Wróć do katalogu

Bieszczady bez planu

Tydzień tułaczki po Bieszczadach

sarenu, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zapraszam do przeczytania tej historii na moim blogu, na którym są także zdjęcia z wyprawy arsislogos.pl Filmik z wyprawy: https://www.youtube.com/watch?v=4PZ86iZ7v94

Dzień pierwszy 13.05.2015 r. 6:25 Deszczowy poranek. Ze Stalowej Woli pojechałem busem do Rzeszowa. Tam pomyliłem dworce autobusowe i prawie nie zdążyłem na transport do Ustrzyk Górnych. W drodze uświadomiłem sobie, że na miejscu może nie być bankomatu. Miałem rację, nie było. Gotówka była mi potrzebna, nie miałem wyboru, musiałem cofnąć się do Ustrzyk Dolnych. Ledwo starczyło mi na bilet, ale udało się. Po wybraniu pieniędzy wróciłem do miasteczka, z którego wyruszyłem w góry. Było pochmurnie, ale nie padało. Wszedłem na niebieski szlak, który prowadził na Wielką Rawkę (1307 m n.p.m.). Trasa była dość wymagająca. Nie miałem formy, a mój plecak ważył 30 kg. Na szczęście miałem kompana w postaci psa, który dołączył do mnie w Ustrzykach Górnych. Był moim Bieszczadzkim Aniołem. Cały czas biegał i węszył po lesie. W pewnym momencie zgubił się i głośno szczekał. Myślałem, że coś mu się stało. Zszedłem ze szlaku w poszukiwaniu biedaka, lecz był za szybki i biegł w drugą stronę. Szedłem dalej. Myślałem, że już nie wróci, gdy nagle wybiegł tu przede mną. Robiło się ciemno więc rozbiłem namiot. Nie jest to legalne w Bieszczadzkim Parku Narodowym, dlatego schowałem się w głębi lasu. Nadeszła noc. Sowy huczały i słychać było szmery nocnych zwierząt. Było trochę strasznie. W końcu usnąłem. Zerwałem się od nagłego szczekania. Myślałem, że dostanę zawału. Szybko wyciągnąłem nóż, latarkę i wyszedłem z namiotu w czarną noc. Wściekłe ujadanie nie ustawało. Pies stał w miejscu i wpatrywał się w coś intensywnie. Poświeciłem w to miejsce, ale nic nie zauważyłem. Uspokoiłem rozdygotanego zwierzaka i poszedłem dalej spać. Ciekawe co takiego błąkało się po lesie w ciemnościach… 5 km trasy

Dzień drugi 14.05.2015 r. 6:00 Leje deszcz. Wpuściłem psa do namiotu żeby bardzo nie zmarzł. Jedliśmy kabanosy i czekaliśmy na poprawę pogody. W środku zaczęło robić się mokro. Deszcz nie ustawał. Przecieki wycierałem na bieżąco papierem toaletowym, który szybko się skończył. Mijały godziny. Wodę tamowałem ręcznikiem i skarpetami. Miałem luksusowy namiot z basenem. Chwilę się przespałem i poczytałem książkę. O 15:00 przestało padać. Nie chcąc spędzić kolejnej nocy w tym samym miejscu szybko się zebrałem i ruszyłem w drogę. Przeszedłem Wielką Rawkę gdzie na szczycie chmury były poniżej mnie. Widok był bardzo ładny. Odbiłem na żółty szlak i tak dotarłem do Małej Rawki (1272 m n.p.m.). Następnie wszedłem na szlak zielony i ruszyłem w stronę Bacówki pod Małą Rawką (914 m n.p.m.). Po drodze złapał mnie grad. Pies nie wiedział co się dzieje. Próbował schować się za drzewami, ale nic mu to nie dało. Założyłem płaszcz przeciwdeszczowy i poszedłem dalej. Było straszne błoto i ślizgałem się na każdym kroku. Strasznie chciało mi się pić. W pewnym momencie miałem wziąć śnieg, który leżał w śladowych ilościach i rozpuścić w butelce. Wytrzymałem jednak i nie musiałem pić zanieczyszczonej wody. W końcu dotarłem do bacówki. Przebrałem mokre buty na sandały, które stały przed wejściem i były do wypożyczenia. Zamówiłem placki ziemniaczane, piwko, zapłaciłem za nocleg na “glebie” i zanurzyłem się w rozmyślaniach o dzisiejszej trasie. Przypomniałem sobie o psie, który został na dworze. Nakarmiłem go kabanosami i wróciłem do sali, gdzie przy moim stoliku siedziały dwie przyjaciółki. Przysiadłem się i resztę wieczoru spędziliśmy na rozmowach i słuchaniu Czechów, którzy grali na gitarze i śpiewali swoje pieśni. Uwielbiam ten schroniskowy klimat. Gdy zrobiło się cicho, a dziewczyny poszły do swojego pokoju, ja położyłem się na materacu w jadalni i odpoczywałem w samotni. 9,3 km trasy

Dzień trzeci 15.05.2015 r. 7:00 Zjadłem zupkę chińską, kupiłem pół chleba, i zrobiłem kanapki z salami na drogę. Mój czworonożny przyjaciel został w schronisku, gdzie na pewno będzie dobrze traktowany. Dalej zielonym szlakiem poszedłem w stronę Połoniny Caryńskiej (1297 m n.p.m.). Gdy wszedłem na górę skręciłem na szlak czerwony, który prowadził do Brzegów Górnych. Idąc połoniną rozciągała się przede mną piękna panorama Bieszczad. Tam położyłem się na trawie i odpocząłem. Dotarłem do Brzegów. Kończyły mi się papierosy i myślałem, że w tej wiosce uzupełnię zapasy. Okazało się, że tam nic nie ma. Najbliższy normalny sklep jest w Wetlinie 20 km stąd. Stwierdziłem, że pójdę na autobus i pojadę. Na przystanku przeczytałem, że kursują tylko w wakacje… Zacząłem łapać stopa. Nic nie jeździło… Przejechał jeden samochód, który się nie zatrzymał. Przeszedłem kawałek i wychodząc zza zakrętu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych