Wróć do katalogu

Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Rozdział

:)

carys, opublikowano , 17 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Powierzchnia Wśród uciekinierów z Illaivlen

Po dwóch godzinach drogi traktem wzdłuż potoku, w towarzystwie Scharlottene i kilku Skrzydlatych, Xantipe i jej towarzysze dotarli do Twierdzy w dolinie, tymczasowego obozu uciekinierów z Illaivlen. Twierdza w dolinie była w rzeczywistości rozbudowanym kompleksem budynków mieszczących się w konarach Wielkiego Dębu i nie posiadała żadnych murów obronnych, jednak magia Wysokich Elfów, zamieszkujących okoliczne lasy i mających właśnie tutaj swoją siedzibę, jak do tej pory skutecznie odpierała wszelkie ataki z zewnątrz. Nazwa więc jakkolwiek nie pasująca do tego miejsca, w swej skuteczności okazała się nader trafna. Zamieszkujący obecnie Twierdzę w dolinie jedynie strzegli porządku i starego traktu łączącego kiedyś Illaivlen z południowymi ziemiami zamieszkiwanymi przez nizinne elfy, zanim wiele wojen nie uszczupliło tej rasy na tyle, iż obecnie uważana ona była za wymarłą. Obecnie znaczenie Twierdzy zmalało, a odkąd Illaivlen opuściła Księżycowa Pani, stało się ostoją uciekinierów. O dawnej świetności tego miejsca świadczyły już jedynie potężne i misternie wykonane budowle wbudowane w potężne konary z tysiącami łączących je pomostów, schodów i zawieszonych na grubych linach platform, na których posadzono wiszące ogrody i pobudowano altanki. Niegdyś Twierdza była najpiękniejszym elfim miastem, uznawanym za jeden z cudów tego świata. Obecnie rezydowali tu w większości uciekinierzy i Strażnicy Lasu odpowiadający za panujący w borze porządek. Elfie władze przeniosły się w inny zakątek wielkiego lasu. Otaczające Twierdzę lasy, rozmieszczone w wielkiej dolinie otoczonej Srebrnymi Górami od północnego-wschodu i Chmurnymi Szczytami od południa, były trudne do pokonania i oplecione istną pajęczyną różnorakich zaklęć mających zmusić intruzów do odwrotu, chociaż aż do chwili pojawienia się na powierzchni drowów, niewiele z tych zaklęć wykorzystano. Magia Wielkiego Dębu utrzymywała w mocy wszystkie zaklęcia. Wibracje wielkiego drzewa odbierały wszystkie, choćby częściowo związane z magią,istoty. Dostrajając się do pieśni Wielkiego Dębu, powiązane z nim nierozerwalną więzią były odporne na jakiekolwiek choroby i obce moce. Każdego dnia wraz z nastaniem świtu i wieczorną porą kilkudziesięciu elfach śpiewaków wchodziło na najwyższą platformę i śpiewem oddawało cześć życiodajnemu słońcu – rankiem witając jego powrót na nieboskłon, wieczorem zaklinając je, by powróciło. Xantipe, Lacandros i Velmondowie przybyli do Twierdzy właśnie w porze wieczornego zaklinania. Srebrnowłosa i jej mąż znający zwyczaje mieszkańców Twierdzy z uśmiechem przysłuchiwali się doniosłej pieśni rozbrzmiewającej z wysoka. Ich towarzysze, lekko zaskoczeni, spoglądali w górę, jednakże wielkość magicznego dębu nie pozwalała na określenie jego prawdziwej wysokości. Wieczorne śpiewy umilkły i z jednaj z platform opuszczono na linach windę. Tylko takim sposobem można było dostać się do Twierdzy. Do przybyłych podeszła mieszkanka Twierdzy wraz z dwoma towarzyszami i kobietą prawdopodobnie o niższej pozycji w tej społeczności, na co wskazywały jej ozdoby i mniej bogaty strój. Chwilę później na najniżej położonych platformach zaroiło się od ciekawskich. -Witaj, Pani Wieży – zielonowłosa elfka z rodu Wysokich Elfów skłoniła się przed Xantipe i idącą za nią Scharlottene. – Jak to dobrze, że jesteś. Xantipe oddała wodze wierzchowca jednemu z elfów i ruszyła ku potężnym korzeniom Wielkiego Dębu. Konary drzewa oplatały wąskie schodki i podesty wykonane z trzcin i lian. -Dobrze cię znów widzieć, Hallin – Xantipe położyła dłonie na ramionach zielonowłosej. – Jak się miewa mój przyjaciel Alhtan? -Tata wyraził wolę przybycia do Twierdzy i spotkania się z tobą, pani, jak najszybciej będzie to możliwe – odparła. -Bardzo się cieszę. Przydadzą mi się rady doświadczonego wojownika - Xantipe pokiwała głową z aprobatą i skinęła na swych towarzyszy, niepewnie stojących w kręgu skrzydlatych istot. Zwłaszcza Dre miała wiele powodów do obaw. W końcu była drowką, a tacy jak ona nie cieszyli się tutaj zbyt dużą sympatią. Ujrzała błysk zaskoczenia w oczach Hallin, który szybko zastąpiła ignorancja. -Chodź, moja droga – Caleb ujął ją pod ramię i poprowadził do windy, w której znajdowała się już Xantipe wraz z Scharlottene. – Może w końcu dostanę tutaj jakieś porządne obuwie. -A ty znowu o tym. Moja wina, że te czarne psy ograbiły cię z najlepszych butów? Trzeba było nosić na sobie! – fuknęła Dre. -Skąd miałem wiedzieć, że twoi pobratymcy mają takie lepkie rączki? – syknął Caleb. Idący za nimi Lacandros uśmiechnął się do siebie, szczerze współczując hrabiemu braku obuwia. Wiedział, jak uciążliwym potrafił być ów brak, a odciski, które pojawiły się już na stopach Caleba potwierdzały jego przeczucia. Hallin krzywo łypnęła na Dre a później na Caleba, gdy przechodzili obok niej. -Człowiek w Twierdzy? – zawołała z oburzeniem jej towarzyszka. – To niedopuszczalne! Na dodatek przyprowadził drowkę, pewnie żeby nas szpiegować! -Marthy – Hallin gestem uciszyła towarzyszkę. – To przyjaciele Księżycowej Pani. Ufam, że Pani wie, co czyni, sprowadzając ich tutaj – znacząco spojrzała na Xantipe, która tylko się uśmiechnęła. -A czy w ramach tej przyjaźni dostanę jakieś buty? – zagadnął Caleb. Hallin odchrząknęła i spojrzała z dezaprobatą na Marthy, po czym dała znajdującym się na platformie elfom znak. Winda wolno uniosła się w powietrze. *** Podczas gdy Xantipe i spółka dotarli do Twierdzy w dolinie, Requel i jego towarzysze od kilku już godzin kluczyli po okolicy, prowadzeni przez Kolmę, uparcie twierdzącą, iż dobrze odczytuje krasnoludzką mapę. Wszystkie znaki na ziemi mówiły jednakże coś zupełnie odwrotnego. -Jak na mój gust, to ona nie zna się ani na jednym, ani na drugim – Beld syknął konspiracyjnie do Raphaela siedzącego na wozie tuż obok niego. – Już trzeci raz przejeżdżamy przez to skrzyżowanie. Mój kompas już całkiem ześwirował i co chwilę podaje inny kierunek. Drow tylko wzruszył ramionami i błędnym wzrokiem spojrzał przed siebie, oderwany od prowadzonych przed chwilą rozmyślań nad jakąś dosyć istotną kwestią. Zbliżał się wieczór i Raphael, podobnie jak Requel i Wargowie, okazywał znużenie podróżą. Było mu już wszystko jedno, byle jak najszybciej znaleźli się u celu tej wędrówki a on mógłby się gdzieś schować przed koszmarnym słońcem. Na jego szczęście nadciągający wieczór niósł ze sobą ulgę a rozgrzane powietrze stopniowo się ochładzało. Pomimo szczerej chęci, nie odważyłby się zdjąć okrywającego go płaszcza, czy chociażby rękawiczek na dłoniach, w obawie przed trudnymi do uniknięcia oparzeniami. Drowia skóra była naprawdę bardzo mało odporna na tego typu wypadki. Raphael chętnie wrzuciłby też coś na ząb, gdyż od ostatniego postoju minęło już sporo czasu i jego żołądek poważnie zaczynał się buntować, lecz Beld dobrze pilnował swego „dobytku” wywiezionego z posiadłości Velmondów, więc drow tylko łakomym okiem spoglądał na krakersy i wyczekiwał na odpowiednią okazję, by je podwędzić. Wjechali w ciemny las. Słońce za ich plecami zachodziło właśnie za szczytami gór i w puszczy zaczynało się robić nieprzyjemnie chłodno i ciemno. Nawet dla Raphaela, który był przyzwyczajony do takich klimatów. -Kolmuś, czy to aby na pewno dobra droga? – Zapytał Requel, prowadzący swego wierzchowca w ślad za służącą. -Jak najbardziej, Qelku. I coś czuję, że tym razem jesteśmy już bardzo blisko – rzekła Kolma, wpatrując się w trzymaną mapę. -Błagam, tylko nie „Qelku” – jęknął blondyn. -I tam. Panicz ma wymagania – Kolma szturchnęła Requela pod żebro. Najwyraźniej spodobała jej się forma używana przez Wargów, którzy niezbyt dobrze radzili sobie z właściwą wymową imienia panicza Velmondo. Leśna ścieżka poprowadziła ich nad rzekę i zanim zupełnie się ściemniło, dotarli nad bród. Kolma z lekkim zdenerwowaniem, jako że na jej mapie owa rzeka znajdowała się ładnych parę kilometrów dalej, zarządziła postój. Requel i Beld wskoczyli do wody, wykrzykując radośnie i ochlapując się wodą. -Jak małe dzieci – Kolma pokiwała głową, stając na nabrzeżnym kamieniu i opierając ręce na biodrach powiodła wzrokiem po przeciwległym brzegu. Tuż obok niej uklękli Raphael i Wargowie i nachylili się nad rzeką, pijąc chciwie lodowatą wodę. -Czy wyście powariowali? – Kolma wytrzeszczyła oczy. – Przecież to niehigieniczne! Ta woda jest nieprzegotowana! Pełno w niej zarazków! – zawołała, doskakując do Raphaela i szarpiąc za…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych