Wróć do katalogu

Banalne

To nie jest może dobry przykład mojego stylu, ale subtelne, banalne opowiadanie. Trzy minuty prostego życia.

L.Vis, opublikowano , 9 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Biegnę po linii, między drzewami, a polem - tam, dalej jest ferma kur, stamtąd właśnie przyszedłem. Nie z fermy, ale z tamtej strony. Przebiegłem obok górki, potem przez puste pole. Zbieram żonkile, patrzę na niebo - namalowany na nim wielki żółty kwiat, na którego na pewno jest jakiś sposób. Ona mówi, że nie możliwe, żebym był tak piękny sam z siebie. Wczoraj spotkaliśmy się za filarem, miała modne spodnie i różową szminkę. Podarowała mi bukiet omiegów. Mówi, że pasują mi żółte kwiaty. Zerkam na zegarek - bez gwizdków, pokręteł i trzech tarczy z dziewięcioma wskazówkami. Mam prosty zegarek, który wskazuje szóstą. Czas wracać do domu. Obudzić się z fantasmagorii, zjeść na śniadanie produkty mączne, kawałek mięsa i może coś z nabiału, oraz marchewkę umyć potem zęby żółtą szczoteczką. Niebo czerwone jak beret Che Guevary - nadchodzi wieczór. Żyję samotnie, ale odczuwam czasem chęć żeby ją zobaczyć, zagrać na gitarze basowej pod jej domem, zapukać do drzwi i umalować jej usta tą różową szminką, która zawsze leży na stoliku w przedpokoju. Zamówić pizzę numer 1 - sos, ser, oregano. Pociąć jej zasłony. Miłość i zniszczenie - to takie metaforyczne. A ona nie będzie mówić niskim głosem, jak te seksowne, aksamitne prezenterki w telewizji, które muszą być dla mnie seksowne. Wyrzuciłem telewizor. Rzeźnia charakterów. A ona znów zacznie się dziwić nad moją rzekomą urodą, przywoła jakiś cytat z Bułhakowa. Ma na imię Małgorzata. Uwielbia pisać listy, dla mnie zawsze na końcu odbija swoje uszminkowane na różowo usta. Jej pismo jest bardziej czarne, bardziej mocne niż moje. Ma hiszpańskie korzenie, bardzo dobrze mówi po hiszpańsku, często przez sen, chociaż słyszę to tylko wtedy, kiedy zamknę się u niej na balkonie na noc, a ona myśli, że już wyszedłem. W swoich listach pisze "luna" i "amar". A ja nie jestem młodym Werterem, pisze bardzo kiepsko, bardzo naiwnie. Nie jestem nawet interesującym pseudointelektualistą. Tak, jestem banalny. Wkładam jej tylko żółte tulipany do kopert i liżę tę górną, lepką część, potem zaklejam i wrzucam do żółtej skrzynki przed moim domem. Wychodzę z domu zmierzam na autobus. Zastanawiam się, jak wygląda świat z perspektywy mojej żuchwy. Mam za szerokie zęby i wystają pod skórą na boki, tuż przy ustach. A kiedy się uśmiecham po lewej stronie robią mi się trzy wąskie dołki. Moje zęby zobaczyły silną pięść, a oczy - faceta w czarnej koszulce, obwieszonego w dodatku, czymś jak trofea archeologa - kości, zęby, jakieś etniczne wisiorki z drewna. Nogi uginają się, padam na ziemię. Jest bardzo zimna i sucha. Nierówna i szara, ale nie mam czasu zastanawiać się nad tym, podjeżdża mój autobus, macham ręką do kierowcy, a poobwieszany facet przeprasza mnie i podaje rękę żebym wstał. Czy to wydarza się cud? Facet, od którego dostałem znienacka w zęby pośrodku miasta przeprasza mnie i podnosi. Ludzie są tak cudownie nieoczekiwani. Korzystam z jego pomocy. Teraz mężczyzna jest tak uprzejmy, że skapuje na moje buty. Uprzejme są jego stopy w czarnych sandałach, uprzejme są pomoce ręce i miły uśmiech. Jest uprzejmy od stóp do głów i vice versa. Biegnę do autobusu i wydarza się kolejny cud. Kierowca otwiera mi drzwi. Dziękuję i rzucam się na siedzenie. Chcę zapiąć bluzę, bo panowie kibice naprzeciwko patrzą na mnie dziwnie. Mam zepsuty haczyk. - Czytajcie prasę niezależną. Odwracam się, nie prowokuję, uciekam, myślę o Małgorzacie, lubię mówić z nią. Razem, jednocześnie. Ona siedzi na stoliku, który zrobiła z butelek po winie, ja odchylam się do tyłu rozkompresowując kręgosłup. Kiedy ona mówi, jakby szczere złoto wysypuje się z jej ust, prosto na moje kolana. Słowa uderzają we mnie z żywą mocą i zapuszczają korzenie na moich spodniach, a kiedy z niej wypływa ten wodospad szlachetnego kruszcu ja otwieram usta mówię coś prostego, recytuję wiersz, albo opowiadam jej o czymś, czego nie znoszę - wypadają żółte kwiaty, wieńczą złote potoki wypływające z Małgorzaty. Oboje chętni patrzeć i słuchać współgrania naszych słów, nie przywiązujemy wagi do znaczeń. Forma ponad treść. Przesuwam językiem po zębach, czuję delikatną świeżość taniej pasty. Marzę, żeby poczuła ją też Małgorzata. Staram się dostrzec jak najwięcej szczegółów. Chcę być intelektualistą, patrzę więc z innej perspektywy - perspektywy jamy ustnej, staram się dostrzegać szczegóły. Jak intelektualista w operze rozróżnia poszczególne…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych