niepowodzenia były frustrujące. Nie miałeś okazji ich doświadczyć, bo wyfrunąłeś z gwiazdka prawie od razu. Miałeś nosa. Musiałem wyprowadzić się, bo nie starczało mi na czynsz. W miesiąc później Wojtek zrobił to samo. Mieszka kilka przecznic dalej. Pracuje jako barman w jakieś dyskotece. To nawet do niego pasuje, nie sądzisz? U reszty nie wiem co słychać. Odwróciłem się, opierając o blat. Na widok Artura dreszcz przebiegł mi po plecach. Przyglądał mi się spod zmrużonych powiek. Usta miał lekko rozchylone. Wyglądał na lekko zamyślonego, tak jakby w ogóle mnie nie słuchał. Niesforny kosmyk włosów owijał sobie niedbale wokół palca. Jego poza była tylko pozornie niewinna, w rzeczywistości było w niej coś niesamowicie erotycznego, coś czego nie byłem w stanie nazwać. Artur opuścił wzrok, spoglądając w kąt, w którym do snu układał się Bruno. Gdy pochylił głowę, zauważyłem niewielką bliznę na jego twarzy, tuż nad prawą brwią. Sięgnąłem do niej ręką, odgarniając włosy z jego twarzy. Zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, uniósł wzrok i spojrzał na mnie. W jego oczach nie odnalazłem królestwa chmur, które zwykle tam gościło. Królestwo chmur ustąpiło morzu płomieni. Teraz wiem, że musiał źle odczytać mój gest. Wtedy się nad tym nie zastanawiałem. Jak miałem się zastanawiać, gdy jego…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych