Wróć do katalogu

AGY Genetics

Mała zagadka dla uważnego czytelnika, dawka s-f, trochę nocnego klimatu.

IoneE, opublikowano , 20 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

?...Adrianem Gawronowiczem, głównym menadżerem firmy AGY Genetics, który jest uważany za jedyną osobę będącą w stanie przeciwstawić się konkurencji oraz wyjść zwycięsko w batalii z tzw. >> Klubem Moralistów << - koalicją przedstawicieli różnych grup przeciwstawiających się zaawansowanym eksperymentom przeprowadzanym w sektorze genetycznym. Pierwsze pytanie: czy jako osoba prywatna jest pan zwolennikiem klonowania ludzi? Nieco podniecona prezenterka, prowadząca talk show z wielkim, przyklejonym i utrwalonym przez mocny makijaż uśmiechem odwróciła się w stronę swojego rozmówcy. Szybki najazd kamery na twarz pytanego nie zdradził ni to emocji, ni to zdziwienia zadanym, nieco idiotycznym, pytaniem. ? ? Nie uważam klonowania za coś nagannego, szczególnie jeśli może ono przynieść jakieś konkretne korzyści dla społeczeństwa, czy może nawet dla ludzkości...? Kolejny zwrot kamery ? jak na dobrym filmie akcji ? zbliżył twarz prezenterki, której złym nawykiem było wpadanie w zdanie rozmówców. ? - Wczorajszy komunikat o opatentowaniu technologii klonowania małych zwierząt domowych wywołał prawdziwą burzę ze strony przeciwników klonowania. Ich głównym argumentem było stwierdzenie, że od klonowania zwierząt bardzo blisko do klonowania ludzi. Jak się Pan odnosi do tego?? Czerwony przycisk z narysowanym nad nim niepełnym kółkiem i pionową kreską zadziałał prawidłowo. Cisza jaka zapadła w pokoju po wyłączeniu odbiornika okazała się wręcz błoga. Tak... to jest namiastka telewizji interaktywnej ? jeden przycisk i taka duża zmiana! Jeszcze tylko krótki pisk zegarka przypominającego o swoim istnieniu, nawet o trzeciej w nocy. Pomyślał o dobrej inwestycji, jaką było kupno małego domku na skraju miasta. Cisza, która pozwala odpocząć... szczególnie gdy pewne rzeczy wyjaśniają się ?same?...

...zupełna cisza, czasem tylko przerywana szumem gałęzi. Jest jakaś niesamowita atmosfera cmentarzy. Pełno w nich mistycyzmu i nieuzasadnionego, zabobonnego strachu. Ale oni nie wstają, przynajmniej ten tutaj leżał już pod granitową płytą. Świeże były tylko napisy na nagrobku, szczególnie jeśli porównać je z tymi na sąsiednich. Jakie to na swój makabryczny sposób zabawne, że jedna sprawa znajduje swój finał w tym ponurym miejscu wiecznego snu, a równocześnie całkowicie nowa zagadka rozpoczyna się paręnaście metrów dalej, napisem na innym nagrobku. Patrząc z daleka można było odnieść niemiłe wrażenie, że ów przechodzący środkiem alejki człowiek jest jednym z pochowanych i zmartwychwstałych. Czarny, matowy płaszcz nie wzbudzały w tym otoczeniu zaufania, w innym zresztą też. Niemniej jednak, tym razem był tu sam. Wiedział, że był sam: sprawdził to dokładnie jadąc tutaj ? nie można sobie pozwolić na odebranie rozwiązania przed samym końcem. Wyścig szczurów trwa. Nawet w tej ponurej profesji. Podszedł do nagrobka, z nową zagadką wyrytą na granitowej płycie. Przyblakłe litery zawierały lakoniczne dwie daty, personalia pochowanego. Żadnego wzniosłego cytatu, czy zdjęcia. Ani odpowiedzi. Krótki sygnał telefonu dał mu znać o dostarczeniu wiadomości; równie lakonicznej jak nagrobek: godzina, ulica, nadawca podpisany jednoliterowym inicjałem. Miał jeszcze 2 godziny. Usiadł i wlepił błędny wzrok w rysę na nagrobku, szukając w myślach rozwiązania.

Ciemna i brudna ulica. Godzina też się zgadzała z tą z wiadomości. Był sam na ulicy, ale kilku meneli leżących pod schodami przeciwpożarowymi prowadzącymi do na wpół zdemolowanego domu, przyglądało mu się z zainteresowaniem. Wytłuczona większość lamp dawała dobre schronieniem przez oczami innych. Zielona limuzyna pojawiła się na rogu zaśmieconej ulicy. Szybko podjechała, statecznie się zatrzymała i odtworzyły się przednie drzwi, z których nad wyraz zwinnie wynurzył się dwumetrowy ochroniarz. Rozejrzał się po ciemnych zaułkach, całkiem tak jakby mógł coś w nich zobaczyć. Otworzył tylne drzwi. - Musimy się przejechać, aby wyjaśnić parę szczegółów ? piskliwy głos dobiegł z ciemnego wnętrza samochodu.

Nie zawiódł się wnętrzem zielonej limuzyny ? tak strasznie pasowało ono do Grubego. Ciemna zieleń dominowała także w środku pojazdu, co bynajmniej nie czyniło wnętrza bardziej ciepłym czy przyjemnym. - Jak wiesz z listu, który ci posłałem, zadanie jest banalnie proste, ale że wymagam odwrotnie proporcjonalnej do banalności dyskrecji powierzam je tobie. Czujesz się zaszczycony ? ? słowotok Grubego zawsze wywoływał usilne wrażenie skomplikowanej zagadki. Szczególnie ta część, którą jego słowa mijały jak mieliznę, była zawsze kwintesencją zagadki. - Powiesz mi gdzie jest haczyk, czy dowiem się tego sam, za późno, jak ostatnio? ? wspomnienie pościgu przez miasto świeże jeszcze było w pamięci, szczególnie jednego słupka, którego nie udało się ominąć. Dobrze, że bez tylnego zderzaka też można jeździć. Bez tylnych świateł, tylnej szyby i części blach zresztą też. - Ja nie widzę żadnego haczyka, no może poza tym, że miejsce jest... trudno dostępne, ale to chyba nie stanowi większej przeszkody dla ciebie? ? Nie mógł, swoim piskliwym tonem, pozbawić się tej satysfakcji nadepnięcia na odcisk... - Gdzie mam dostarczyć zdjęcia dowiem się teraz? - ... ale są osoby nie posiadające odcisków w tym miejscu. Uśmiech Grubego znikł. - Adres znasz. Zatrzymajcie wóz! Wysiadając na kolejnej ciemnej uliczce poczuł ulgę. Przynajmniej nie musiał już dzielić powietrza z Grubym. Poczuł jakieś fatum, jak zawsze kiedy ktoś zostawiał go właśnie na tej ulicy; przy czym Gruby uwielbiał, jego zdaniem takie teatralne, wysiadki na zapomnianych ulicach miasta. Zielona limuzyna zniknęła na skrzyżowaniu. Pozostało tylko dotrzeć z powrotem do samochodu. Zdecydował się na spacer. Rozmowa zawiodła go tylko pół kilometra w prostej linii od jego samochodu. Bardzo ciekawy był zagadki jaka na niego czekała w podmiejskiej posiadłości. Z powodu wynagrodzenia, jakie ustalił już dość dawno, niewiele osób zwracało się do niego o pomoc. Tym bardziej zastanawiające i budzące wątpliwości było zlecenie Grubego. Do tego wszystkiego pozostawił mu bardzo mało czasu na przygotowania, jeszcze mniej informacji dodatkowych. Całe szczęście, ze była dopiero 22-ga. Skręcił w boczną uliczkę między starymi, zaniedbanymi blokami. Kilka śmietników i śpiących meneli nie dodawało temu miejscu uroku i romantyzmu. Zresztą cała dzielnica nie należała do miejsc spacerowych. Z drugiej strony, jeśli Grubemu aż tak zależy na dyskrecji to trafił pod dobry adres. Jednak to co ujawnił mu człowiek z piskliwym głosem, to co mu następnie zlecił to w gruncie rzeczy zadanie dla pierwszego domorosłego fotografa z obiektywem 400 i statywem, więc ... - Wyskakuj z kasy, gnojku! ? zapity głos zza pleców wytrącił go z rozmyślań. Nie dobrze się tak zamyślać, żeby nie zwracać uwagi na (nie)śpiących gdzieniegdzie ludzi. Odwrócił się powoli, przyglądając się najbliższemu otoczeniu i spojrzał w przepite oczy. Potem przyjrzał się poszczerbionemu nożowi. - A ile chcesz tej kasy? ? czasem nie mógł się powstrzymać od sarkazmu. - Dawaj wszystko! Nie ten tego mi tu! Już. ? pijaczyna nie za bardzo pewnie stał na nogach, ale nóż z całą pewnością dodawał mu całych pokładów odwagi. Teraz zastanawiał się czy dalej się droczyć z menelem. Popatrzył znowu w jego mętne oczy. Nie miał dziś komfortu czasowego. Za godzinę powinien być już na miejscu, a do auta nadal pozostało mu ładnych parę minut piechotą. Szybki ruch ręką zdezorientował pijaka, a druga ręka wytrąciła mu nóż, który po krótkim locie uderzył o ścianę bloku. Zdezorientowany napastnik zrobił parę kroków w tył i komicznie przewrócił się na tyłek w środek kałuży. Odwrócił się od siedzącego w kałuży i spokojnym krokiem poszedł dalej w uliczkę. Brak jakichkolwiek odgłosów upewnił go, że napastnik nadal siedzi w kałuży. Uśmiechnął się.

Samochód stał tak jak go pozostawił, choć zapalona kontrolka poinformowała go o próbie włamania. Dobrze, że w takich dzielnicach nikt nie dzwoni po policje, gdy go kopnie solidnym wyładowaniem samochodowa klamka. Przekręcił kluczyk, poczekał chwilkę, aż silnik nabierze właściwych obrotów i ruszył spokojnie z miejsca. Wyjazd z zapuszczonej dzielnicy prowadził wprost na zewnętrzną autostradę okrążającą całe miasto wraz z kilkoma mniejszymi miejscowościami satelitarnymi. Szybko się rozpędził do dwustu km na godzinę i popędził, pustą o tej porze, autostradą na południową część ringu. Włączył radio, przeszukał kilka stacji, aż trafił na jedną nie nadającą muzyki z pustego studia. Nie dawała mu spokoju głupkowata mina Grubego, będąca odpowiedzią na słowo-klucz ?haczyk?. ?Wiadomości:? ? dał trochę głośniej radio. Przynajmniej jakaś stacja nadaje jeszcze wiadomości na żywo. ?Dziś rano firma AGY Genetics ogłosiła publicznie, że jako pierwsza na świecie zgłosiła do opatentowania metodę przeprowadzania kompletnej kopii genetycznej zwierząt domowych. Według rzecznika firmy zbudowana na tej podstawie maszyna pozwoli na swobodne klonowanie naszych domowych pupilków. Reakcją na konferencję prasową firmy były ostre słowa jakie padły zarówno ze strony Moralistów jak i przedstawicieli kościołów. Adrian Gawronowicz, główny menadżer firmy AGY Genetics zobowiązał się do wystąpienia w jednym z nocnych talk show, gdzie spodziewana jest odpowiedź na ataki skierowane na AGY. Dalsze wiadomości: kryzys afgański znów się zaognia, prezydent USA zobowiązał się do wysłania dodatkowych sił w rejony konfliktowe i obiecał tym razem stłumić całkowicie opór talibów. Taka decyzja spotkała się, po raz kolejny, z krytyką, której głównym hasłem jest >>Nie dla drugiego Wietnamu!<<. Rzecznik prasowy Białego Domu...? Ściszył radio. Do zera. Pewni ludzie się nie nauczą, ale z drugiej strony podziwiał determinację obu stron. Znak drogowy informujący go zbliżającym się zjeździe na autostradę południową przypomniał mu o zadaniu, jakie go czekało dzisiejszej nocy.

Ostatni kilometr podjechał już na zgaszonych światłach. Zawrócił samochód, zgasił silnik. Wychodząc wyłączył…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych