BAJKA O NAJWIĘKSZYM PENISIE NA ŚWIECIE
Taki tam błąd młodości... Hormony szalały, coś trzeba było z tym zrobić... Ze względu na tematykę, liczę na rekord frekwencyjny ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Po latach wstydu i kompromitacji Jackowi udało się wreszcie zapłodnić przedstawicielkę płci pięknej (choć w tym konkretnym przypadku określenie „piękna” zahacza o surrealizm). Nie posiadał się ze szczęścia. Największe marzenie jego życia zostało spełnione. Teraz miał już tylko jedno życzenie – aby jego potomek narodził się mężczyzną i został obdarzony gigantycznym przyrodzeniem; tak, aby w przeciwieństwie do swojego ojca, mógł on zaimponować każdej kobiecie.
Tym razem tajemnicza energia decydująca o losach wszechświata była dla Jacka łaskawa. Syn jego, Hieronim, obdarzony został przyrodzeniem zaiste GIGANTYCZNYM. Jako noworodek budowę miał dość przeciętną i jego waga mieściłaby się jak najbardziej w przyjętych normach, gdyby nie ptaszek... Co tam ptaszek! Orzeł! Zmutowany kondor! ...No więc gdyby nie ten fenomen ornitologiczny, waga Hieronima byłaby przeciętna – a tak przekraczała normy ponad trzykrotnie.
Jak to zazwyczaj w życiu bywa, wielki skarb zamiast szczęścia od początku powodował mnóstwo problemów. Ot, pierwszy przykład z brzegu: nie było komu malca przewijać. Pielęgniarki po odwinięciu wszystkich szmatek mdlały z wrażenia, ordynator zaś bał się dopuścić do niemowlęcia pielęgniarzy rodzaju męskiego, podejrzewając – najzupełniej słusznie – ich zakompleksione ega o chęć odcięcia organu od reszty ciałka, czy też raczej odcięcia reszty ciałka od organu. Rozwiązanie znalazło się w sąsiednim szpitalu: salowa Helena nie znała co to podniecenie czy kompleksy, a że silna to była kobieta, to spokojnie dała radę nawet i z tym wcieleniem niewyobrażalnego.
Mimo tego typu trudności pierwsze kilkanaście lat życia Hieronima nie ujawniło skali problemu. Ot, zwyczajny uczeń szkoły podstawowej, później gimnazjum, nieco wolniej może biegający od innych, za to z modnie opuszczonym krokiem w spodniach. Zapowiadał się na wrażliwego chłopca, dużo czytał, talent w naukach ścisłych posiadał nieprzeciętny. Co dziwne (zwłaszcza w gimnazjum było to zachowanie zupełnie awangardowe), nie przejawiał zainteresowania swoimi koleżankami z klasy, choć niektóre z nich – te, co zdążyły już rozwinąć nieco swój kobiecy instynkt – Hieronimem zainteresowane były niezmiernie.
Jednak pewnego letniego dnia, już po zakończeniu nauki w gimnazjum, zdarzyło się to, co zdarzyć się musiało: kondor wzleciał, trąby zagrzmiały, brzeg się rozbił o falę – Hieronim doznał erekcji. Ot, w jego sklepiku osiedlowym zrobiono remanent i tam, gdzie wcześniej stały kontenery z wodą mineralną, panoszyły się kolorowe tygodniki z paniami w pozach lubieżnych i zachęcających. Hieronim sięgnął po jedno z pisemek, obejrzał je dość dokładnie i już miał sięgnąć po drugie, kiedy do sklepu weszła sąsiadka, jak na sąsiadkę przystało plotkarska i wścibska, więc Hieronim odłożył pisemko i jakby nigdy nic wyszedł ze sklepu.
Oj. Coś nieznanego zaczęło się dziać z jego ciałem. Jeszcze jakoś sobie radził, ale nagle zobaczył przed sobą młodą dziewczynę w króciutkiej spódniczce opinającej najkrąglejsze, najjędrniejsze pośladki na świecie. Tama pękła. Hieronim szedł jeszcze przez chwilę, ale coś zaczęło mu rozpychać spodnie od środka, ciężar rósł, rósł z każdą chwilą, Hieronim złapał się więc płotu co nieopodal, by się nie przewrócić, zaś spodnie pęczniały bardziej i bardziej, by w pewnym momencie nie wytrzymać napięcia – i bum bum bum, dźwięk guzików wystrzelonych ze spodni Hieronima przywiódł na myśl osobom starszym rok ’39, młodszym natomiast najnowszy hit muzyki klubowej. Organ organów mógł wreszcie pokazać światu swoje utajone dotąd moce. Hieronim orientując się co się dzieje, obrócił się o 90 stopni, by – mimo wszystko – nie nadziać młodej dziewczyny na ten pień twardszy od kalifornijskiej sekwoi, i skierował kierunek ataku na przeciwną stronę ulicy. Zdziwili się kierowcy widząc ten wielki różowy szlaban, który nigdy wcześniej się w tym miejscu nie pojawiał. Wszyscy posłusznie się zatrzymali, poza panem Krzysztofem, pędzącym od swojej kochanki do rodzinnego domu. Zdrada nie popłaca; chyba nigdy w historii nie było na to dobitniejszego dowodu: gwałtownie rosnący penis Hieronima wbił się w opla nieuczciwego mężczyzny i roztrzaskał go o mur bloku z wielkiej płyty, która, jak wiadomo, nie takie penisy jest w stanie przetrzymać.
Zdziwił się i zawstydził Hieronim strasznie, spojrzał na przerażonych ludzi dookoła, spłonął wdzięcznym rumieńcem i całkowicie zapomniał o przyczynie swojego podniecenia, co zaowocowało natychmiastowym sflaczeniem organu. Szybko pozbierał to, co miał do pozbierania, podciągnął spodnie, pobiegł do domu, zabrał najpotrzebniejsze rzeczy i pognał na dworzec, by wyjechać w góry. Podejrzewał bowiem, że w mieście już zostać nie może. Podejrzenie to było uzasadnione – gdy tylko udało się zdrapać Krzysztofa ze ściany, tak jego żona, jak i kochanka oraz cała lokalna społeczność zaczęli się domagać rozbrojenia tego tajemniczego młodego mężczyzny. Ten…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil szymonjot
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…