Wróć do katalogu

Aria na dwóch wisielców

j.w. (uwaga! wszechobecna gwara śląska)

sajmon, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Aria na dwóch wisielców cz.1 Szymon Swoboda

Wstęp

Któraś już to dochodziła godzina. Któraś nieco późna. A było to w lesie ciemnym i tak opustoszałym, że nie zapuszczał się w niego nikt za wyjątkiem samobójców. W zaistniałej sytuacji nie powinien Państwa Szanownego zdziwić fakt, iż owa historia opowiada właśnie o osobach pragnących targnąć się na swoje życie. Przed opisaniem owej historii należą się Państwu pewnego rodzaju wyjaśnienia. Otóż Autor (zwany dalej autorem) bez względu na wszystko co czyni i pisze nigdy nie popierał samobójstwa. Należałoby powiedzieć więcej- uważa ten czyn za haniebny i potwornie plugawy, wszak życie ludzkie i nie tylko ludzkie, albowiem zapewne życie wszystkich istot, rośli, zwierząt, muzułmanów*, pochodzi od Stwórcy Najwyższego i tylko On w swym przeogromnym majestacie może owo życie człowiekowi odebrać. Jednak jak widać zdarzają się (nad czym autor ubolewa ogromnie i krwawi jego serce) przypadki zabaw w Boga, gdyż inaczej nie można nazwać tak idiotycznych wyczynów, jak samobójstwa. Powinniśmy zatem postawić sobie pytanie- w jaki sposób karać takich osobników? Czy skazywać ich na śmierć? Czy też na dożywocie? Czy może zabić za młodu by nie było problemu? Wszystkie te pytania oraz odpowiedzi na nie zostawiam Państwu w podarunku. Sam, jako człek mówiący prosto, krótko, zwięźle i na temat (nigdy nie miałem w zwyczaju niepotrzebnego przeciągania, zagadywania, czy też broń Boże- zapisywania bezsensownych zdań w celu zapełnienia kartki) przejdzie w tej chwili do opisania historii strasznej, ale z widocznym i czytelnym morałem.

*- (Wstawić –Żydów, Gejów, Masonów, Komunistów, Nauczycieli, Świadków Jehowych, Turkasów, Poławiaczy małż- w zależności od upodobań, religii, nastroju)- przy. Autor

Początek

Któraś dochodziła już wieczorna godzina. Las był ciemny, straszny i każdemu przechodzącemu akurat tędy przypadkiem (a osób takich nie było za wiele), zdawało się, iż jest to najmroczniejsze miejsce na Ziemi. No może nie na Ziemi, powiedzmy, że nie na Ziemi, a na Śląsku (w tym momencie autor może zdradzić miejsce akcji, aby ułatwić późniejszą interpretację). „Olaboga!”- mniej więcej takiego zwrotu użyła pewna kobieta, która przechodziła tutaj tylko raz, skracając sobie drogę z pobliskiego targowiska do domu znajomej do której zresztą wpadała dziennie „na minutkę” i minutka owa miała w zwyczaju cudownie się rozmnażać, co kończyło się nie ugotowanym obiadem i głodem męża. Ale nie o tym jest nasza historia. Właśnie gdy dochodziła owa wieczorna godzina z lasu można było usłyszeć rozmowę. Rozmowę, spotkanie opisałem poniżej, opisałem najbardziej wiarygodnie jak tylko dane mi było opisać. Z pomiędzy drzew liściastych i iglastych (albowiem las ów lasem mieszanym był) dochodziły różnorakie dźwięki. Od tupotu łań, przez pierdnięcie królików, kończąc na sapaniu gwałconej przez trzech zbirów młodej dziewczyny. I właśnie wśród tych dźwięków, niczym nieudolna seria z CKMu rozległ się hałas, który spowodował hałas następny co oznacza, iż przechodzimy do sedna naszej historii.

Pan Janek oraz pan „Co Ci do tego?”

Przez las szedł mężczyzna. Mężczyzna wysoki z typowym archetypicznym polskim wąsem. Mężczyzna ów niósł ze sobą worek, a w worku (mogę zdradzić?) był sznur. Sznur ten stanowił dla niego pewien problem, gdyż nie potrafił tak przewiązać go, aby automatycznie zaciągnął mu się na szyi. Próbował tydzień, aż w końcu poszczęściło się biedakowi i zrobił piękny wisielczy węzełek, pętelkę taką. Szedł tak przez las, przeskakując radośnie z nóżki na nóżkę, pod nosem mruczał melodię „Malovani dzbanku”. Radości tego mężczyzny nie było końca, mężczyzna ów szedł się powiesić. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na samobójcy, problem jest zapewne w tym, iż taki zwykły, szary samobójca jest nierozpoznawalny. A ten mężczyzna oprócz wąsów, posiadał także pokaźnych rozmiarów pekaesy, a ubrany był w koszulę flanelową koloru nieokreślonego. Mężczyzna skocznie wkraczał w coraz ciemniejszą część lasu, mijał powalone pnie, porozrzucane lisie odchody oraz zdeptane przez nieroztropnych grzybiarzy (oraz trzech zbirów uciekających po zgwałceniu dziewczyny) grzybnie. I gdy tak kroczył przez las, rozglądał się na wszystkie strony w poszukiwaniu odpowiedniej, mocnej oraz estetycznej gałęzi na której jego ciało mogłoby spokojnie zawisnąć. I nagle JES JES JES! Znalazł gałąź dla siebie, w życiu bywa różnie ale zawsze każdy, prędzej czy później, znajdzie gałąź dla siebie. Piękna, majestatycznie unosząca się ponad innymi, oświetlona światłością światła gałąź dębu. Mężczyzna wiedział już, że to jest miejsce o którym marzył, że to jest miejsce na którym zawiśnie jego ciałko. Przeskoczył przez leżący samotnie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych